Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen Hoover. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen Hoover. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2015

„Maybe someday” – Colleen Hoover



Colleen Hoover uwiodła mnie swoim cudownym Hopeless (które nie było tak beznadziejne, jak mogłoby), a przy Losing Hope udowodniła, że nawet zmiana narracji jej nie straszna. Nie zaprzeczam, że jej książki czyta się genialnie, a ochów i achów nie można już zliczyć, ale jednak mam pewną świadomość, że pisząc romanse, nie można się zbytnio popisać wyobraźnią ani konstrukcją fabuły. Co innego warsztat pisarski. Z takim właśnie przekonaniem podeszłam do kolejnej książki królowej New Adult, Maybe Someday.


Sydney miała poukładane życie – studia, pracę, chłopaka – które właśnie zawaliło się jej na głowę. KIedy dowiedziała się, że jej ukochany zdradza ją z jej współlokatorką, spakowała swoje rzeczy i opuściła mieszkanie. Trafiła pod dach Ridge’a, chłopaka z mieszkania obok, którego codziennie widywała grającego na balkonie. Jednak Ridge ma problem – jego pięknej muzyce brakuje tekstów, a układanie tekstów jest tym, co Sydney robi w wolnym czasie. Możliwe, że tych dwoje będzie siebie bardziej potrzebować, niż oboje myślą.

środa, 21 stycznia 2015

„Hopeless” – Colleen Hoover



Słyszałam, że to dosyć smutna historia, z gatunku tych, które głównie mają za zadanie połamać czytelnikowi serce. Zakwalifikowałam ją do tej kategorii i myślałam, że będę się zapłakiwać nad losem bohaterów, wylewać łzę za łzą. Czy faktycznie tak było?

Po kilkunastu latach nauki w domu Sky postanawia iść, jak normalna amerykańska nastolatka,  do szkoły.  Wcześniej była uczona w domu przez matkę, która gardzi i szkołą,  i wszystkimi technologicznymi gadżetami,  w tym telefonem  czy telewizorem. Pierwsze dni szkoły wydają się więc Sky katorgą, a spotkanie z Holderem wywraca poukładany świat dziewczyny do góry nogami.