Mianowanie
słaniającego się w postapokaliptycznym świecie zombie jako głównego bohatera
książki jest trochę ryzykowne. Przywykliśmy do wizji zombie jako maszyn do
zabijania, bez jakichkolwiek skrupułów, z instynktami zwierzęcymi zamiast
ludzkich. Krok, na jaki zdecydował się Isaac Marion w Ciepłych ciałach, to interesujące a przy tym zaskakująco trafne
posunięcie.
Głównym
bohaterem jest R. R nie pamięta swojego imienia, co upodabnia go do innych
zombie. Ale pamięta przynajmniej jego pierwszą głoskę, a to już podnosi go o szczebel
wyżej w rankingu żywotności. Pewnego dnia poznaje Julie, która w przeciwieństwie
do niego jest w pełni żywa. Jak wiele zmieni to spotkanie?
Otóż
zmieni bardzo dużo. Na początku trzeba zaznaczyć, że R nie jest zbytnio podobny
do innych zombie, które swoją nieumiejętnością sklejania zdań biją roczne
dziecko na głowę, a w tempie poruszania prześciga je żółw.
