„Nie
oceniaj książki po okładce”- mówi stare przysłowie. Ja jednak oceniłam
(przyznaję się bez bicia), ale wcale nie wyszłam na tym źle. Wręcz przeciwnie.
Pewnie jak w przypadku większości osób sięgających po tę książkę, także i moją
uwagę zwróciła wspomniana okładka: piękna dziewczyna w staromodnej sukni
zaprasza nas wzrokiem w tajemniczy, pradawny bór. Zdaje się pytać: czy
przyjmiesz zaproszenie? Ja przyjęłam i nie żałuję.
Viana
- główna bohaterka - ma wspaniałe życie. Jej ojciec jest oddanym królowi
rycerzem, właścicielem rozległych ziem i przepięknego zamku. Otoczona wysokimi
murami pałacu, który w przyszłości będzie jej własnością, nie ma żadnych
obowiązków ani zmartwień. Całymi dniami siedzi w oknie z widokiem na drogę
prowadzącą na królewski zamek, gdzie jej ukochany Robian szkoli się na rycerza,
a gdy tylko zdobędzie tytuł i stanie się godny miana prawdziwego mężczyzny,
wezmą ślub, dochowają się gromadki dzieci, dożyją spokojnej starości, żyjąc
długo i szczęśliwie do dnia zapadnięcia w sen wieczny najlepiej we własnym
łóżku, trzymając się za ręce. KONIEC. Viana zaplanowała sobie każdy najmniejszy
szczegół ich wspólnego życia. No, może prawie każdy… Podczas hucznie
obchodzonego święta przesilenia zimowego połączonego z turniejem rycerskim dzieje
się rzecz niesłychana. Na zamek przybywa „Wilk”- banita wypędzony z zamku. Niesie on straszliwą nowinę: zaatakowano kraj,
nikt nie jest bezpieczny, należy zebrać armie i kontratakować…
