Są
historie, których siła leży w ich prostocie. Choć proste i krótkie - zadziwiają
mądrością i uniwersalnością. Choć z pozoru zdają się być nawet historiami dość
zwyczajnymi, może nawet trochę naiwnymi, a na pewno pozbawionymi wielkich
zwrotów akcji i niesamowitych komplikacji – uwodzą. Takimi magicznymi książkami
są na przykład „Mały Książę” czy „Oskar i pani Róża”. Taką opowieścią jest
również przeczytana ostatnio przeze mnie niepozornych rozmiarów książka
norweskiego pisarza Josteina Gaardera – „Dziewczyna z Pomarańczami”. Niby
prosta, a jednak bogata w refleksje i życiową mądrość.
15-letni
Georg otrzymuje list od ojca. List to niezwykły, gdyż ojciec chłopca nie żyje
od jedenastu lat. Ostatnie chwile swojego życia mężczyzna spędził, spisując dla
syna historię swojej miłości do tajemniczej Dziewczyny z Pomarańczami. List
przeleżał jednak w dziecięcym wózku kilkanaście lat, jakby celowo czekając, aż
George wystarczająco podrośnie, by zrozumieć to wszystko, co ojciec chciał
przekazać swojemu synowi. List ojca to nie tylko bowiem miłosna historia, ale
przede wszystkim pretekst, by zadać synowi istotne pytania o sens życia.