Z
twórczością Sarah J. Maas spotkałam się już przy „Szklanym Tronie”. Nie powiem, było to miłe spotkanie.
Najbardziej przypadła mi do gustu główna bohaterka. Urzekła mnie jej duma, mimo
upokorzenia, i siła ducha. Jednak przez całą książkę dręczyła mnie przeszłość
Celaeny. Poznajemy ją w najgorszym momencie życia, zostaje wyciągnięta z
mrocznego zakładu pracy. Dlaczego tam trafiła? To nie zostało wytłumaczone w
„Szklanym tronie”. Odpowiedzi miały mi
dać cztery nowelki sprzed rozpoczęcia
akcji głównej serii. Można je zdobyć każdą osobną i zebrane wszystkie razem, ja
wybrałam tę drugą opcje.
Już
od pierwszego opowiadania zrobiła na mnie wrażenie Celenea – główna bohaterka.
W „Szklanym tronie” cały jej charakter okazał się przytłumiony. W „Zabójczyni”
była tajemniczą i mroczną faworytką Króla Zabójców. Arobynn - jej mentor -
dbał, żeby niczego jej nie zabrakło, tak więc dziewczyna otaczała się
najdroższymi przedmiotami i kochała życie w przepychu. Nikt, prócz paru
elitarnych osób, nie znał jej tożsamości i wieku. Na co dzień chodziła w masce
i płaszczach upodabniających ją do śmierci i jak śmierci ludzie się jej bali.
Celaena to kochała, była zabójczynią Adarlanu, najpotężniejszym zabójcą w
królestwie. Nic nie mogło jej zagrozić, była niepokonana. Przynajmniej to
okazywała na zewnątrz.
