Mocna,
mroczna, wstrząsająca – to moje pierwsze skojarzenia z debiutancką powieścią M.
J. Arlidge’a. I muszę przyznać, że debiut to bardzo udany. Książką ma wszystko
to, co czyni z niej świetny thriller: makabryczne morderstwa, psychopatycznego
i nieuchwytnego mordercę, atmosferę gęstniejącą od grozy z każdą kolejną stroną, mrożący krew w
żyłach klimat.
Główną
bohaterką jest Helen Grace, policjantka, dla której praca jest wszystkim.
Zresztą – świetna policjantka, fantastycznie odnajdująca się w instytucji
zdominowanej przez mężczyzn. To typ twardzielki sunącej ulicami w skórzanym
kostiumie szybkim ścigaczem. Za tą maską
niezłomnej kobiety kryją się jednak traumatyczne przeżycia z przeszłością, z
którymi bohaterka radzi sobie w dość specyficzny sposób. O jakie traumy chodzi?
Karty z tą tajemnicą odkrywają się stopniowo, budując atmosferę tajemniczości.
