Miłości
bywają trudne, szczególnie w młodym wieku, kiedy to nie do końca wiemy, czego
oczekujemy od siebie, a co dopiero tej drugiej osoby. Chociaż pragniemy, żeby
wszystko było piękne i słodkie, niczym z powieści, które czytamy i marzymy, by
stały się prawdą, to niestety nie wszystko zależy od nas. Czasami pisane jest
nam inne zakończenie: bez happy endu. I bez względu na to, jak mocno byśmy się
starali, nie zmienimy przeznaczenia. Czasami jest to zapisane w gwiazdach.
Tak
naprawdę nie da się zdefiniować miłości – może są to małe gesty, a może pełne
uniesień dramatyczne chwile. I choć istnieje przekonanie, że prawdziwa miłość
różni się znacząco od tej przewijającej się na ekranie czy kartkach powieści,
to jednak czasami można doświadczyć uczucia czegoś znajomego. Historia
przedstawiona w powieści Jennifer Niven, Wszystkie
jasne miejsca, jest jak najbardziej realna i ma bardzo realny finał. A
historię miłosną w niej przedstawioną można by przyrównać do wody, która ma dwa
przeciwstawne działania: budujące i niszczące. I podobnie jak woda, miłość
między nastolatkami tutaj buduje, a tam niszczy.
