Cztery
fale wystarczyły, żeby zminimalizować populację ludzkości liczącą siedem
miliardów do marnych kilku setek. Pierwsza fala - brak elektryczności. Druga -
tsunami. Trzecia - zaraza. Czwarta - Uciszacze. To. Jeszcze. Nie. Koniec.
Przybysze
to nie Obcy. Obcy to te istoty, które hodujecie w głowach lub które pokazuje
się nam na filmach. One mówią po
angielsku i zazwyczaj wyglądają jak skrzyżowanie człowieka z ośmiornicą lub
leniwcem. Przybysze natomiast to rasa istot pozaziemskich, które są
tysiąckrotnie bardziej zaawansowane niż człowiek. Bynajmniej nie przyleciały na
Ziemię w celach pokojowych czy edukacyjnych. „A prawda jest taka, że jak już nas znaleźli, to było po nas”*.
Raczej nie ma już ratunku. „Równie dobrze
karaluch [czytaj: człowiek] mógłby
sobie przygotować plan powstrzymania buta, który właśnie zmierza go zmiażdżyć”.
Co robić? Módl się o przeżycie.
„Piąta fala”
Bestsellerowa
trylogia Ricka Yanceya jest reklamowana jako jeden z najlepszych cyklów science fiction dla młodzieży, niektórzy uważają, że to
najlepszy cykl science fiction w ogóle. Pierwsza część zapowiadała się naprawdę
spektakularnie, jako że autor postanowił się wykreować na nowo jeden z
największych motywów współczesnej popkultury: kosmitów. Mieli być lepsi,
więksi, groźniejsi, inteligentniejsi. Problem w tym, że szybko się okazuje, że
faktycznie tak jest, ale przez pierwsze… kilka stron. W efekcie jest to książka
o sztuce przetrwania w ostatkach umierającego świata, samotnej egzystencji,
akceptacji takich spraw, jak utrata najbliższych.