„Wszechświat kontra Alex Woods”
to opowieść o osobliwych nastoletnim samotniku, a także jego zamiłowaniu do
gwiazd, więc od samego początku stało się dla mnie jasne, że ta powieść podbije moje serce. Z
jakiegoś powodu ta książka nie zrobiła zbytniej furory w Polsce, co pozostaje
dla mnie niezrozumiałe. Kto czytał, ten wie.
Siedemnastoletni
Alex Woods zostaje zatrzymany na granicy w samochodzie, w którym wiezie
paczuszkę marihuany i urnę z prochami. Wiadomo, niecodzienny widok. Jego
zdjęcie krąży po świecie od kilku dni, ale tak naprawdę Alexa wszyscy kojarzą z
innego powodu: kiedy miał dziesięć lat, został uderzony odłamkiem meteorytu. Co
lepsze, przeżył. Od tego czasu
wykluczony ze społeczeństwa, niewiarygodnie inteligentny i dociekliwy chłopiec,
z matką tarocistką jest na celowniku praktycznie wszystkich. Ale tak naprawdę
poukładanym (w miarę ) światem Alexa wstrząsa spotkanie pana Petersona, starego
dziwaka, który oprócz Alexa zdaje się nie mieć nikogo.
