Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo YA!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo YA!. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 września 2016

„Psy” – Alan Stratton

Jest coś specjalnego w powieściach grozy pisanych dla znacznie młodszych odbiorców. Podczas gdy większość autorów standardowych horrorów lub thrillerów kładzie nacisk na budowanie napięcia i otoczki mistycyzmu, w literaturze young adult pisarze bardzo często wyciągają na główny plan problemy bardziej codzienne. Nie inaczej stało się w przypadku Psów Alana Strattona – na pierwszy rzut oka to typowa opowieść o duchach. Na drugi, to historia o utracie i odzyskiwaniu rodziny.
Głównym bohaterem powieści jest nastoletni Cameron, który połowę życia spędził, uciekając. Jego matka jest pewna, że jej mąż, z którym rozstała się kilka lat wcześniej, prześladuje ich każdego dnia. Wraz z synem nigdy nie zostają w jednym miejscu na dłuższy czas, przenosząc się z domu do domu. Kiedy ojciec Camerona po raz kolejny wkracza w ich życie, przeprowadzają się do starego, od dawna niezamieszkanego domu w małej wiosce Wolf Hollow. Pierwszy dzień w szkole uzmysławia chłopcu, że o domu krążą między mieszkańcami przerażające historie, które bardzo szybko okazują się prawdą.

czwartek, 28 lipca 2016

#me – Joanna Fabicka

Zacznę od tego, co rzuca się w oczy, jak weźmie się do ręki tę książkę. Od jej rozmiaru - „#me” liczy sobie dwieście sześć stron. Przez taką objętość trudne jest głębokie wniknięcie do świata powieści. Każda grubość książki ma swoje wady i zalety, ale ja po prostu nie przepadam za tymi krótkimi. Lubię, jak powieść jest rozbudowana – ma wiele wątków pobocznych i bohaterów. Przy takiej objętości osiągnięcie tego jest niemożliwe. W przypadku „#me” moje obawy niestety okazały się uzasadnione.
Świat nastoletniej Sary jest koszmarny, dziewczyna nie ma swojego miejsca na ziemi. W szkole jest odrzucona i wyzywana, w domu czeka na nią pijana matka nieprzejmująca się niczym. Mimo wszystkich przeciwności i przeszkód Sara się nie poddaje i stara się wrócić do społeczeństwa. Poznaje chłopaka swoich marzeń – Józka i zakochuje się w nim bez pamięci. Sara znajduje szczęście i ciągle traci je na nowo, przez matkę alkoholiczkę.

wtorek, 5 lipca 2016

"Moje nowe życie” - Meg Rosoff

Piętnastoletnia Daisy zostaje wysłana przez ojca do rodziny mieszkającej w Anglii. Tam poznaje trójkę kuzynów,  w tym czternastoletniego Emonda. Niespodziewanie między dwója nastolatków zaczyna rozkwitać uczucie, które ma niewiele wspólnego z braterską miłością. W tym samym czasie wybucha wojna, a Anglia zostaje zaatakowana przez obcą armię, co sprawia, że Daisy wraz z rodziną musi uciekać i walczyć o przeżycie.

Nie spodziewałam się, że “Moje nowe życie” okaże się tak intrygującą lekturą. Pomimo młodego wieku głównej bohaterki (nawet w powieściach Young Adult spotykamy się zazwyczaj ze starszymi bohaterami), powieść Meg Rosoff nie drażni dziecinnością, choć czytając początek, właśnie tego się obawiałam: nie od razu zagłębiłam się w narrację i nie od razu zaciekawiłam się fabułą przez dosyć banalną stylistykę zdań. Sama Daisy również mnie nie urzekła - ciężko mówić cokolwiek o kreacji jej charakteru, jednak nie to jest największą zaletą powieści Rosoff - ale na szczęście to uczucie szybko minęło. Jako że książka nie należy do najdłuższych, nie możemy narzekać na wolno rozkręcającą się fabułę.

Urzekł mnie niezwykły klimat, który towarzysz “Mojemu nowemu życiu” i który z jakiegoś powodu kojarzy się z klasycznymi powieściami dla dzieci (chociaż, jeszcze raz: “Moje nowe życie” to książka przeznaczona typowo dla nastolatków). Jest w sielankowej atmosferze, zderzonej następnie z przejmującym niepokojem o przyszłość, jakaś głębia, dzięki której książka Meg Rosoff zapada w pamięć, pomimo nieciekawej kreacji bohaterów. Sama wojna została przedstawiona w intrygujący sposób: z jednej strony sugestywnie i dosłownie - z opisami typowo wojennej brutalności - z drugiej, raczej obrazowo - do samego końca nie dowiadujemy się nic o jej przyczynach czy skutkach. Świetny zabieg, który skupia naszą uwagę nie na przyczynach konfliktu, ale na wpływie, jaki ma na bohaterów.

Jednak wątkiem, który okazał się znacznie bardziej intrygujący, to wątek romantyczny: nietypowy, bo między dwójką kuzynów. Pierwszoosobowa narracja Daisy jest pełna nastoletniej namiętności, nie do końca niewinnej, ale nadal subtelnej i łagodnej. Meg Rosoff opisała uczucie między nastolatkami w piękny i przejmujący sposób, a zgrywając go z dramatami wojny, dodała mu dodatkowy wymiar. W efekcie historia Daisy ma wiele wspólnego z dawnymi melodramatami, z żołnierzami i ich ukochanymi w rolach głównych.

“Moje nowe życie” ma w sobie świetny pomysł, który został ciekawie oddany, a także urzekający klimat. Kreacja bohaterów nie jest jednak tak zachwycająca: o samej Daisy od początku nie wiemy zbyt wiele, natomiast jej kuzyn wydaje się jeszcze mniej intrygującą postacią - właściwie autorka zaznacza jedynie, jak wielce zakochana jest w nim dziewczyna. Największy wpływ na emocje bohaterów ma wojna - wraz z jej biegiem Daisy dorośleje, mierzy się z własnymi lękami i pragnieniami. Miałam jednak wrażenie, że to jedyna okazja, żeby poznać charakter bohaterki, a raczej jego lepszą część.

“Moje nowe życie” okazało się miłym zaskoczeniem. Choć powieść jest krótka i w kilku aspektach niedopracowana, zaciekawił mnie panujący w niej klimat. Z jednej strony jest to słodko-gorzka opowieść o dojrzewaniu i zakochiwaniu się, z drugiej - dramatyczna historia o nastolatce, która sama musi mierzyć się z dramatem wojny. Jest w niej coś romantycznego, ale i tragicznego. Wielka szkoda, że Meg Rosoff nie napisała powieści dłuższej i znacznie bardziej rozbudowanej, dzięki czemu - jestem pewna - “Moje nowe życie” zyskałaby miano jednej z najciekawszych lektur gatunku. Wyszło nieźle, ale nie idealnie: uczuciowe rozterki nastolatków na wojnie to nie wszystko, choć, jak się okazało w tym przypadku, całkiem sporo.

Julia

Za możliwość przeczytania książki dziękujemy Wydawnictwu YA!




Meg Rosoff, Moje nowe życie, Wydawnictwo YA!, 2016, stron: 256

wtorek, 7 czerwca 2016

"Ocalona" - Alexandra Duncan

Ta książka była dla mnie dużym zaskoczeniem. Pewnie dlatego, że niekoniecznie miałam ochotę ją przeczytać, a do lektury zostałam trochę przymuszona. Nie żałuję tego przymuszenia, gdyż okazało się, że mam do czynienia z naprawdę fajną i wciągającą lekturą. I nawet gatunek, science-fiction, nie przeszkadzał mi w ogóle, mimo że nie jestem fanką takich książek.


Główną bohaterką i jednocześnie narratorką opowieści jest nastoletnia Ava, której życie upływa na handlowym statku kosmicznym, który krąży wokół Ziemi. Na statku panują okrutne reguły: rządzi patriarchat i fundamentalistyczna religia. Ona jako dorastająca kobieta pozbawiona jest praw, a traktowana jak przedmiot. Najmniejsze nieposłuszeństwo jest karane bardzo surowo, dlatego bohaterka stara się przystosować do reguł i być grzeczną dziewczyną – tak podpowiada jej rozum. Serce to jednak nie sługa i Ava zakochuje się w Lucku, chłopaku z innego statku. Za ich potajemne spotkanie przyjdzie Avie gorzko zapłacić. Ava zostanie wyrzucona ze społeczności, trafi na wyniszczoną klęskami żywiołowymi Ziemię, a tutaj przyjdzie jej tutaj toczyć nierówną walkę  o przetrwanie.

piątek, 25 marca 2016

"Szaleństwo" - Susan Vaught


Szpital psychiatryczny imienia Lincolna w Never nie jest zwykłym budynkiem. Od początku swego istnienia przyciągał dziwne zjawiska i ludzi o niewytłumaczalnych zjawiskach. Ściany przesiąkły krzykiem szaleńców uznanych przez innych za niepoczytalnych. Czy wszyscy pacjenci byli szaleni? Odpowiedź jest prosta – nie. Niektórzy po prostu widzieli i umieli więcej niż inni. Wszystko dzięki magicznym przodkom. Teren szpitala nasiąkł ich krwią. Anomalie w jego pobliżu pomagały wielu nieczystym istotom przedostać się do świata życia. Miasteczka przed nadciągającym złem przez dziesięciolecia strzegła lokalna wiedźma, ale po wyrwaniu z łap śmierci swojego wnuka zaczęła słabnąć. Jedyną nadzieją na bezpieczeństwo Never jest nastoletnia Forest, która nie ma pojęcia o swoim dziedzictwie.  Wraz początkiem akcji książki dziewczyna rozpoczyna pracę w szpitalu, gdzie jest świadkiem niewytłumaczalnych zjawisk, których normalni śmiertelnicy nie mogliby dostrzec. Wiedziona ciekawości zdobywa coraz więcej informacji o zjawiskach paranormalnych w Never i spotyka ludzi podobnych do niej.

Akcja „Szaleństwa” rozpoczyna się bez wprowadzenia i jak dla mnie ma za szybkie tempo. W jednej chwili czytałam o czesaniu chorej umysłowo staruszki, a w następnej o pojawieniu się „Księcia Ciemności” ze sforą dzikich psów i krwiożerczych gęsi. Nie mogłam zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. To szaleńcze tempo stopniowo zwalniało. Na początku było czystym szaleństwem niedającym się w jakikolwiek sposób ogarnąć, na końcu wlokło się jak mucha w smole, czyli tempo zwalniało zamiast przyspieszać.

sobota, 13 lutego 2016

„Tu i teraz” – Ann Brashares

Podróże w czasie są bardzo popularnym tematem książek młodzieżowych.  Trudno w tym temacie napisać coś nowego i odkrywczego.  Ta sztuka udała się Ann Brashares,  autorce „Tu i teraz”.  Kobieta podeszła do tematu podróżowania w czasie w nowy  sposób. Nie pisała o wehikułach czasu ani nie opisywała samych podróży. Historia zaczyna się już w nowym czasie i nie jest w niej ważne, jak podróżnicy się znaleźli w nowej czasoprzestrzeni. To było dla mnie spore zaskoczenie, spodziewałam się, że jak w np. „Trylogii czasu” będzie to główny wątek.
Kolejną nowością dla tej powieści jest umiejscowienie akcji w czasie. Właściwa historia zaczyna się 4 lata po przybyciu podróżników do przeszłości. Można powiedzieć, że zaczynamy od środka opowieści. Jest to niespotykany w książkach młodzieżowych zabieg. Zwykle zaczynają się na etapie poznawania nowego czasu, przeznaczenia, sytuacji w społeczeństwie czy stanu materialnego. W „Tu i teraz” jest inaczej – podróżnicy oswoili się z nowościami i wtopili w otoczenie.  Można to porównać do sytuacji, w której „Harry Potter” rozpoczynałby się w połowie trzeciego roku magicznej nauki głównego  bohatera.
Nie wiemy  nic o podróży, ale mamy świadomość, czemu nastąpiła. Początek XXI wieku jawił się jako złoty wiek elektroniki i informatyki. Powoli z każdym rokiem stan świata się pogarszał – klimat drastycznie się ocieplił, pojawiła się nowa, bardzo groźna pandemia przenoszona przez wszechobecne komary.  Jedynym ratunkiem było wysłanie  ludzi  do roku 2010 i próba zmienienia przeszłości. Została wyselekcjonowana grupa najbystrzejszych osób odpornych na zarazę. Znalazła się w niej nastoletnia Prenna James wraz z matką lekarką.  2010 rok okazuję się rajem dla przyzwyczajonych do walki o przetrwanie podróżników.  Zasady, których muszą przestrzegać, sprawiają, że nie mogą nawiązywać bliskich relacji z „tubylcami czasu”, co oznacza też niepoddawanie się pomocy medycznej czy zbyt częste dotykanie.
Prenna jest grzeczną przestrzegającą zasad dziewczyną. Stopniowo zaczyna rozumieć, że nie są tym, czym być powinny i odkrywa prawdę o przyszłości. Wszystko za sprawą Ethana – nastoletniego „tubylca czasu”, który zdaje się wiedzieć więcej, niż powinien. Jej przemiana z grzecznej dziewczynki w pewną swoich racji kobietę jest głównym wątkiem powieści. Możemy śledzić, jak jej myślenie zmienia się dzięki narracji pierwszoosobowej. W czasie czytania miałam wrażenie, że stoi obok mnie i szepcze swoje myli wprost do mojego ucha.
Ethan z kolei od samego początku jest genialnym buntownikiem.  W dzieciństwie zobaczył coś niewytłumaczalnego i zrobi wszystko, żeby odkryć tajemnicę. Chłopak jest odmienny od zwyczajowego modelu ukochanych narratorek z książek młodzieżowych. Ma swoje zainteresowania i przekonania, z których nie zrezygnuje. Jego kreacja jest bardzo skomplikowana, więc nie rozumiem czemu w opisie książki został określony jako „przystojny” i nic poza tym.
Reszta bohaterów nie jest aż tak świetnie wykreowana. Autorka poświęciła mało czasu na postacie trzecioplanowe, przez co nie było niczym więcej od ładnego tła opowieści Prenny i Ethbana. Na uwagę zasługuje tylko postać matki Prenny, której autorka poświęciła naprawdę niewiele tekstu. Szkoda.  Miała w sobie potencjał – niegdyś wpływowa przywódczyni zespołu lekarzy, obecnie pozbawiona głosu kobieta. Nie była buntowniczką, ale nie zgadzała się z pozwoleniem na śmierć niewinnych.
Akcja rozkręca się od pierwszej strony i nie zwalnia nawet na moment. W każdym rozdziale pojawiały się nowe wątki i niespodziewane komplikacje. Bohaterowie stawali w obliczu katastrof i tragedii średnio raz na 3 rozdziały. Dzięki temu książka stała się ciekawsza i uniknęłam czytania nudnego wprowadzenia.  
Powieść ma mniej niż 300 stron i wartką akcję, dzięki temu czyta się ją w ekspresowym tempie.  Jest delikatna, lekka i niewymagająca większego skupienia.  Główni bohaterowie są skomplikowani i świetnie wykreowani, poboczni zostali niesprawiedliwie pominięci. Fabuła jest rozbudowana, ale delikatnie wprowadzona. Podsumowując - książka jest idealna do umilenia czasu bez konieczności poświęcenia jej długich godzin.
Dana
Za udostępnienie książki serdecznie dziękujemy Wydawnictwu YA!



Ann Brashares, Tu i teraz, Wydawnictwo YA!, 2016, stron: 248

piątek, 25 grudnia 2015

“Mara Dyer. Zemsta” - Michelle Hodkin



Zawsze uważałam, że trylogie stanowią szczególny rodzaj serii książkowej, którą najprawdopodobniej najtrudniej napisać, a autor musi wykazać się nie lada talentem, żeby w pierwszym tomie zaciekawić dostatecznie czytelnika, w drugim pokierować losami bohaterów tak, żeby zgubić ich jeszcze bardziej, a w trzecim wszystko ładnie spiąć. Niestety, niewielu się to udaje. Z mojego doświadczenia wynika, że pisarze nie radzą sobie w drugiej części, która zazwyczaj jest zbyt spokojna, albo stanowi coś w rodzaju “łącznika” pomiędzy pierwszą a trzecią, natomiast pod koniec kierują historię na złe tory. To często spotykane błędy, które zaważają na ocenie całości lub zwyczajnie psują dobrą opinię o pierwszym tomie. Z trylogią Michelle Hodkin mam trochę inną zagwozdkę - pierwsza część to była masakra. Serio, dawno nie czytałam tak źle wykreowanej książki. Nawet nie chciałam sięgać po “Przemianę”, w obawie, że okaże się podobną klęską, ale cieszę się, że zdecydowałam się po nią sięgnąć, bo stanowiła naprawdę miłe zaskoczenie. Podobne obawy miałam przy “Zemście”, ponieważ nie raz spotkałam się z sytuacją, kiedy autor sam niszczy swoje dzieło, dopisując nieodpowiednie zakończenie. Chyba nie może być nic gorszego, prawda? Mniej więcej w połowie książki przestałam zastanawiać się, co wydarzy się na kolejnych stronach, i pozwoliłam, żeby Hodkin mnie zaskoczyła swoją wizją. I wiecie co? Trochę zaskoczyła.


poniedziałek, 7 grudnia 2015

“Mara Dyer. Przemiana” - Michelle Hodkin



Trylogia Michelle Hodkin, której główna bohaterka zabija myślami, zbiera same pozytywne recenzje, ale nie ma co ukrywać, że jej pierwszy tom - Mara Dyer. Tajemnica  kompletnie nie przypadła mi do gustu. Uważam,  że poziom, jaki prezentuje, jest za niski na zwykłą młodzieżówkę, a co dopiero młodzieżowy thriller (jak jest opisywana). Zero napięcia,  zero grozy, zero wyczucia. Postacie, fabuła, dialogi, humor - naprawdę nic nie zostało tam wykreowane dobrze. Rok temu uznałam Marę Dyer za kompletną stratę czasu i pieniędzy,  ale chyba z sentymentu (prawie) dokładnie rok później dałam jej drugą szansę i nie, wcale się nie zawiodłam. Nie mogę się nadziwić, że dwie części tej samej trylogii, pióra tej samej autorki, mogą być tak od siebie różne. I nie na poziomie fabularnym, ale stylistycznym głównie.

środa, 26 sierpnia 2015

„Przebudzenie labiryntu” – Rainer Wekwerth


Siedmioro młodych ludzi, sześć bram i siedemdziesiąt dwie godziny na to, by do nich dojść. W każdym miejscu czeka na nich niebezpieczeństwo. Siedmioro nastolatków znalazło się w zupełnie innym wymiarze wyimaginowanego labiryntu i wspólnymi siłami będzie próbować się z niego wydostać. Czy im to wyjdzie? Jaką zagadkę przyjdzie im rozwikłać? Jakie niebezpieczeństwa będą czyhać na nich w czasie misji? Tego możecie się dowiedzieć, czytając thriller  Przebudzenie Labiryntu, początkujące nową trylogię dla nastolatków. 


Z twórczością Rainera Wekwertha spotkałam sie po raz pierwszy, czytając jego książkę Przebudzenie Labiryntu. Muszę się przyznać, że stylem pisarskim autora nie jestem specjalnie zachwycona, aczkolwiek sądzę, że tworzony przez niego tekst jest całkiem dobry, choć nie wywołuje efektu ochów i achów. Autor posługuje się prostym i łatwym do zrozumienia językiem, nie jest to język wyszukany i wyrafinowany, specjalnie literacki, dlatego treść książki czyta się szybko i łatwo. Brakował mi jednak wzbogaconego słownictwa, które znacznie urozmaiciłoby opowiadanie, nadając mu bardziej literacki format.

sobota, 4 lipca 2015

„Mercy. Miłosierna” – Rebecca Lim



Wampiry, wilkołaki, czy anioły właśnie… im bardziej nieziemskie, tym lepiej. Zakorzeniły się w kulturze dość mocno, przybierając bardziej lub mniej realne postacie i nic nie wskazuje na to, że mogłyby odejść. Z autopsji wiem, że moje spotkania z nimi zazwyczaj definiowane są jako „porażka”, niekiedy dodatkowo jako „żałosna porażka”, ale nie oszukujmy się – grupa osób (szczególnie nastolatek) pasjonująca się tym gatunkiem – a mowa tu o paranormal romance – jest spora. A nawet bardzo spora. Zazwyczaj daruję sobie sięganie po książki z tej półki, ale kiedy w moje ręce wpadła Mercy. Miłosierna byłam bardziej zaciekawiona niż zdegustowana. Tak więc dałam szansę, spróbowałam i…


Ale zacznijmy od tego, o czym właściwie książka Rebecci Lim jest. Bohaterką jest Mercy, dziewczyna – anioł, która spadła z nieba i odrodziła się w ciele nastoletniej Carmen. Nie ma pojęcia, dlaczego to się stało ani kim jest – wie jedynie, że budzi się w ciele innych osób co jakiś czas. Teraz wiedzie życie dziewczyny, rzucona w natłok zdarzeń i mająca za zadanie jakoś to wszystko rozegrać, tak, żeby nieświadoma Carmen na tym nie ucierpiała. Jedyną pociechą, na którą Mercy może liczyć, jest swego rodzaju „kompas”, postać anielsko cudownego Luca, który towarzyszy jej za każdym razem, gdy ta kładzie się spać. Jednak poza snem życie toczy się dalej. Mercy w ciele Carmen zostaje wysłana na szkolną wymianę międzynarodową, która może przesądzić o dalszym losie śmiertelniczki. Carmen jest bowiem wybitną śpiewaczką,  wyjazd ma wyłonić największe talenty i zagwarantować im przyszłą karierę. I właśnie tam Mercy poznaje przystojnego Ryana, który skrywa własne sekrety i  boryka się z ogromną stratą, a Mercy może stanowić dla niego niezbędną pomoc.

niedziela, 3 maja 2015

„Byliśmy łgarzami” – E. Lockhart



Miesiąc od polskiej premiery zdążyłam się zorientować, że książkę E. Lockhart można albo mocno kochać, albo szczerze nienawidzić. Skoro jedna książka wywołuje tyle emocji, to i ja postanowiłam się z nią zmierzyć.

Poznajcie Cadence. Dziewczyna jest najstarszą z wnucząt wielmożnej rodziny Sinclairów. Razem z niewiele młodszymi od siebie kuzynami – Johnnym i Mirren, a także z Gatem stanowią paczkę Łgarzy. Co wakacje spotykają się na prywatnej wyspie znajdującej się w rękach ich dziadka i spędzają tam dwa miesiące. Tylko tam czują się w pełni szczęśliwi i tylko tam mogą spędzać ze sobą czas. Ale jedno feralne lato i jeden wypadek sprawia, że ich więzy się rozpadają, a cała rodzina dąży do destrukcji.       
Żadne z nich nie żyje w biedzie.
Żadne z nich nie jest przestępcą, ani narkomanem, ani nieudacznikiem. 
Żadne z nich się nie myli.

środa, 14 stycznia 2015

„Mara Dyer. Tajemnica” – Michelle Hodkin



Zachęcona zatrważającą liczbą pozytywnych opinii na temat tej książki uznałam,  że muszę ją nabyć. I to jak najszybciej! Wszystko odbyło się więc w ekspresowym tempie: kupiłam i niemal od razu zabrałam się za lekturę, licząc na niezwykłą książkową podróż. Przeczytałam ją dość szybko, ale jak się okazało,  opinie innych blogerów mogą być bardzo mylące i niekoniecznie zgadzać się z moimi literackimi upodobaniami. Niestety, tak właśnie było w tym przypadku.



Okładkowy opis zawiera streszczenie następującej treści: Mara Dyer budzi się w szpitalu, nie pamiętając,  skąd się tam wzięła. Wydawałoby się,  że już nic gorszego nie może jej spotkać. A jednak... To, iż nie pamięta momentu wypadku, w którym zginęli jej przyjaciele, podczas gdy ona sama w przedziwny sposób ocalała,  budzi w niej podejrzenia, że kryje się za tym coś więcej. Ma rację.

Czytanie opisu, w przeciwieństwie do całej reszty, było całkiem przyjemne. Myślę sobie: oho, zapowiada się niezły thriller. Nic bardziej mylącego.