Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 września 2016

„Malfetto. Mroczne piętno” – Marie Lu

Tak długo zwlekałam z przeczytaniem najsłynniejszej powieści Marie Lu, rozpoczynającej trylogię Legenda, że ostatecznie całkiem o niej zapomniałam. Z braku ciekawych książek pod ręką sięgnęłam po Malfetto. Mroczne piętno, które rozpoczyna kolejny cykl autorki. I to nie był najlepszy wybór. Możliwe, że na ocenę wpłynęły małe chęci przeczytania książki, możliwe, że Mrocznie piętno nie jest najlepszą książką w swojej kategorii lub możliwe, że wyrosłam z tego typu powieści. Nie ma to jednak znaczenia - czuję się zawiedziona bez względu na okoliczności.
Po pierwsze, powieści Marie Lu brakuje oryginalności. Autorka przenosi nas na ulice renesansowych Włoch, jednak nie takich, jakie byśmy sobie wyobrażali – łatwo zgadnąć, że i tym razem pojawi się coś nie z tej ziemi. Tym razem będzie to choroba (czy tego już przypadkiem gdzieś nie było?), która zmieniła ludzi w malfetto, czyli bardzo niebezpieczne istoty obdarzone pozaziemskimi mocami. Główna bohaterka, Adelina, stała się jedną z nich. Choroba ściągnęła hańbę na życie jej rodziny, a na jej własne przekleństwo. Wszyscy malfetto są wyłapywani i poddawani surowej karze – najczęściej śmierci – co skutkuje odtrąceniem Adeliny ze strony młodzieńców, a to z kolei pogrzebaniem szans na udaną i przyzwoicie wiedzioną przyszłość. Jednak pewnego dnia w domu jej ojca zjawia się młodzieniec, Enzo, który jest zainteresowany nie tyle jej ręką, co jej całą osobowością – a szczególnie tą mroczniejszą stroną. Adelina rozpoczyna szkolenie swoich umiejętności pod okiem Enzo, a także dowiaduje się, że jej moc może być zarówno jej największym przekleństwem i zarazem darem losu.

sobota, 6 sierpnia 2016

Dmitry Glukhovsky – „Metro 2033”

Po przeczytaniu „Futu.re” nie mogłam zapomnieć o świecie wykreowanym przez młodego Rosjanina. I mimo że zakończenie książki było idealne i nie pozwalało na kontynuację, pragnęłam więcej. Jej autor słynie z serii „Metro 2033”, więc sięgnięcie po nią było naturalnym następstwem.
W „Metro 2033” stało się to, co przewidują wszyscy. Ludzie zniszczyli Ziemię. W szczycie swojej świetności ludzie skorzystali z broni atomowej, biologicznej i chemicznej. Odbiło się to na wszystkich, ród ludzki został zmuszony, by uciekać z własnego królestwa w podziemia moskiewskiego metra. Na kolanach, bez światła, bez elektryczności, bez udogodnień, których nawet nie wyobrażali sobie stracić.
Czy taki upadek cywilizacyjny zmienił cokolwiek w mentalności ludzi? Odpowiedź jest prosta i logiczna - nie. Człowiek zawsze pozostanie człowiekiem, będzie chciał przeżyć za wszelką cenę, dążyć do wygody, bronić swoich racji i wierzyć w siłę wyższą. Na ograniczonej przestrzeni metra muszą nauczyć się żyć ludzie, którzy nigdy by się nie spotkali. Zaledwie kilka kilometrów od siebie żyją: sataniści, świadkowie Jehowy, Czwarta Rzesza (założenia te same co przy Trzeciej), komuniści, muzułmanie i wyznawcy Wielkiego Czerwia – kanibale. Na każdej stacji istnieje zupełnie inny wszechświat, na jednych całe dnie świecą się prawdziwe świetlówki, targ zawsze pęka od towarów, a ludzie nie muszą bać się o życie. Na innych (w przeważającej większości) każdy dzień jest walką o przetrwanie.  Pośród wszystkich stacji, z dziwnymi (i niebezpiecznymi) mieszkańcami jawi się raj, zespół stacji otoczonych wręcz religijnym mistycyzmem – Polis. Ostatnia ostoja człowieczeństwa.

poniedziałek, 11 lipca 2016

„Futu.re” – Dmitry Glukhovsky



Książka nagrodzona tytułem Książką Roku 2015 portalu lubimyczytać.pl w kategorii science-fiction.

W dalekiej przyszłości ludzkość pokonała ostateczną przeszkodę w dorównaniu bogom - wynalazła lek na śmierć i stała się nieśmiertelna. Genialny lek, który płynie w kranie każdego Europejczyka. Wszelkie niedoskonałości ciała zniknęły, każdy może wyglądać jak chce, może sam się stwarzać. Mając całą wieczność, każdy poświęca się temu, co sprawia mu radość, wiecznie piękni i młodzi są spragnieni zabawy. Każdy w pięknej utopii, jaką jest Europa, może bawić się, ile chce, zważając tylko na swoje szczęście, a szczęśliwe społeczeństwo to nieprzejmujące się żadnymi problemami społeczeństwo.

Problemów jest dużo. Przeludnienie jest najważniejszym i napędzającym wszystkie inne. Ludzie nie mieścili się już na ziemi, więc budowali w górę, zwierzęta i uprawy przeniosły się do wielkich hal, tracąc formę sprzed Leku. Żywność, woda, prąd - wszystko to jest na wyczerpaniu. W konsekwencji została stworzona ustawa o wyborze między dzieckiem i śmiercią w ciągu dziesięciu lat, a nieśmiertelnością. Większość społeczeństwa pogodziła się z tą ustawą jako koniecznością, ale niektórzy łamali prawo i próbowali ukryć nielegalne dzieci. Dzięki wysiłkom Falandze - organizacji wyszkolonych wojowników - prawie nikomu się to nie udało. Falanga budzi strach, wojownicy w maskach Apollo są przypomnieniem, że w świecie, gdzie nikt nie umiera, śmierć jeszcze nie zginęła.

Utopijny świat jest niewątpliwie największą zaletą „Futu.re”. Jest to uniwersum pełne sprzeczności, brutalności i indywidualnych bohaterów. Zatraciłam się w tym świecie bez pamięci, urzekł mnie jego niepowtarzalny charakter. Na każdej stronie byłam zaskakiwana nowym genialnym pomysłem na świat przyszłości. Większość z nich była dopracowana i przerażająco prawdopodobna.

Bohaterowie w porównaniu do świata wypadają odrobinę blado, zwłaszcza postacie drugoplanowe. Czytając, miałam wrażenie, że autor poświęcił większość sił i pomysłów na kreacje świata i narratora. Fabuła na szczęście dorównuje jakością uniwersum.

Główny bohater i narrator w jednym jest w jednym z oddziałów Falangi, wierzy w jej misję i nie próbuje podważać istniejącego porządku. Jednym słowem nie jest typowym bohaterem dystopijnym. Nie jest też zwyczajny na większą skale, jego kreacja jest wyjątkowo rozbudowana i dopracowana. Jan przedstawia czytelnikowi świat przez pryzmat swoich przeżyć, co czyni go jeszcze ciekawszym. Ważnym elementem kreacji głównego bohatera jest jego przeszłość. Jego dzieciństwo skrywa wiele mrocznych sekretów, które dręczą go, co noc. Te sny są jednym z najbardziej emocjonujących elementów książki. Brutalność w zestawieniu z dziećmi jest porażającym kontrastem.  Dowiadujemy się z nich, czemu Jan jest tym, kim jest.

Jednym z ciekawszych wątków była walka Jana z idealistami nierozumiejącymi wyższości nieśmiertelności nad śmiercią, osobami mówiącymi: “Oni wszyscy powinni umrzeć. To, co żywe, umiera. Nie jesteśmy bogami. I nie możemy się nimi stać. Oparliśmy się głową o sufit. Nie możemy niczego zmienić, bo sami nie możemy zmienić siebie. Ewolucja się zatrzymała - na nas. Śmierć zapewniała nam odnowę. Reset. A my jej zakazaliśmy.”*
Ta walka nadaje sens powieści i zamienia ją ze zwykłej dystopii w książkę nie do zapomnienia, zmuszającą do refleksji nad naturalnym porządkiem świata.

Mimo że książka porusza głębokie tematy i ma ponad sześćset stron, czyta się ją szybko i bez zgrzytów. Nie ma w niej długich opisów czy nudnego początku. Akcja ma szybkie tempo, nie brakuje jej dynamicznych scen walki ani trzymających w napięciu momentów. Czasami, gdy szalenie pędząca fabuła zwalniała, była chwila na refleksję i ochłonięcie. Wszystko to stworzyło książkę idealną.

Kiedy czyta się dziesiątki książek rocznie, zapamiętuje się tylko parę. Jeszcze rzadziej spotyka się powieści, które zmieniają światopogląd i przypominają się w najmniej spodziewanych momentach. Są prawdziwym objawieniem. Dla mnie właśnie „Futu.re” jest taką książką, wizja wykreowana przez autora wydaje mi się wyjątkowo prawdopodobna, znajduję jej zwiastuny w wielu aspektach życia. Słucham radia, oglądam wiadomości, czytam gazety i myślę: to zapowiedź wydarzeń z „Futu.re”. Z pewnością nigdy nie zapomnę tej książki.

Dana

*Cytat pochodzi z „Futu.re”.

Dmitry Glukhovsky, Futu.re, Wydawnictwo Insignis, 2015, stron: 645

czwartek, 9 czerwca 2016

“Dwór cierni i róż” - Sarah J. Maas

Nastoletnia Feyra była jedyną karmicielką rodziny. Zdobywała jedzenie, polując w niebezpiecznym lesie, przy murze dzielącym świat na część ludzką i magiczną. Jej ojciec i dwie starsze siostry wydawali całe zarobione przez nią pieniądze na błahostki tylko dlatego, że nie mogli pogodzić się z utratą dawnego bogactwa i za wszelką cenę pragnęli utrzymać życie na podobnym poziomie. Feyra jako jedyna żyje dniem dzisiejszym i stara się zapewnić rodzinie godny byt. Nikt tego nie zauważał, nikt nie doceniał.

Zimą było szczególnie ciężką i głód zaglądał Feyre w oczy. Podczas jednego z zimowych wypadów do lasu dziewczyna zabiła wilka. Pieniądze uzyskane za jego skórę pomogłyby przetrwać jej rodzinie całą zimę. Tak się nie stało, wilk okazał się być zamienioną w zwierzę magiczną istotą. Feyra dowiedziała się tego, gdy na progu jej chatki zjawił się Fae pod postacią bestii, żądający zadośćuczynienia za śmierć swojego przyjaciela. Jako że karą za zabicie istoty jest życie, Feyra musi wybierać między natychmiastową śmiercią a dożywotnim pobytem w krainie Fae. Wybór był oczywisty.

środa, 30 marca 2016

PREMIEROWO: "Wikingowie. Wilcze dziedzictwo" - Radosław Lewandowski


O książkę "Wikingowie. Wilcze dziedzictwo" w naszej redakcji toczył się bój, bo chętnych do przeczytania w pierwszej kolejności było więcej niż egzemplarzy powieści. W końcu książka trafiła w moje ręce. Spędziłem z nią długie wieczory, otulony kocem, pijąc kawę i przenosząc się w świat X-wiecznych wikingów. Po skończeniu książki mogę powiedzieć tylko: było warto.

Przejdźmy od razu do krytyki, a niemałą ilość zalet przedstawię na końcu. Nie uznaję siebie za wielkiego speca od kultury nordyckiej/skandynawskiej, jednak mogę się pochwalić niemałą wiedzą. Wiedzą tą albo nie może pochwalić się projektant okładki, albo celowo wykorzystuje potoczne wyobrażenie związane z wikingami.  Już śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż (wydaje mi się, że) Asgot z Czerwoną Tarczą, ojciec głównego bohatera, jest przedstawiony w rogatym hełmie. Tego typu pancerne okrycie głowy pojawiło się dopiero w operach w XVIII wieku i służyło wyłącznie jako ozdoba. Jak wojownik miałby wykręcać młyńce nad hełmem na głowie, z którego odstają dwudziestocentymetrowe rogi?

Ponarzekałem sobie na początek na stronę graficzną, ale nie to jest przecież najważniejsze. Pora skoncentrować się na clue każdej powieści.

niedziela, 6 marca 2016

“Studnia wstąpienia” - Brandon Sanderson

Po przeczytaniu „Z mgły zrodzonego” nie mogłam przestać myśleć o  Luthadel pełnym mgieł i allomancji. Brandon Sanderson napisał książkę, która na długo pozostaje w pamięci czytelników. Zakończenie pierwszego tomu było zaskakujące i paradoksalnie oczywiste, nie pozwalało zwlekać z rozpoczęciem czytania drugiego.  Nie mogłam uciec od czaru tej serii i nawet tego nie chciałam.
Akcja „Studni wstąpienia” rozpoczyna rok po Upadku będącym zwieńczeniem pierwszego tomu. Wszystko w jednej chwili się zmieniło, upadła istota będąca Bogiem przez tysiąclecia. I kto do tego doprowadził? Mała, niepozorna dziewczyna Skaa - Vin. Ostatnie Imperium pogrążyło się w chaosie, większość szlachty uciekła z Luthadel – stolicy Ostatniego Imperium, spisując je na straty. Wielce się zdziwili, gdy młody szlachcic idealista Elend Venture objął władzę, ogłaszając się królem. Zgodnie ze swoją filozofią życiową uniemożliwił samemu sobie i każdemu następnemu władcy stać się tyranem, tworząc Zgromadzenie. W jego skład wchodzili przedstawiciele każdej powojennej warstwy społecznej. Oddanie władzy ludowi i podporządkowanie króla jego woli jest świetnym rozwiązaniem na czas pokoju.  W czasie wojny nie działa.

sobota, 13 lutego 2016

„Tu i teraz” – Ann Brashares

Podróże w czasie są bardzo popularnym tematem książek młodzieżowych.  Trudno w tym temacie napisać coś nowego i odkrywczego.  Ta sztuka udała się Ann Brashares,  autorce „Tu i teraz”.  Kobieta podeszła do tematu podróżowania w czasie w nowy  sposób. Nie pisała o wehikułach czasu ani nie opisywała samych podróży. Historia zaczyna się już w nowym czasie i nie jest w niej ważne, jak podróżnicy się znaleźli w nowej czasoprzestrzeni. To było dla mnie spore zaskoczenie, spodziewałam się, że jak w np. „Trylogii czasu” będzie to główny wątek.
Kolejną nowością dla tej powieści jest umiejscowienie akcji w czasie. Właściwa historia zaczyna się 4 lata po przybyciu podróżników do przeszłości. Można powiedzieć, że zaczynamy od środka opowieści. Jest to niespotykany w książkach młodzieżowych zabieg. Zwykle zaczynają się na etapie poznawania nowego czasu, przeznaczenia, sytuacji w społeczeństwie czy stanu materialnego. W „Tu i teraz” jest inaczej – podróżnicy oswoili się z nowościami i wtopili w otoczenie.  Można to porównać do sytuacji, w której „Harry Potter” rozpoczynałby się w połowie trzeciego roku magicznej nauki głównego  bohatera.
Nie wiemy  nic o podróży, ale mamy świadomość, czemu nastąpiła. Początek XXI wieku jawił się jako złoty wiek elektroniki i informatyki. Powoli z każdym rokiem stan świata się pogarszał – klimat drastycznie się ocieplił, pojawiła się nowa, bardzo groźna pandemia przenoszona przez wszechobecne komary.  Jedynym ratunkiem było wysłanie  ludzi  do roku 2010 i próba zmienienia przeszłości. Została wyselekcjonowana grupa najbystrzejszych osób odpornych na zarazę. Znalazła się w niej nastoletnia Prenna James wraz z matką lekarką.  2010 rok okazuję się rajem dla przyzwyczajonych do walki o przetrwanie podróżników.  Zasady, których muszą przestrzegać, sprawiają, że nie mogą nawiązywać bliskich relacji z „tubylcami czasu”, co oznacza też niepoddawanie się pomocy medycznej czy zbyt częste dotykanie.
Prenna jest grzeczną przestrzegającą zasad dziewczyną. Stopniowo zaczyna rozumieć, że nie są tym, czym być powinny i odkrywa prawdę o przyszłości. Wszystko za sprawą Ethana – nastoletniego „tubylca czasu”, który zdaje się wiedzieć więcej, niż powinien. Jej przemiana z grzecznej dziewczynki w pewną swoich racji kobietę jest głównym wątkiem powieści. Możemy śledzić, jak jej myślenie zmienia się dzięki narracji pierwszoosobowej. W czasie czytania miałam wrażenie, że stoi obok mnie i szepcze swoje myli wprost do mojego ucha.
Ethan z kolei od samego początku jest genialnym buntownikiem.  W dzieciństwie zobaczył coś niewytłumaczalnego i zrobi wszystko, żeby odkryć tajemnicę. Chłopak jest odmienny od zwyczajowego modelu ukochanych narratorek z książek młodzieżowych. Ma swoje zainteresowania i przekonania, z których nie zrezygnuje. Jego kreacja jest bardzo skomplikowana, więc nie rozumiem czemu w opisie książki został określony jako „przystojny” i nic poza tym.
Reszta bohaterów nie jest aż tak świetnie wykreowana. Autorka poświęciła mało czasu na postacie trzecioplanowe, przez co nie było niczym więcej od ładnego tła opowieści Prenny i Ethbana. Na uwagę zasługuje tylko postać matki Prenny, której autorka poświęciła naprawdę niewiele tekstu. Szkoda.  Miała w sobie potencjał – niegdyś wpływowa przywódczyni zespołu lekarzy, obecnie pozbawiona głosu kobieta. Nie była buntowniczką, ale nie zgadzała się z pozwoleniem na śmierć niewinnych.
Akcja rozkręca się od pierwszej strony i nie zwalnia nawet na moment. W każdym rozdziale pojawiały się nowe wątki i niespodziewane komplikacje. Bohaterowie stawali w obliczu katastrof i tragedii średnio raz na 3 rozdziały. Dzięki temu książka stała się ciekawsza i uniknęłam czytania nudnego wprowadzenia.  
Powieść ma mniej niż 300 stron i wartką akcję, dzięki temu czyta się ją w ekspresowym tempie.  Jest delikatna, lekka i niewymagająca większego skupienia.  Główni bohaterowie są skomplikowani i świetnie wykreowani, poboczni zostali niesprawiedliwie pominięci. Fabuła jest rozbudowana, ale delikatnie wprowadzona. Podsumowując - książka jest idealna do umilenia czasu bez konieczności poświęcenia jej długich godzin.
Dana
Za udostępnienie książki serdecznie dziękujemy Wydawnictwu YA!



Ann Brashares, Tu i teraz, Wydawnictwo YA!, 2016, stron: 248

poniedziałek, 8 lutego 2016

“Wiedźma z lustra” - Maggie Stiefvater

Po raz kolejny dziwaczne i uśpione w melancholii miasteczko, jakim jest Henrietta, musi zmierzyć się z tajemniczymi siłami, które obudzili Gansey, Adama, Ronan i Blue. Dawniej mogli przypuszczać, że wystarczy jeden krok wstecz, żeby porzucić gonitwę za własnymi marzeniami, od której czasami umierają ludzie, ale teraz nie ma już odwrotu. Gdzieś na granicy między jawą, snami i magią, Adam przekonuje się, że pakt, który zawarł z Cabeswater, czyni go potężniejszym, niż sam pragnąłby przyznać, Ronan odkrywa szansę, by w końcu odzyskać rodzinę, a Gansey znajduje się bliżej mistycznego Króla Kruków niż kiedykolwiek wcześniej. Blue natomiast… ciągle stara się nie zabić chłopaka, którego kocha, swoimi pocałunkami.
Raz jeszcze Henrietta staje się świadkiem przedziwnych, niewytłumaczalnych zdarzeń, otoczonych celtyckimi legendami, duchami, starą magią, koszmarami sennymi i uśpionymi zwierzętami. Tyle, że tym razem jest to początek końca.


Maggie Steifvater znów to zrobiła: zawiesiła akcję swojej powieści w jakimś tajemniczym świecie, którego zrozumienie przychodzi mi z ogromnym trudem, a opisanie wydaje się w ogóle niemożliwe. Jestem pod wrażeniem, że autorka jest w stanie przez trzy powieści tworzyć swoją wizję w tak świetny sposób - ujawniając coraz więcej i jednocześnie nie ujawniając prawie nic. W pierwszym tomie wprowadziła nas do tak dziwnego miejsca, jakim jest Cabeswater, w drugim pomieszała trochę czytelnikom w głowach, a w trzecim… pomieszała jeszcze bardziej. Może właśnie to czyni cykl o Królu Kruków tak ciekawym: świadomość, że nie ma rzeczy, których Maggie Stiefvater mogłaby sobie nie wymyślić. Zaskoczyła już kilkukrotnie i pewnie zaskoczy jeszcze nie jeden raz.


Wiedźma z lustra” to taka kontynuacja, którą chciałam dostać. Zawiera idealnie dużo zwrotów akcji i jednocześnie pozostawia pewien niedosyt, który pewnie ma wzmocnić odbiór ostatniej części. Nie wyjaśnia wszystkich zagadnień, które Stiefvater stworzyła do tej pory, ale dodatkowo je komplikuje. Ujawnia pewne ciekawe zażyłości między bohaterami i przynosi kolejną, ogromną dawkę zjadliwych dialogów, w których tworzeniu - nie oszukujmy się - autorka jest mistrzynią. Przy czym nie da się ukryć, że cała seria robi się mroczniejsza wraz z czasem, kiedy bohaterowie się przekonują, że budzenie do życia średniowiecznych istot nie jest zwykłą zabawą, a prośby o wielkie bogactwa czy ukończone studia mogą zostać zastąpione przez coś znacznie ważniejszego.


Uwielbiam sposób, w jaki Maggie Stiefvater przenosi na papier swoje myśli. Jej styl jest jednocześnie poetycki i ironiczny, subtelny i dosadny, i idealnie odwzorowuje tajemniczość świata powieści. Uwielbiam też postacie, które autorka wykreowała, do tego stopnia, że nie potrafię wskazać mojej ulubionej. Ani Blue, ani trójka chłopców z prywatnej szkoły Aglionby nie należą do szablonowych i nudnych bohaterów. Uważam, że to stanowi największy plus całego cyklu: interesujące postacie i ich zaskakujące relacje. Książka Stiefvater raz jest zabawna, raz łamie serce, więc z pewnością nie można jej zarzucić, że nie wywołuje emocji. Czasami wywołuje aż za wielkie.


Wiedźma z lustra” nie przebija “Złodziei snów”, która to była absolutną perełką z całym tym psychodelicznym klimatem i zamieszaniem w głowie Ronana, ale nadal sprawdza się idealnie. “Król kruków” jest cały czas jednym z moich ulubionych cyklów i obawiam się, że nic nie będzie w stanie tego zmienić. Natomiast “Wiedźma z lustra” sama w sobie przynosi wielką frajdę i zaostrza apetyt na czwartą powieść - “The Raven King”. Nie rozwiązuje żadnych tajemnic, ale nie można powiedzieć, że nic ciekawego się tutaj nie dzieje. Oj, dzieje się sporo. Teraz pozostało nam czekać na wielki finał.


Julia


Cykl Król Kruków
Król kruków | Złodzieje snów | Wiedźma z lustra | The Raven King

Maggie Stiefvater, Wiedźma z lustra, Wydawnictwo Uroboros, 2016, stron: 413

czwartek, 28 stycznia 2016

„Z mgły zrodzony” – Brandon Sanderson

Wiele stuleci temu światu zagroziła straszliwa Głębia - niewyjaśnione śmiertelne zagrożenie. Przyszły tyran, „Ostatni Imperator” zmierzył się z nią i zwyciężył, stając się niepokonanym, nieśmiertelnym Bogiem bez serca. W chwili jego zwycięstwa nad Głębią świat obumarł; wszelkie rośliny uschły, ziemie przysypały warstwy popioły, a w każdą noc nadciągały tajemnicze mgły. Po zwycięstwie Ostatni Imperator hojnie obdarował swoich sprzymierzeńców allomancją - sztuką „spalania” metali, by uzyskać fizyczne lub umysłowe moce. Ich wielkość zależała od pozycji, większość allomantów umiała spalać zaledwie jeden metal. Niektórym przypadła umiejętność władania wszystkimi, takie osoby nazywano „Zrodzonymi z mgły”; zdarzały się bardzo rzadko i tylko w najpotężniejszych rodach. Oprócz allomancji Ostatni Imperator ofiarował sprzymierzeńcom rangę szlachty, samemu zostając królem-Bogiem. Osoby sprzeciwiające się mu w podbojach upokorzył i uczynił niewolnikami zwanymi później Skaa.


Tysiąclecia mijały, Ostatni Imperator niepodzielnie rządził światem żelazną ręką. Ludzie zapomnieli o czasach poprzedzających Głębię, Skaa pogodzili się ze swoim parszywym losem, tracąc wolę walki. Pozostało tylko paru buntowników skazanych na działalność podziemną.
Jednym z nich był Kelsier, Zrodzony z mgły, pół-Skaa, żywa legenda sprzeciwu sadystycznemu Bogowi. Postanawia uczynić to, o czym inni boją się myśleć - chce obalić Ostatniego Imperatora. W tym celu zbiera grupę najpotężniejszych allomantów podziemia w tym niewyszkoloną Zrodzoną z mgły, nastoletnią sierotę Vin.

niedziela, 18 października 2015

„Złodzieje snów” – Maggie Stiefvater



Czasy, kiedy spokojne miasteczko Henrietta czuwało niczym w letargu, przeminęły i nigdy nie wrócą. Obudzona linia mocy daje o sobie znać w każdej sekundzie, podobnie jak zło. Zło – pozorne lub prawdziwe – nigdy nie śpi. Dopada tych, którzy najmniej na to zasłużyli.


Ofiara złożona przez Adama nie była wybawieniem. Przeciwnie, jego czyn sprawił, że drzewa znowu przemówiły (a nic miłego do powiedzenia nie miały), ziemia się zatrzęsła, umarli stali się jeszcze bardziej nieżywi, a relacje między czworgiem przyjaciółmi uległy pogorszeniu. Kiedy Adam stara się wyprowadzić swoje życie na prostą, Gansey nie ustaje w poszukiwaniach Glendowera, a Blue dusi w sobie obezwładniające pragnienie, żeby stać się normalną dziewczyną, która może pocałować chłopaka i nie zabić go przy tym. A Ronan… Ronan gubi się we własnych snach, które zastępują rzeczywistość i niepodziewanie stają się bardziej realne, niż mógłby przypuszczać. Upiorne potwory wydostają się na zewnątrz, jednak jest to tylko kropla w morzu koszmarów.


środa, 14 października 2015

„Skrawki błękitu” – Lois Lowry



Niczego nie ukrywając, przed rozpoczęciem czytania oczekiwałam od tej książce bardzo dużo. Przeczytawszy „Dawcę”, pierwszy tom serii,  szczerze ją pokochałam, bo to świetnie wykreowany, z dbałością o każdy szczegół świat, ze wspaniałą postacią Dawcy i w końcu, świetną postacią Jonasza - głównego bohatera. Początkowo zdziwiłam się istnieniem kolejnego tomu, gdyż wydawało mi się, że zakończenie „Dawcy” nie dawało szans na kontynuację, więc tym bardziej się ucieszyłam. Tytuł tylko wzmógł mój apetyt. „Skrawki błękitu” - jak to pięknie brzmi, na pewno odwołuje się do kolorów, a raczej ich braku w pierwszej części. Zapobiegliwie nie czytałam opisu, chcąc uniknąć jakiegokolwiek spojlera.


Otwieram w końcu upragnioną książkę, czytam pierwszą stronę, rozdział i… szok. Okazuje się, że nie czytam wcale powieści o upragnionym, ukochanym Jonasie, tylko o jakiejś dziewczynie. Przez pierwszą połowę tomu miałam nadzieję, że za chwilę Dawca wyskoczy zza drzewa, ale niestety nic takiego nie nastąpiło.

niedziela, 4 października 2015

„Na ostrzu noża” – Patrick Ness



Gdyby wszyscy pisali tak jak Patrick Ness, świat byłby piękny, a czytanie pożerałoby większą ilość naszego wolnego (lub nie) czasu. Platoniczna wizja? Możliwe, jednak czytając Na ostrzu noża, nie mogłam się nadziwić, jak genialne i zróżnicowane może być ponad 500 stron książki, której ocenić łatwo się nie da. Pomysł Patricka Nessa był fantastyczny i niebanalny, jednak zazwyczaj pomysł stanowi jedynie połowę powieści: wykonanie jest równie ważne, jeśli nie ważniejsze. A że i pomysł, i wykonanie wyszło jak najlepiej, z czystym sercem mogę uznać Patricka Nessa za mistrza.


Trzynastoletni Todd Hewitt jest ostatnim chłopcem w Szumiącej osadzie pełniej Szumiących mężczyzn. Około trzydzieści dni zostało mu do wejścia w dorosłość. Odkąd do życia osadników wkradła się choroba zwana Szumem, posiedli oni umiejętność słyszenia swoich myśli nawzajem. Dar lub przekleństwo, nazywajcie to jak chcecie. („Szum to nieprzefiltrowany człowiek, a bez filtra człowiek to tylko ruchomy chaos”).


Jako ostatni chłopiec osamotniony Todd włóczy się po okolicy, próbując znaleźć sobie zajęcie i jednocześnie nie zgubić się wśród otaczającego go hałasu, lecz kiedy pewnego popołudnia wybiera się na bagna, na które z pewnością nie powinien chodzić, dopada go Cisza. Co było jej źródłem? Kiedy mężczyźni osady dowiadują się o tym zdarzeniu, wpadają we wściekłość, a Todd – okłamywany od zawsze – musi uciekać, żeby ratować swoje życie. („Wiedza jest niebezpieczna, mężczyźni kłamią, a świat wciąż się zmienia, czy tego chcę, czy nie”).

czwartek, 10 września 2015

„Cinder” (księga I Sagi księżycowej) - Marissa Meyer



Po IV wojnie światowej Ziemia praktycznie przestała istnieć. Ludzie, którzy przeżyli odbudowali zniszczone tereny, tworząc zupełnie nową cywilizację, ustanawiając przy tym pakt pokoju, by nie doprowadzić do kolejnej inwazji. Cinder to mieszkanka Nowego Pekinu, który został zdziesiątkowany przez zarazę. Jako dziewczyna-cyborg jest obywatelką drugiej kategorii, do tego zmaga się ze swoją okrutną macochą i jej córkami. Pewnego dnia na jej drodze staje przystojny książę Kai, który zapoczątkuje ogromne zmiany w jej nastoletnim życiu.

Adaptacja klasycznej baśni o Kopciuszku z nutką futurystycznego science-fiction została napisana przez Marissę Meyer. A Meyer świetnie bawi się konwencją baśni. Znajdziemy tutaj motywy znane z samej baśni, czyli na przykład pamiętny bal. Tylko czy nasz Kopciuszek z przyszłości również zgubi pantofelek? Mieszkająca w Tacoma, wraz z mężem, Meyer to fanka dziwactw i abstrakcji. Saga księżycowa to połączenie tych upodobań, dzięki którym klasyczna historia w nowej odsłonie zasłynęła ponownie i pięła się na liście bestsellerów coraz wyżej. Meyer pisze łatwo, zdania w większości są rozbudowane i bogate o szczegóły. Tekst jest zrozumiały, a jego treść przejrzysta i bezgranicznie wciągająca czytelnika w powojenny świat. Fabuła książki jest niepowtarzalna i niebanalna, mimo że oparta na klasycznej baśni. Dzięki temu czytelnik może się bawić w doszukiwanie podobieństw, porównywania.

niedziela, 6 września 2015

„Król kruków” – Maggie Stiefvater



Trzej chłopcy i jedna dziewczyna. Wiele tajemnic i czarna magia. Gansey, Adam i Ronan to trzej przyjaciele należący do elitarnej szkoły dla chłopców – Aglionby. Od lat nieustanie poszukują Glendowera – legendarnego Króla Kruków. Zamierzają obudzić linię pradawnej mocy i poprosić czarnoksiężnika o spełnienie marzeń. Każdy z nich poprosi zapewne o co innego – nie obejdzie się bez licznego bogactwa. Blue natomiast pochodzi z rodu wróżek, jednak jako jedyna w rodzinie nie posiada talentu. Potrafi za to kontaktować się ze zmarłymi. W jej obecności magia wydaje się prawdziwsza i wyraźniejsza. Już od dziecka Blue posiada sekret, który ciąży na niej niczym wór kamieni: wróżki przepowiedziały, że zabije chłopaka, którego pocałuje.
 
Kiedy losy chłopaków z Aglionby i tej dziewczyny się splotą, uśpione miasteczko Henrietta przebudzi się z letargu i stanie tłem dla niesamowitych, trudnych do pojęcia wydarzeń. „Przerażające tajemnice, mroczne rytuały, stare przepowiednie, wizje, duchy, ofiary, a to dopiero początek tej historii…”.*

czwartek, 13 sierpnia 2015

„Zabójczyni” – Sarah J. Maas



Z twórczością Sarah J. Maas spotkałam się już przy „Szklanym Tronie”. Nie powiem, było to miłe spotkanie. Najbardziej przypadła mi do gustu główna bohaterka. Urzekła mnie jej duma, mimo upokorzenia, i siła ducha. Jednak przez całą książkę dręczyła mnie przeszłość Celaeny. Poznajemy ją w najgorszym momencie życia, zostaje wyciągnięta z mrocznego zakładu pracy. Dlaczego tam trafiła? To nie zostało wytłumaczone w „Szklanym tronie”.  Odpowiedzi miały mi dać cztery nowelki  sprzed rozpoczęcia akcji głównej serii. Można je zdobyć każdą osobną i zebrane wszystkie razem, ja wybrałam tę drugą opcje.


Już od pierwszego opowiadania zrobiła na mnie wrażenie Celenea – główna bohaterka. W „Szklanym tronie” cały jej charakter okazał się przytłumiony. W „Zabójczyni” była tajemniczą i mroczną faworytką Króla Zabójców. Arobynn - jej mentor - dbał, żeby niczego jej nie zabrakło, tak więc dziewczyna otaczała się najdroższymi przedmiotami i kochała życie w przepychu. Nikt, prócz paru elitarnych osób, nie znał jej tożsamości i wieku. Na co dzień chodziła w masce i płaszczach upodabniających ją do śmierci i jak śmierci ludzie się jej bali. Celaena to kochała, była zabójczynią Adarlanu, najpotężniejszym zabójcą w królestwie. Nic nie mogło jej zagrozić, była niepokonana. Przynajmniej to okazywała na zewnątrz.

sobota, 25 lipca 2015

„Kroniki Jakuba Wędrowycza. Tom 1.” – Andrzej Pilipiuk



Andrzej Pilipiuk, ucząc się na archeologa, udał się na wykopaliska niedaleko Chełma. Tam właśnie odnalazł swoje powołanie i pasję, czyli pisanie książek. "Wykopał" on tam bowiem najżywszą skamielinę na świecie, czyli tytułowego Jakuba Wędrowycza. Tak mu się spodobał, że napisał o nim siedem książek i stworzył jeden smaczek dla fanów, czyli "Notes Wędrowycza". Dziś jednak zajmę się pierwszą częścią serii o bimbrowniku  - egzorcyście.


Jest to powieść z cyklu urban fantasy, czyli połączenie fantastyki z czasami współczesnymi.  Jest to gatunek ostatnio bardzo popularny, przez co Wędrowycz może zyskać nowe grono fanów, zarówno w wieku szkolnym, jak i tych starszych. Akcja ma miejsce w PRL-u, gdy Jakub ma ponad siedemdziesiąt lat. Protagonistę da się polubić, jeśli patrzymy na niego z dystansem. W przeciwnym wypadku nie zrozumiemy fabuły, prezentacji bohaterów i dialogów pisanych z wręcz mistrzowską ironią i sarkazmem. Potrzebna jest też znajomość historii, bo bohaterowie poruszają tematy wojny mandżurskiej, komunizmu oraz pierwszej i drugiej wojny  światowej, w których niektóre postacie z książki brały udział.

sobota, 18 lipca 2015

„Wiedźmin. Ostatnie życzenie” – Andrzej Sapkowski



„Ostatnie życzenie” to zbiór opowiadań autorstwa Andrzeja Sapkowskiego, które pisane były w latach 1986-1993 i publikowane w czasopiśmie „Fantastyka”. Początkowo miało powstać tylko jedno opowiadanie pt. „Wiedźmin”, ale jego popularność zachęciła autora do napisania pozostałych i wykreowania fantastycznego świata pełnego elfów, krasnoludów i innych magicznych stworzeń.


Głównym bohaterem opowiadań jest Gerald z Rivii, wiedźmin, czyli łowca potworów zagrażających wioskom i miasteczkom klimatem ze średniowiecza. Potwory, z którymi musi mierzyć się bohater także wywodzą się wprost z tradycyjnych słowiańskich legend, dzięki czemu czytelnik ma wrażenie, jakby przeniósł się w czasie o 1000 lat wstecz, w dodatku do świata w którym wszystkie te legendy i ludowe podania nie dość, że są prawdziwe, lecz wręcz stanowią szarą rzeczywistość tamtejszych mieszkańców.


Bardzo podoba mi się, że Sapkowski nawiązał do słowiańskich wierzeń, to odróżnia go od innych mistrzów fantasy i pokazuje, że mitologia w naszej części Europy była równie barwna, jak celtycka i skandynawska. Ani w Śródziemiu Tolkiena, ani w Westeros Martina nie spotka się strzygi, driady ani wompierza, czyli wampira. Oprócz słowiańskich postaci w książkach można oczywiście spotkać także elfy, krasnoludy i niziołki.


wtorek, 14 lipca 2015

„Dziewczyna ognia i cierni” - Rae Carson



Elisa jest posiadaczką Boskiego Kamienia, jest wybrana. Otrzymując Kamień, dostała również wielkie zadanie z nim związane, jednak sama musi je odkryć. W dniu szesnastych urodzin Elisa de Reiqueza, księżniczka Orovalle, ma wyjść za króla Alejandra de Vega. Nie jest zadowolona z decyzji swojego ojca, gdyż musi porzucić spokojne życie wśród książek i słodkości. Ma ona tylko nadzieję, że jej przyszły małżonek okaże się brzydki, stary i tłusty. W dniu ślubu wszystko idzie nie tak jak powinno. Jej ślubne terno pęka w szwach po założeniu, a sama Eliza twierdzi, że w każdej sukience wygląda jak kiełbasa – gdyż ma niemałą nadwagę. Na dodatek na ślubnym kobiercu okazuje się, że jej mąż nie jest stary tłusty i gruby, a piękny i młody. Życie Elisy nie jest kolorowe, czuje się gorsza od pięknej i wpływowej siostry, ma męża, któremu nie dorasta do pięt, nie jest piękną modelką wprost z okładki Vogue’a, a nadmiar złego nosi Boski Kamień, o którym myśli, że wszystko wie, jednak bardzo się myli. Jak potoczą się dalsze losy? Co odkryje Elisa? Co wydarzy się po wyjeździe z kraju? Czy odkryje powierzone jej zadanie?

niedziela, 5 lipca 2015

„Magisterium I: Próba żelaza” – Holly Black, Cassandra Clare





Ogień chce płonąć,
Woda chce płynąć,
Powietrze chce się unosić,
Ziemia chce wiązać,
Chaos chce pożerać.”



Callum Hunt, niesforny dwunastolatek zamieszkuje w świecie wypełnionym magią, jego ojciec jest magiem, jego matka była magiem i mu także jest pisany taki los. Jest tylko jedno ale - Call wcale tego nie chce, podżegany ojcowską nienawiścią do jakichkolwiek przejawów mocy sam szczerze znienawidził magię. Tak więc gdy został zmuszony do wzięcia udziału w obowiązkowym teście mocy, starał się go oblać za wszelką cenę. Pomimo niechęci udaje mu się go zdać i wbrew woli trafia do „Magisterium”, jedynej istniejącej szkoły magii.


Cassandra Clare, jedna z dwóch autorek „Próby żelaza” jest rozpoznawalną pisarką książek młodzieżowych, jej najbardziej znany cykl: „Dary anioła” doczekał się nawet ekranizacji pierwszej części. Czytałam te książki i szczerze mówiąc, w czasie lektury byłam zachwycona, jednak dłuższy czas później emocje opadły i wtedy tak na bardziej obiektywnie stwierdziłam, że cykl wcale nie jest aż taki dobry, jak mi się wydawało. Podobnie było z „ Próbą żelaza” - w czasie lektury chłonęłam każde słowa z niepojętą szybkością. Po jej zakończeniu nie wiedziałam, co mi się tak właściwie podobało. Dopiero po drugim przeczytaniu doszłam do jakichś konkretów.

Polubiłam głównego bohatera -  jest on niezaprzeczalnym plusem powieści, dobrze nakreślony i wyrazisty. Z kolej poboczne postacie są mdłe i kompletnie nierzeczywiste. Narrację również zaliczam do plusów, mimo że preferuję sposób narracji pierwszoosobowy, ta przypadła mi do gustu. Sam świat przedstawiony też mi się spodobał. Rzeczywistość przeplatająca się z fikcją, magia kierująca się jasnymi zasadami, (pięciowiersz na początku recenzji to właśnie one) wszystko jest w miarę logicznie wytłumaczone, żyć nie umierać.

piątek, 26 czerwca 2015

„Strażnik” - Paulina Hendel



Czy zwykły sen może być prawdą? Czy we śnie można zobaczyć przyszłość i dowiedzieć się, jak ją zmienić?


Hubert, szesnastoletni chłopak, wyjechał na wycieczkę klasową do Paryża. Razem ze swoim kolegą Ernestem wybrali się na spotkanie z nieznajomymi dziewczynami pod Luwr. Gdy spokojnie na nie czekali, Luwr wybuchł. Opadające gruzy zabiły Ernesta i Hubert musiał zacząć działać sam. Chłopak obudził się z otępienia dopiero po siedmiu latach od wybuchu. Nie wiedział, co się działo przez ten czas ani jak bardzo jego dotychczasowy świat się zmienił. W piwnicy, ubrany w łachmany z pełnym workiem broni palnej Hubert spotyka Jurka. Od niego dowiaduje się, że wszystkie zdobycze techniki zostały zniszczone przez impuls elektromagnetyczny, a większość ludzkości została zabita przez epidemię. Hubert wyrusza na poszukiwania swojej rodziny do Poznania i stara się zrozumieć, dlaczego nie pamięta nic z tego, co działo się przez ostatnie lata. Rzeczywistość dookoła okazuje się bardzo brutalna. W garażu Hubert znajduje starego volkswagena Mk1 i nie musi już poruszać się pieszo. Bohater trafia do Święcimia, gdzie zaczyna normalne życie. Czy wszystko potoczy się dobrze? Odpowiedzi szukajcie w książce.