Świat
przedzielony murem na dwie części. W jednej z nich kwitnie cywilizacja, ludzie
wspinają się na wyżyny możliwości, budują szklane domy. W drugiej rozwój cofnął
się do zamierzchłych czasów, nikt nie może w spokoju spędzić nocy, miasta, a
raczej małe osady, są rządzone przez samozwańczych dyktatorów. Wszystko za
sprawą wyhodowanego przez naukowców największej korporacji wirusa, który łączył
DNA zwierząt. Substancja wydostała się poza mury laboratorium i poczyniła
straszliwe szkody. Ludzie, którzy również byli podatni na wirus, wybudowali wielki
mur i zamieszkali za nim. Ci, którym nie udało się przedostać w bezpieczne
miejsce, zostali w miejscu nazywanym później „Dziką Strefą”.
Hybrydy
zwierząt, walka o przetrwanie, akcja osadzona w dalekiej przyszłości. Wszystko
zachęca do przeczytania „Nieludzi”,
okładka też jest niczego sobie. Niestety gorzej z zawartością. Pomysł na
stworzenie zupełnie nowych gatunków był trafiony. W końcu kto nie polubi
tajemniczej szympakabry? Niestety, „Nieludzie”
jest jedną z wielu książek pokazujących, że jakość w równym stopniu zależy od
zamysłu i wykonania.
