Miesiąc
od polskiej premiery zdążyłam się zorientować, że książkę E. Lockhart można
albo mocno kochać, albo szczerze nienawidzić. Skoro jedna książka wywołuje tyle
emocji, to i ja postanowiłam się z nią zmierzyć.
Poznajcie
Cadence. Dziewczyna jest najstarszą z wnucząt wielmożnej rodziny Sinclairów.
Razem z niewiele młodszymi od siebie kuzynami – Johnnym i Mirren, a także z
Gatem stanowią paczkę Łgarzy. Co wakacje spotykają się na prywatnej wyspie znajdującej
się w rękach ich dziadka i spędzają tam dwa miesiące. Tylko tam czują się w
pełni szczęśliwi i tylko tam mogą spędzać ze sobą czas. Ale jedno feralne lato
i jeden wypadek sprawia, że ich więzy się rozpadają, a cała rodzina dąży do
destrukcji.
Żadne z nich nie żyje w biedzie.
Żadne z nich nie żyje w biedzie.
Żadne
z nich nie jest przestępcą, ani narkomanem, ani nieudacznikiem.
Żadne z nich się nie myli.
Żadne z nich się nie myli.
