Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 września 2016

“Rycerz Siedmiu Królestw” – George R. R. Martin

George R. R. Martin jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców fantasy ostatnich dziesięcioleci. Jego najsłynniejsza to nieukończona (nienapisane są dwa ostatnie tomy) seria „Pieśń lodu i ognia”.  Na jej podstawie powstał jeden z najpopularniejszych seriali wszech czasów, z wielkimi sławami w rolach głównych, wielomilionową publicznością i rekordową liczbą nagród. Dla czytelników „Pieśni lodu i ognia”, w tym dla mnie, taka popularność serialu nie jest żadnym zaskoczeniem. Książki po prostu są zbyt dobre, żeby na ich podstawie (z dobrym odwzorowaniem fabuły) powstał gniot.  
George R. R. Martin jest pisarzem jedynym w swoim rodzaju, jego książki są napisane w unikatowy i wyróżniający się sposób. Są pełne treści, wypełnione dziesiątkami wątków i setkami postaci. By czytać jego teksty, trzeba się w pełni poświęcić i skupić. Dopiero gdy wejdzie się w skomplikowany świat, pozna historię wiele pokoleń wstecz, zapamięta skomplikowane powiązania rodzinne i zrozumie zasady panujące w uniwersum, czytanie staje się proste. Takie skomplikowanie ma swój urok, który uwielbiam. Z przyjemnością czytałam kolejne grube tomy „Pieśni lodu i ognia”, czekałam na wyjaśnienie wszystkich wątków. Przeżyłam wielki zawód, kiedy dowiedziałam się, że seria nie jest skończona i nie wiadomo, kiedy będzie. Nie chciałam opuszczać tego pełnego magii świata. Z pomocą przyszła mała książeczka (w porównaniu do innych dzieł Martina) – „Rycerz Siedmiu Królestw”, z trzema opowiadaniami w środku.  

piątek, 22 lipca 2016

„Mroczniejszy odcień magii” – V.E. Schwab

Niektóre książki fantasy – a należy podkreślić, że nie przepadam za tym gatunkiem – mają w sobie po prostu coś eleganckiego. Nie ujmują wszelkiego rodzaju magicznymi istotami, smokami czy też innymi jednorożcami, ale zachwycają konstrukcją świata – subtelną, ale i zapadającą w pamięć. Niewiele książek fantasy naprawdę do mnie przemawia, ale te, które przywodzą na myśl samą klasykę, zawsze trafiają w moje gusta. Podobnie jest z Mroczniejszym odcieniem magii, światowym bestsellerem, w  którym po prostu widać niezwykły kunszt autorki.
Głównym bohaterem debiutu Schwab jest Kell – jeden z dwóch magów, którzy dzięki swoim umiejętnościom mogą podróżować między trzema Londynami. Jeden z nich, Szary, jest miastem, w którym ludzie zapomnieli, czym jest magia. Drugi, Biały, jest owiany strachem, głodem i śmiercią czającą się za każdym rogiem. Natomiast w trzecim Londynie – Czerwonym, z którego pochodzi Kell – magia wisi w powietrzu i płynie w żyłach mieszkańców. Kiedyś było także czwarte miasto, Czarny Londyn, ale teraz bliżej mu do legendy. W czasie, kiedy Kell nie pośredniczy między monarchami trzech miast, zajmuje się przemytem: przenosi przedmioty z jednego Londynu do drugiego. Uprawiając swoje niebezpieczne i nielegalne gierki, Kell zostaje wrobiony w intrygę, którą może przepłacić życiem – w jego ręce wpada przedmiot z Czarnego Londynu, a to oznacza jedno: kłopoty.

piątek, 15 lipca 2016

„Magisterium. Miedziana rękawica” – Holly Black, Cassandra Clare

Pierwszą część serii Magisterium recenzowała na blogu  Dana. Z jej opinią możecie zapoznać się tutaj. Ja się pod nią podpisuję, gdyż również u mnie seria (już po przeczytaniu drugiego tomu) wywołuje skojarzenia z serią o Harrym Potterze i także ja uważam, że ta seria to dobry wybór na letnie upały – jest lekka i wciągająca. I chociaż Magisterium to nie Hogwart, a Callum Hunt to nie Potter – warto dać szansę także tej serii, zwłaszcza jeśli jest się młodszym czytelnikiem.
Przed Callem, Tamarą i Aaronem drugi rok w szkole magii – Magisterium. Po przejściu Próby Żelaza rozpoczynają Rok Miedzi – podobno najtrudniejszy i najbardziej wyczerpujący rok nauki w szkole. Na młodych uczniów czekają nowe wyzwania – misje. Ponieważ adepci sztuki magicznej znają już teorię, będą musieli się wykazać w zadaniach terenowych, opuszczając nawet bezpieczne mury Magisterium. Wkrótce po rozpoczęciu roku na szkołę i magów pada blady strach – ktoś ukradł Alkahest, miedzianą rękawicę, która wykuta została z  połączenia wszystkich żywiołów i miała tylko jeden cel: pozbawić maga chaosu (makara) jego niezwykłej i rzadkiej zdolności, ponieważ makar posiada zdolność kontrolowania chaosu (w książce jest nim na przykład Aaron, przyjaciel głównego bohatera). Rękawica w rękach zła może przymieść spustoszenie i zagładę wielu magów. Call, Tamara, Aaron – nie bacząc na niebezpieczeństwo – wyruszają z niebezpieczną misją odzyskania cennego przedmiotu.

piątek, 4 marca 2016

„Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” - Leslye Walton

Pierwszą rzeczą, którą pokochałam w tej książce, była jej okładka. Już dawno nie widziałam równie pięknej, przyciągającej wzrok, zarówno minimalistycznej jak i sugestywnej, pasującej idealnie do treści - po prostu chwytającej za serce - okładki. Kupienie książki Leslye Walton dla samego podziwiania jej nie będzie przesadą. Jednak w tym przypadku nie zapłacimy jedynie za  śliczny obrazek na froncie. Okładka była pierwszą rzeczą, którą pokochałam w związku z „Osobliwymi i cudownymi przypadkami Avy Lavender”, ale z pewnością nie ostatnią.


„Szczęście miało ostrą woń, niczym najkwaśniejsza limonka lub cytryna. Złamane serca pachniały zadziwiająco słodko. Smutek wypełniał powietrze słoną, morską wonią, śmierć pachniała podobnie” (str. 69)


Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” to historia rodzinna trzech kobiet, matek i córek, która zaczyna się na francuskim wybrzeżu w 1904 roku, a kończy w amerykańskim mieście Seattle, ponad pięćdziesiąt lat później. Ava Lavender opowiada historię nie tylko swojej osobliwej młodości, ale także sięga do wydarzeń znacznie wcześniejszych, przedstawiając burzliwe życie swojej babci i matki, które niejednokrotnie były uważane - w najgorszym wypadku - za wiedźmy - a w najlepszym - za dziwaczki. A wszytko po to, by udowodnić, że los lubi zataczać koło. Magia od zawsze była w rodzinie Avy, jednak z pokolenia na pokolenie staje się potężniejsza, podobnie jak fatum miłości, które ciąży na każdej z kobiet. I babcia, i matka Avy zdążyły przekonać się doskonale, że miłość potrafi zrobić z nas głupców, jednak dramat Avy rozpoczyna się dopiero, gdy do miasta sprowadza się niezwykle pobożny Nathaniel Sorrows, który zaczyna brać ją za anioła. Ava Lavender nie jest zwykłą dziewczyną. Ava urodziła się ze skrzydłami.

czwartek, 28 stycznia 2016

„Z mgły zrodzony” – Brandon Sanderson

Wiele stuleci temu światu zagroziła straszliwa Głębia - niewyjaśnione śmiertelne zagrożenie. Przyszły tyran, „Ostatni Imperator” zmierzył się z nią i zwyciężył, stając się niepokonanym, nieśmiertelnym Bogiem bez serca. W chwili jego zwycięstwa nad Głębią świat obumarł; wszelkie rośliny uschły, ziemie przysypały warstwy popioły, a w każdą noc nadciągały tajemnicze mgły. Po zwycięstwie Ostatni Imperator hojnie obdarował swoich sprzymierzeńców allomancją - sztuką „spalania” metali, by uzyskać fizyczne lub umysłowe moce. Ich wielkość zależała od pozycji, większość allomantów umiała spalać zaledwie jeden metal. Niektórym przypadła umiejętność władania wszystkimi, takie osoby nazywano „Zrodzonymi z mgły”; zdarzały się bardzo rzadko i tylko w najpotężniejszych rodach. Oprócz allomancji Ostatni Imperator ofiarował sprzymierzeńcom rangę szlachty, samemu zostając królem-Bogiem. Osoby sprzeciwiające się mu w podbojach upokorzył i uczynił niewolnikami zwanymi później Skaa.


Tysiąclecia mijały, Ostatni Imperator niepodzielnie rządził światem żelazną ręką. Ludzie zapomnieli o czasach poprzedzających Głębię, Skaa pogodzili się ze swoim parszywym losem, tracąc wolę walki. Pozostało tylko paru buntowników skazanych na działalność podziemną.
Jednym z nich był Kelsier, Zrodzony z mgły, pół-Skaa, żywa legenda sprzeciwu sadystycznemu Bogowi. Postanawia uczynić to, o czym inni boją się myśleć - chce obalić Ostatniego Imperatora. W tym celu zbiera grupę najpotężniejszych allomantów podziemia w tym niewyszkoloną Zrodzoną z mgły, nastoletnią sierotę Vin.

sobota, 23 stycznia 2016

„Złodziej pioruna” – Rick Riordan

Seria o Percym Jacksonie ma chyba tak samo szerokie grono fanów jak seria o Harrym Potterze. Nie dziwię się. Powiem więcej – od dawna jestem zagorzałym fanem Pottera, od teraz zaszczytne miejsce na półce obok całej serii o czarodzieju z Hagwartu zajmie seria o herosie półkrwi – Perseuszu Jacksonie!

Percy jest zwykłym nastolatkiem i wiedzie życie zwykłego nastolatka. No może myśli o sobie, że ma ADHD i dysleksję, więc nie do końca takim zwykłym. Okazuje się, że rzeczywiście Percy nie jest typowym nastolatkiem, a synem samego Posejdona – boga mórz. Okazuje się też, że bogowie greccy to nie wymysł starożytnych Greków, bo istnieją nadal i mają się ciałkiem dobrze. Nadal się kłócą, walczą o władzę, płodzą dzieci ziemskim kobietom, czyli robią to, co potrafią najlepiej – mieszają. Sam Zeus rzuca zaś na chłopca oskarżenie o kradzież pioruna. Żeby udowodnić swoją niewinność, Percy wyrusza w niebezpieczną podróż. Chce odzyskać skradziony atrybut i oczyścić się z podejrzeń. Misja będzie oczywiście obfitować w niebezpieczne wydarzenia, spotkania z okrutnymi mitologicznym potworami czy bogami. Percy nie będzie sam – pomagać mu będą nowi przyjaciele, których poznał w specjalnym obozie dla dzieci takich jak on, potomków greckich bogów, między innymi Annabeth, córka Ateny. Annabeth będzie też dla Percy’ego przewodniczką, która wtajemniczy go i nas w arkana tego niezwykłego świata.

niedziela, 25 października 2015

„Córka zjadaczki grzechów” – Melinda Salisbury



Motyw zabijania dotykiem pojawia się ostatnio w książkach młodzieżowych. Co ciekawe władzą uśmiercania najlżejszym dotykiem obarcza się same dziewczęta, czemu tak jest - nie wiem. Dobrych wspomnień z tym tematem związanych nie mam, „Dotyk Julii” przerwałam w połowie. Zwykle bowiem takie powieści kręcą się wokół tylko tego jednego wątku i są przewidywalne. Nie powiem, żebym za tym przepadała.


„Córka zjadaczki grzechów” okazała  się być dużo bardziej skomplikowana,  niż początkowo myślałam. Akcja rozgrywa się w pełnym magii, średniowiecznym królestwie, rządzonym przez wiekową dynastię. Od niepamiętnych czasów jedyną w królestwie Lormere religią jest wiara w Bóstwa, Światła i Ciemności, które pobłogosławiły Rodzinę Królewską, obdarzając ją specjalnym łaskami. Czasami na Ziemi odradzała się  też Córka Bóstw – Daunen Wcielona, zapowiadająca złoty wiek królestwa.


Jak głosi legenda wyjaśniająca jej istnienie, światem od zawsze rządziły dwa Bóstwa: Daeg Władca Słońca i jego żona Naeht władająca nocą. W zamierzchłych czasach Naeht przestała wystarczać ciemność; uknuła spisek, który sprawił, że jej mąż nie mógł wzejść, pogrążając świat w ciemności. I właśnie wtedy z ich związku narodziła się Daunen, śpiewem obudziła ojca i uratowała Lormere. Daeg przysiągł, że duch Daunen powróci jako symbol nadziei, w ciele ślicznie śpiewającej rudowłosej dziewczyny, a jej przybycie  będzie błogosławieństwem dla świata.

niedziela, 8 marca 2015

„Uczeń skrytobójcy”- Robin Hoob



Przed przeczytaniem tej powieści myślałam, że wiem, o czym będzie. Już wielokrotnie spotykałam się z książkami, w których mamy  do czynienia z mistrzem szkolącym swojego ucznia w jakimś trudnym i elitarnym zawodzie, po czym z dumą obserwującym jego wybitne osiągnięcia. W tym jednak przypadku autorka (bo jak się okazuje, za pseudonimem Robin Hobb stoi kobieta) odeszła od schematu i zamiast na samej nauce trudnej sztuki skrytobójstwa skupiła się na postaci głównego bohatera i zarazem narratora tej opowieści, co sprawiło, że książka przypominała pamiętnik albo kronikę, przez co podobała mi się zdecydowanie mniej niż na przykład „Zwiadowcy”, w których  również mamy do czynienia z motywem mistrz i uczeń

Bastard –  syn z nieprawego łoża następcy tronu księcia Szczerego wychowywany wśród psów i koni przez stajennego swojego ojca - nigdy nie uważał się za niezwykłą osobę i w sumie nie wie, co stanie się z nim w przyszłości, na którą nie ma właściwie żadnego wpływu. Pewnego dnia dostaje od króla ciekawą propozycję, by służyć mu i stać się jego skrytobójcą usuwającym kłopotliwych dla króla ludzi. Natychmiast się na nią zgadza. Wkracza na ścieżkę ucznia skrytobójcy, która zawodzi go w sam środek historii jednego z sześciu królestw.

wtorek, 13 stycznia 2015

„Tam, gdzie śpiewają drzewa” – Laura Gallego



„Nie oceniaj książki po okładce”- mówi stare przysłowie. Ja jednak oceniłam (przyznaję się bez bicia), ale wcale nie wyszłam na tym źle. Wręcz przeciwnie. Pewnie jak w przypadku większości osób sięgających po tę książkę, także i moją uwagę zwróciła wspomniana okładka: piękna dziewczyna w staromodnej sukni zaprasza nas wzrokiem w tajemniczy, pradawny bór. Zdaje się pytać: czy przyjmiesz zaproszenie? Ja przyjęłam i nie żałuję.

Viana - główna bohaterka - ma wspaniałe życie. Jej ojciec jest oddanym królowi rycerzem, właścicielem rozległych ziem i przepięknego zamku. Otoczona wysokimi murami pałacu, który w przyszłości będzie jej własnością, nie ma żadnych obowiązków ani zmartwień. Całymi dniami siedzi w oknie z widokiem na drogę prowadzącą na królewski zamek, gdzie jej ukochany Robian szkoli się na rycerza, a gdy tylko zdobędzie tytuł i stanie się godny miana prawdziwego mężczyzny, wezmą ślub, dochowają się gromadki dzieci, dożyją spokojnej starości, żyjąc długo i szczęśliwie do dnia zapadnięcia w sen wieczny najlepiej we własnym łóżku, trzymając się za ręce. KONIEC. Viana zaplanowała sobie każdy najmniejszy szczegół ich wspólnego życia. No, może prawie każdy… Podczas hucznie obchodzonego święta przesilenia zimowego połączonego z turniejem rycerskim dzieje się rzecz niesłychana. Na zamek przybywa „Wilk”- banita wypędzony z zamku.  Niesie on straszliwą nowinę: zaatakowano kraj, nikt nie jest bezpieczny, należy zebrać armie i kontratakować…    

poniedziałek, 12 stycznia 2015

„Krąg” – Mats Strandberg, Sara Bergmark Elfgren



Vanessa, Anna-Karin, Rebecca, Minoo, Linea i Ida rozpoczynają naukę w liceum w małym, pozornie sielankowym miasteczku. Wszyscy tu się znają, z łatwością oceniają. Żadnej z dziewczyn nie wydaje się,  żeby pasowała do tego miasteczka. Każda z nich chce się z niego wyrwać. I nagle, w szkole dochodzi do tragedii, której mieszkańcy i uczniowie od razu nadają miano samobójstwa. Ale odkąd dziewczyny zauważają u siebie tajemnicze zdolności,  uświadamiają sobie, że sprawy wcale nie są  takie, na jakie wyglądają. I że szkoła,  w której powinny czuć się bezpiecznie, jest źródłem największego zagrożenia. Aby je pokonać, muszą zjednoczyć swoje siły we wspólnej misji.



Dla kogoś,  kto nie przepada za fantastyką, a jednak uparcie szuka mrocznego klimatu, ta książka to świetny wybór. Bo właściwie z fantastyki tu niewiele. Bardziej jest to kryminał. Dziewczyny nie walczą z demonami, chociaż starają się je pokonać -  szukają bowiem mordercy. Niepokojąca aura powieści jest wyczuwalna od pierwszych stron, kiedy zostajemy zaznajomieni z zagadkowym, nie do końca wyjaśnionym samobójstwem jednego z bohaterów. Bohaterki dążą do wyjaśnienia tej tajemnicy, jednak do końca nic nie jest oczywiste. Akcja trzyma w napięciu, intrygując coraz bardziej z każdą przeczytaną stroną. Skandynawska sceneria małego miasteczka z jej małostkowymi mieszkańcami, którą znamy ze świetnych skandynawskich kryminałów, dodatkowo pogłębia efekt. Autorzy bardziej skupiają się na opisywaniu każdego detalu życia dziewczyn, również pod kątem emocjonalnym,  niż na opisywaniu magii praktykowanej przez nie.

niedziela, 11 stycznia 2015

„Nigdziebądź” – Neil Gaiman



Ależ to była przedziwna opowieść. Tak przedziwna, że naprawdę mam z nią zagwozdkę. Być może dlatego tak przedziwne to było spotkanie, że od fantasy stronię, a „Nigdziebądź” do tego gatunku przynależy, a konkretniej do odmiany literatury fantastycznej określanej mianem urban fantasy, czyli takiej, której magiczna akcja rozgrywa się w wielkomiejskiej przestrzeni. Nowoczesność świata – miejska dżungla -  współistnieje więc z magią. I pewnie dlatego kręcę trochę nosem. Ale z drugiej strony tak przedziwna to było opowieść, że nabrałam apetytu na inne powieść Neila Gaimana. A skoro ma się ochotę na kontynuowanie znajomości z twórczością Gaimana, to chyba o czymś świadczy. I to świadczy dobrze. Gaiman potrafi bowiem uwodzić opowieścią.

„Szklany Tron” - Sarah J. Maas



Królestwo Adarlan to miejsce pełne magii i spokoju, będące doskonałym przykładem raju na ziemi  rządzonym przez roztropnego monarchę dążącego do pokoju... Tak przynajmniej mówią. Prawda jest zgoła odmienna od bajkowego ideału, jakim raczona jest Celeana Sardothien, siedemnastoletnia zabójczyni, za karę uwięziona  w ponurym zakładzie pracy... Żywcem stamtąd nie sposób się wydostać.

Poznajemy Celaen w najgorszym momencie jej życia. Niegdyś ciesząca się tytułem Zabójczyni Adarlanu, najlepszą z najlepszych, z całkowitą pewnością i bez wahania realizująca zlecenie za zleceniem. Nagle coś jednak poszło nie tak. Bardzo nie tak. Dumna Zabójczyni (Zabójczyni przez duże Z) zostaje skazana na dożywocie katorżniczych robót w miejscu, z którego nie da się uciec nawet po śmierci. Po roku i cudem przeżytej zimie straciła już wszelką nadzieję, więc gdy u wrót piekła, w jakim żyje, zjawia się następca Tronu z kontrowersyjną propozycją, dziewczyna od razu na nią przystaje.

sobota, 6 grudnia 2014

„Gildia magów” - Trudi Canavan



Trudi Canavan to australijska pisarka fantasy. Przed wydaniem „Gildii Magów”, pierwszej części Trylogii Czarnego Maga, była w Polsce nieznaną pisarką. Jej nazwisko zaczęło być coraz bardziej popularne dzięki dobrze napisanym książkom fantasy. Jej utwory są nieskomplikowane i nie gubią czytelnika w długich, zagmatwanych fabularnie akcjach. Nie brakuje w nich dobrych i złych bohaterów. „Gildia Magów” to ciekawa powieść przygodowa, napisana bardzo sprawnie, ze smakiem i wyczuciem.

            „Gildia Magów” to powieść o dziewczynie  z nizin społecznych. Co roku magowie z Imardinu spotykają się, by oczyścić miasto z uliczników, żebraków i włóczęgów. Nic nie wskazuje na to, że tym razem wydarzy się coś niespodziewanego. Dzieci, nastolatkowie z dołów społecznych rzucają w magów kamieniami, lecz wszystkie odbijają się od bariery ochronnej. Jedna z nich, dziewczyna o imieniu Sonea, rzuca kamieniem w magów. Ku zdziwieniu wszystkich obecnych kamień przenika przez barierę ochronną i trafia w jednego z nich. Dziewczyna ucieka z miejsca zdarzenia. Spełnia się najgorszy ze snów magów Gildii. W mieście przebywa nieszkolona magiczka. Trzeba ją jak najszybciej znaleźć, zanim jej moc wyrwie się spod kontroli i doprowadzi do wielu zniszczeń. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Magowie, z pomocą Gwardii próbują ją odszukać, a z kolei Sonea z pomocą Złodziei ucieka przed nimi. Jak zakończy się ten wyścig? Czy Sonea zostanie złapana?

"Gra o tron" - George R. R. Martin



Od zawsze sądziłam, że nie jestem fanką fantastyki. Wolałam czytać inne książki: thrillery, kryminały, dystopie – w tych gatunkach się zdecydowanie smakowałam. Jednak odkąd sięgnęłam po „Grę o tron”, całkowicie zmieniła się moja opinia na ten fantasy! I podejrzewam, że nie jestem w tym osamotniona. Jeśli chciałabym więc przekonać inną kręcącą nosem na fantasy osobę, zdecydowanie poleciłabym tę właśnie książkę.
O czym opowiada rozsławiona „Gra o tron”? Akcja toczy się głównie w wymyślonym przez autora Westeros.
Poznajemy tam kilkoro bohaterów, którym autor poświęca w książce kilka rozdziałów. Podczas lektury mamy więc wgląd na przebieg historii z perspektywy różnych postaci, bo akcja toczy się niejako równoległe w różnych miejscach. A sami bohaterowie są bardzo wyraziści, niebanalni, skreśleni przez pisarza z prawdziwą wirtuozerią.  Niektórzy co prawda narzekają na to, że w książce nie ma jednego głównego bohatera, któremu można kibicować. Ja jednak uważam to za atut -  dzięki temu historia jest ciekawsza, bardziej naturalna i....mniej przewidywalna. Jak powiedział sam autor, czytając książkę, możemy kochać jednych, a innych  nienawidzić. Moją ukochaną bohaterką jest zdecydowanie Daenerys Targeryan! Pokochałam jej historię już od pierwszego rozdziału i starałam się czytać inne rozdziały jak najszybciej, by dotrzeć tylko do jej wątku. Polubiłam także Edda Starka. Jednak przywiązanie do niego kosztowało mnie pod koniec książki wiele emocji :( Tak, George R.R. Martin potrafi zaskakiwać, a nawet szokować! Nie traktuje swoich postaci ze specjalnymi względami i sentymentem.