Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 sierpnia 2016

„Dziewczyna z pociągu” – Paula Hawkins

Rachel dwa razy dziennie jeździ tą samą linią pociągów. W trakcie podróży, kiedy staje przed tym samym semaforem, umila sobie czas w niekonwencjonalny sposób – obserwuje mieszkańców domu przy torach i wyobraża sobie ich życie. Jess i Jason – mieszańcy domu obok semafora są w jej myślach idealnym małżeństwem. Ona jest piękna i bystra, on zakochany w niej do granic możliwości, przystojny i inteligentny. Razem wiodą doskonałe życie i każdy jego dzień jest wypełniony miłością, i wzajemnym zrozumieniem.

Z każdym przejazdem Rachel dodaje kolejny szczegół do ich idyllicznego życia. W końcu jest przekonana, że zna tych ludzi jak starych przyjaciół. I wtedy widzi coś wstrząsającego i zmieniającego obraz idealnej rodziny.

Stopniowo dowiadujemy się, czemu Rachel idealizuje życie nieznajomej pary i czemu tak ostro zareagowała na to, co zrobiła Jess. Poznajemy fakty z jej życia, dowiadujemy się, że ona sama nie jest idealna, a nawet przeciętnie dobra. Jej kreacja jest skomplikowana i wielowarstwowa; z jednej strony mamy do czynienia z kobietą, która za wszelką cenę chce pomóc obcych, a z drugiej niezdolną pomóc sobie.

wtorek, 15 grudnia 2015

„Ostatni pielgrzym” – Gard Sveen



Trzy najważniejsze nagrody literackie dla literatury sensacyjnej za debiut. To więcej niż zdobył Jo Nesbø – niekwestionowany mistrz sensacji, a dziś chyba swoisty wzorzec z Sèvres, do którego przyrównuje się każdego zapewne twórcę literatury sensacyjnej, a już na pewno tego rodem ze Skandynawii. Nazwisko Nesbø działa jak magnes. Czy tym razem przyciąga uwagę do kryminału godnego najlepszych? Czy kryminał Sveena będziemy jakimś powiewem świeżości?


Fabuła kryminału osnuta jest wokół dwóch płaszczyzn czasowych: wydarzenia współczesne przeplatają się z odległymi o kilkadziesiąt lat wydarzeniami II wojny światowej. I już od samego początku wiemy, że naszym zadaniem będzie znaleźć związek między nimi. A zaczyna się od zamordowania norweskiego bohatera – Carla Oskara Krogha, dawnego członka ruchu oporu. Tommy Bergmann, policyjny śledczy, zaczyna łączyć tę brutalną zbrodnię z odnalezionymi kilka tygodni wcześniej w lesie szczątkami trojga ludzi. Szczątki pochodzą z czasów II wojny, a w toku dochodzenia wychodzi na jaw, że Carl Oskar Krogh był jednym z najbliższych współpracowników legendy ruchu oporu, człowieka, który zginął w zagadkowych okolicznościach tuż po zakończeniu wojny. Bohaterką tej części powieści, której akcja rozgrywa się w czasie II wojny światowej, jest młodziutka kobieta – Agnes Gerner, agentka wywiadu brytyjskiego uwikłana w szereg niebezpiecznych relacji.

niedziela, 15 listopada 2015

„Zabójstwo Pitagorasa” – Marcos Chicot



Każdy, kto chodzi(-ł) do szkoły, kojarzy postać Pitagorasa – albo z lekcji historii dotyczących starożytności, albo z nazwanego jego imieniem matematycznego twierdzenia.  Kiedy się jednak zagłębić w biografię Pitagorasa, zyskujemy portret człowieka o niezwykłej umysłowości, którego zajmowała i matematyka, i filozofia, i polityka, i religia. Bohaterem swojej powieści hiszpański pisarz Marcos Chicot uczynił właśnie tego starożytnego Mistrza.

Jest rok 510 p.n.e. Znajdujemy się w samym centrum wspólnoty pitagorejskiej w Krotonie, jednym z najbogatszych miast Wielkiej Grecji (dziś to włoskie miasto), gdzie Pitagoras założył swoją słynną szkołę. Leciwy już Pitagoras, czując na plecach oddech śmierci, postanawia wybrać swojego następcę spośród najzdolniejszych uczniów i członków wspólnoty. Najpoważniejszy kandydat zostaje otruty, a to dopiero początek całej serii tajemniczych morderstw, które zdają się zagrażać nie tylko samemu Mistrzowi, ale i całej wspólnocie. Pitagoras prosi o pomoc Akenona,  syna swego dawnego przyjaciela. Egipcjaninowi w rozwiązywaniu tajemnicy morderstw towarzyszyć będzie piękna, intelignenta i niezależna córka Pitagorasa – Ariadna, która też będzie jego przewodniczką po dość zamkniętym kręgu wspólnoty.  Nie zdradzę za wiele, jeśli napiszę, że parę połączy coś więcej niż tylko rozwikłanie zagadki zabójcy.

środa, 2 września 2015

Przedpremierowo: „Poza sezonem” – Jørn Lier Horst



„Poza sezonem” ukazuje się na polskim rynku jako trzeci tom kryminalnej serii. Wielbiciele kryminału mieli więc już okazję poznać samego autora i głównych bohaterów samego cyklu: Williama Wistinga i jego córkę Line, odpowiednio gliniarza i dziennikarkę śledczą. Dla przypomnienia zachęcamy zajrzeć do recenzji „Psów gończych”. Jørn Lier Horst nie bez przyczyny od jakiegoś czasu skutecznie konkuruje z Jø Nesbo, kryminalnym wyjadaczem, na listach bestsellerów.  Co ma do zaoferowania czytelnikom Jørn Lier Horst jako pisarz?

Akcja trzeciego tomu przenosi nas w jesienny, spowity gęstą mgłą nadmorski krajobraz miejscowości Stavern. W jednym z domów letniskowych nad morzem odnaleziono zwłoki pobitego na śmierć mężczyzny, okoliczne domki zostały splądrowane. Od samego początku śledztwa widać jednak, że motyw rabunkowy to nie wszystko, że za śmiercią mężczyzny stoją zgoła inne motywy. Tym bardziej, że nie będzie to ostatni znaleziony trup. Śledztwo zaprowadzi Williama Westinga aż do krajów Europy Środkowej i Wschodniej, a sytuacja niebezpiecznie skomplikuje się, gdy w jednym z domków letniskowych na skraju fiordu zamieszka córka Westinga – Line, tam szukająca ucieczki po nieudanym związku. I co z tym wszystkim mają wspólnego martwe ptaki spadające z nieba w ilościach hurtowych?

poniedziałek, 6 lipca 2015

Na noże # 4: Książka vs Książka - Sophie Hannah ("Inicjały zbrodni" ) vs Sophie Hannah ("Błąd w zeznaniach")




W pojedynku #NaNoże pod lupę weźmiemy dwie powieści świetnej brytyjskiej autorki – Sophie Hannah. W jednej – „Inicjałach zbrodni” – autorka wskrzesza postać kultowego detektywa Herkulesa Poirota, kontynuując dzieło Agathy Christie. Druga powieść – „Błąd w zeznaniach” – to od początku do końca jej własne pisarskie dziecko. 


„Inicjały zbrodni”

Londyn. Lata 20. XX wieku. Błogi spokój odpoczywającego w kafeterii Pleasant’s Poirota zakłóca tajemnicza młoda kobieta, która informuje Belga o grożącym jej niebezpieczeństwie – przypuszcza, że zostanie zamordowana, ale jednocześnie uważa, że zabójca nie powinien być ścigany, gdyż jej śmierci wyrówna dawne rachunki. Tego samego wieczoru w modnym hotelu Bloxham zamordowano trzech gości hotelowych, dwie kobiety i mężczyznę. Scena zbrodni w każdym z hotelowych pokoi wygląda identycznie, a dodatkowo w ustach każdego z zamordowanych śledczy odnajdują spinki do mankietów z monogramem PIJ. Wszystko wskazuje na to, że to nie koniec ofiar.  Detektywowi Scotland Yardu, Edwardowi Catchpoolowi, w rozwiązaniu tej niezwykle skomplikowanej sprawy pomagać będzie oczywiście niezastąpiony Poirot. Co łączy te trzy morderstwa z tajemniczą kobietą z kafeterii? Czy śledczym uda się zapobiec kolejnej makabrycznej zbrodni? Dokąd śledczych zaprowadzą kolejne poszlaki?

„Nie chciałam ani udawać Christie, ani jej poprawiać. Inicjały zbrodni to książka pisana moją ręką” – twierdzi Sophie Hannah. Nie sposób jednak oceniać tego kryminału bez zestawienia z twórczością królowej kryminału i nie sposób nie porównywać Herculesa Poirota stworzonego przez Christie z tym wskrzeszonym przez Hannah. Od tego zatem zacznę. Poirot to już ikona. Detektyw genialny, ekscentryczny pedant, wielbiciel logiki, często arogancki i zarozumiały, ale przede wszystkim diablo skuteczny. I taki też jest w kryminale Sophie Hannah. To znaczy w jej kryminale jest chyba aż nadto taki, bo niestety Sophie Hannah tak mocno zaakcentowała pewne cechy osobowości Poirota, że uczyniła detektywa postacią momentami mocno irytującą. Cóż, aż żal się robiło biednego detektywa ze Scotland Yardu, gdy po raz enty Poirot stawiał go w obliczu faktu: Wiem, ale nie powiem. Sam się domyśl, jeśliś na tyle inteligentny. O ile więc u Christie Poirota mimo jego trudnego charakteru da się polubić, a tyle u Hannah trzeba już mocno zacisnąć zęby, aby się nie zniechęcić.

Mocną stroną powieści jest natomiast sama zagadka kryminalna – nieoczywista, zagmatwana na tyle, by sam czytelnik gubił się w tej układance różnych faktów, relacji, motywów,  poszlak. Mamy to, do czego przyzwyczaiła nas sama Christie: makabryczną zbrodnię, morderców kierujących się dość przyziemnymi motywami, morderców – ludzi dość zwyczajnych i przeciętnych, a kierujących się namiętnościami, fabułę opartą w dużej mierze na przesłuchaniach grona podejrzanych. Ale znów mamy tego aż nadto… Mam wrażenie, że Hannah, goniąc cień geniuszu Christie, naprawdę przekombinowała, a to odbija się na czytelniku, który w pewnym momencie może naprawdę pogubić się w tej układance.

Mimo tych niedoskonałości „Inicjały zbrodni” są kryminałem, nad którym warto się pochylić, bo jest to jednak powieść, nad którą unosi się duch tych starych, dobrych kryminałów spod znaku Agathy Christie właśnie. Sophie Hannah natomiast gwarantuje nam niezłą rozrywkę na całkiem przyzwoitym poziomie. 


„Błąd w zeznaniach”

XXI wiek. Miasteczko Spilling, nieopodal Londynu. W jednym z typowych wiktoriańskich domów znaleziono zwłoki mężczyzny. Ofiara to Damon Blundy – kontrowersyjny dziennikarz, który dał się poznać czytelnikom jako autor bardzo zjadliwych felietonów, a to już na początku sprawia, że grono podejrzanych jest ogromne i z każdą chwilą będzie się tylko powiększać. Blundy z zamiłowaniem bowiem mieszał wszystkich z błotem, niejednokrotnie rujnując bohaterom swoich tekstów życie. Zagadkowy jest też sposób zabójstwa: Blundy’ego uduszono bowiem… nożem. Tak, nożem. A na ścianie umieszczono zagadkowy napis: „ Jest nie mniej martwy” … Hmm… Aż się prosi o pytanie: Nie mnie martwy niż kto? Jedynym tropem okazuje się srebrne audi, które krążyło w okolicach domu Blundy’ego, a którego właścicielką okazuje się niejaka Nicki Clements – matka dwójki dzieci, żona, gospodyni domowa mieszkająca nieopodal posiadłości dziennikarza. Nicki to nie tylko typowa gospodyni domowa, ale przede wszystkim notoryczna kłamczucha, która ma własne niekoniecznie małe sekrety i lepiej dla niej, żeby nigdy nie ujrzały one światła dziennego. Niestety – z powodu kłopotów z bocznym lusterkiem zostaje uwikłana w sprawę zabójstwa Damona Blundy’ego… Czy słusznie?

Jak to się czytało! „Błąd w zeznaniach” to naprawdę wysmakowany kryminał i  thriller psychologiczny w jednym! To powieść wielowymiarowa, prowadzona z różnych punktów widzenia: mamy pierwszoosobową narrację Nicki Clements, mamy zobiektywizowany opis śledztwa w sprawie morderstwa, mamy zapis wirtualnych spotkań, mamy w końcu w treść wplecione felietony Damona Blundy’ego – świetne zresztą, tyleż zjadliwe, co inteligentne i błyskotliwe, obnażające obłudę wyszydzanych w nich person.  Smakowity kąsek! Świetnie Sophie Hannah portretuje swoich bohaterów, nie są to postacie papierowe, dobre albo złe. Są to bohaterowie wielowymiarowi, z krwi i kości, ze swoimi namiętnościami, problemami, sekretami.

Jest to powieść na wskroś współczesna, bardzo mocno we współczesności osadzona, ale jednak wyczuwa się w niej ducha Agathy Christie – przynajmniej w tych partiach poświęconych śledztwu. Drogą do poznania prawdy są bowiem rozmowy, przesłuchania potencjalnych podejrzanych bądź świadków.  

„Błąd w zeznaniach” to powieść znakomita pod każdym względem. Zaskakuje fabularnym rozwiązaniami i zwrotami akcji. Czyta się fantastycznie. Ta powieść to dowód, że Sophie Hannah jest naprawdę znakomitą autorką, która potrafi w misterny sposób, ale ze smakiem jednocześnie  konstruować intrygę fabularną. „Błąd w zeznaniach” -  koniecznie do pożarcia!

pani eM.



„Inicjały zbrodni” kontra „Błąd w zeznaniach”       
 0:1



Za książkę „Inicjały zbrodni” dziękujemy



niedziela, 21 czerwca 2015

„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” – Stieg Larsson



„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”- to pierwszy tom kultowej trylogii Millenium autorstwa szwedzkiego pisarza, Stiega Larssona.  Na jej podstawie został nakręcony film “Dziewczyna z tatuażem”, który podobnie jak książka cieszył się dużą popularnością. Szczerze, nigdy jakoś nie ciągnęło mnie, by sięgnąć po tę książkę, gdyż nie należę do osób zaczytujących się w skandynawskich kryminałach. Jednak to był wielki błąd! Moim zdaniem „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” to najlepszy kryminał, jaki kiedykolwiek przeczytałam.


16-letnia Harriet Vanger, wnuczka zamożnego właściciela wielkiego, rodzinnego koncernu nagle znika bez śladu. Przez 40 lat nikomu nie udaje się rozwikłać zagadki zaginięcia nastolatki. Jednak zrozpaczony dziadek ofiary, Henrik, sądzi, że Harriet została zamordowana… przez członka rodziny. Wynajmuje więc dziennikarza i wydawcę pisma na temat przekrętów finansowych, Michaela Blomkvista. Mężczyzna właśnie stoi nad przepaścią kariery i podejmuje się tego wydawałoby się niemożliwego zadania. A pomoże mu w tym najbardziej intrygująca bohaterka, o jakiej czytałam - Lisbeth Salander.

czwartek, 4 czerwca 2015

„Zabójcy bażantów” – Jussi Adler-Olsen



To moje drugie spotkanie z twórczością tego duńskiego pisarza. Drugie, które okazało się spotkaniem zajmującym, zaskakującym i niebanalnym. „Kobieta w klatce” była bardzo dobrym kryminałem, również „Zabójcy bażantów” nie rozczarowują, mimo dość ryzykownego pomysłu pisarza: już od samego początku znamy sprawców. Można by pomyśleć, że zabieg to zabójczy dla thrillera, bo jak tu utrzymywać widza w napięciu, niepewności, gdy od razu na tacy podaje się mu zabójców?  Adler-Olsen wyłamał się z tego schematycznego założenia literatury sensacyjnej, który każe do samego końca utrzymywać czytelnika w niepewności co do sprawcy okrutnych czynów. I wcale nie zaszkodziło to stworzonej przez niego historii. Ciężar mrocznej i niepokojącej atmosfery został przez niego wpleciony w całą historię w inny sposób. Zatem spokojnie - znajdziemy w „Zabójcach bażantów” to, co dla thrillera charakterystyczne - mroczną atmosferę zagrożenia. A w miarę rozwoju wydarzeń będzie ona tylko gęstnieć.

sobota, 30 maja 2015

„Psy gończe” – Jørn Lier Horst



Co prawda panuje powszechne już chyba przekonanie, że supremacja Skandynawów na literackiej mapie kryminalnej to już pieśń przeszłości, ale kiedy trafia się na autora takiego jak Jørn Lier Horst, zyskuje się mocny kontrargument. Bo Horst swoją drugą wydaną w Polsce powieścią pokazuje, że skandynawskie kryminały mają się naprawdę dobrze. I dobrze!


"Zamieniali się w psy gończe pędzące za zdobyczą, której zapach wyczuli." (s. 109)


William Wisting - doświadczony, ceniony gliniarz, stary wyga – zostaje zawieszony w pracy w związku z podejrzeniem o fabrykowanie dowodów w sprawie zabójstwa Cecilii Linde. Po siedemnastu latach od zamknięcia sprawy światło dzienne ujrzały takie dowody, które w bardzo złym świetle stawiają Wistinga – on bowiem przed laty prowadził śledztwo w rzeczonej sprawie. W każdym razie – dowody, które przyczyniły się do skazania sprawcy, okazują się spreparowane.  A lokalne media już węszą, obmyślają krzykliwe tytuły, które skutecznie zwiększą  nakład gazety. Wistingowi nie pozostaje nic innego jak bronić swoje dobre imię. Ten, który kiedyś sam był psem gończym tropiącym przestępców, teraz sam stał się teraz zwierzyną łowną. Kto z jego współpracowników sfałszował dowody i w jaki celu? Kto ma interes w tym, żeby skompromitować Wistinga? Na szczęście w próbie rozwiązania tej zagadki z przeszłości Wistnigowi pomaga jego córka – Line, dziennikarka śledcza. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, bo kobieta – mimo że reprezentuje media, które stoją za kompromitującymi Wistinga artykułami – naprawdę nie jest dziennikarką śledczą z przypadku. Świetna to zresztą para: ojciec – gliniarz i córka – dziennikarka, próbujący wspólnie, choć w dużej mierze na własna rękę, rozwikłać tę – jak się okazuje – niezwykle zawikłaną i niebezpieczną  sprawę. A tymczasem – znów porwana zostaje kolejna dziewczyna. Związek ze sprawą sprzed lat wydaje się oczywisty. Atmosfera się zagęszcza, a upływający czas gra tutaj nie niekorzyść porwanej. 


piątek, 22 maja 2015

„Moriarty” – Anthony Horowitz



Jeśli znacie Sherlocka Holmesa ( „jeśli” - niefortunne stwierdzenie, KAŻDY zna tego brytyjskiego dżentelmena, detektywa-konsultanta), kojarzycie z pewnością postać jego największego wroga, Napoleona zbrodni – bo tak określił go sam detektyw, Jamesa Moriarty’ego. Jeśli przygody Holmesa pióra Arthura Conan Doyle’a stanowiły dla Was wspaniałą rozrywkę (i znów to niefortunne „jeśli” – KAŻDEGO chyba porywały), zaufajcie Anthony’emu Horowitzowi i jego powieściom, bo Horowitz to naprawdę godny następca Doyle’a. Sięgnijcie po jego powieść „Moriarty” – z pewnością się nie zawiedziecie, bo to naprawdę książka wyborna.


Kilka słów o fabule (za wiele się nie da, bo to jednak kryminał i lepiej być lakonicznym w omawianiu samych wydarzeń): punktem wyjścia jest tutaj sławne wydarzenie opisane w „Ostatniej zagadce” – oto nad wodospadem Reichenbach w Alpach starli się ze sobą Sherlock Holmes i jego arcywróg – profesor Moriarty. Obaj przepadli bez śladu w otmętach wody, a zgodnie z przypuszczeniami doktora Watsona zginęli. Jako że życie nie znosi próżni, szybko pojawia się ktoś, kto próbuje przejąć/odbudować imperium zła zbudowane przez Moriarty’ego. Niejaki Clarence Devereux zrobi wszystko, by przejąć władzę nad londyńskim półświatkiem i nie cofnie się przed niczym: jego metody działania są brutalne i wstrząsają londyńską ulicą. Śladem tego Amerykanina podąża prywatny detektyw Frederick Chase z Agencji Detektywistycznej Pinkertona, a pomocną dłoń wyciąga doń inspektor Scotland Yardu, gorliwy naśladowca słynnego detektywa, Athelney Jones.  Tak mniej więcej wygląda zawiązanie akcji.

czwartek, 21 maja 2015

„Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowca” – Nadia Szagdaj



Młoda autorka z Wrocławia podjęła się dosyć trudnego zadania - postanowiła napisać kryminał w stylu retro, którego akcja będzie się toczyć we Wrocławiu, a raczej w Breslau, bo mamy rok 1910. A jak powszechnie wiadomo, jeśli chodzi o dokładnie tę tematykę i to miasto, to koronowanym mistrzem gatunku jest Marek Krajewski, którego przyznam, że bardzo nie lubię. Ale Nadii Szagdaj nie lubię jeszcze bardziej, a po przygodzie z Klarą Schulz chyba na stałe zniechęciłam się do kryminałów retro.


Bohaterką książki jest młoda, wyjątkowo głupia i naiwna Klara. Klara jest beznadziejnym przypadkiem - od lat marzy, by zostać policjantką, jednak miejscowa policja nie potrafi zrozumieć jej potencjału (hmm… ciekawe czemu) i zawiedziona, kipiąca nienawiścią Klara postanawia zostać detektywem na własną rękę. I całkiem przypadkiem akurat jest  świadkiem morderstwa: podczas spektaklu w operze ginie baryton i tylko nasza inteligentna pani detektyw wpada na pomysł, że to było morderstwo właśnie, a nie nieszczęśliwy wypadek (jak twierdzi niedouczona policja). Kobieta rozpoczyna więc swoje niezwykle nużące śledztwo, ale dzięki temu, że jest inteligentna ponad przeciętną, dochodzi do rozwiązania szybciej niż policja.

wtorek, 28 kwietnia 2015

„Ene, due, śmierć” – M. J. Arlidge



Mocna, mroczna, wstrząsająca – to moje pierwsze skojarzenia z debiutancką powieścią M. J. Arlidge’a. I muszę przyznać, że debiut to bardzo udany. Książką ma wszystko to, co czyni z niej świetny thriller: makabryczne morderstwa, psychopatycznego i nieuchwytnego mordercę, atmosferę gęstniejącą od  grozy z każdą kolejną stroną, mrożący krew w żyłach klimat.


Główną bohaterką jest Helen Grace, policjantka, dla której praca jest wszystkim. Zresztą – świetna policjantka, fantastycznie odnajdująca się w instytucji zdominowanej przez mężczyzn. To typ twardzielki sunącej ulicami w skórzanym kostiumie szybkim ścigaczem.  Za tą maską niezłomnej kobiety kryją się jednak traumatyczne przeżycia z przeszłością, z którymi bohaterka radzi sobie w dość specyficzny sposób. O jakie traumy chodzi? Karty z tą tajemnicą odkrywają się stopniowo, budując atmosferę tajemniczości.

sobota, 18 kwietnia 2015

„Śleboda” – Małgorzata i Michał Kuźmińscy



Jo se myśloła, ze wrescie piykne bajanie bedzie. I to syćko prowda jest, bo „Śleboda” to naprowde barz śwarny kryminał! Kruca fuks (w tym miejscu przełączam się jednak na język ogólnopolski)  – to były dwa najdłużej pisane przeze mnie zdania i  jako ceperka nie gwarantuję, ile prawdziwej gwary podhalańskiej się w nich znalazło. Ne mogłam się jednak powstrzymać, bo dziś moje bajanie - recenzowanie dotyczyć będzie kryminału spod samiuśkich Tater i to kryminału nie byle jakiego, bo naprawdę świetnie napisanego i wciągającego od pierwszych stron. A zatem bedym teroz opowiadoła, jak to z tom „Ślebodą" jest – cystom prowde będę godoła, bo po co śklić?

 Zapraszam na (niebezpieczną) wyprawę do podhalańskiego Murzasichla! Hej!

wtorek, 24 marca 2015

,,Ziarno prawdy" - Zygmunt Miłoszewski



Pod koniec stycznia bieżącego roku do polskich kin trafił film zatytułowany „Ziarno prawdy” – ekranizacja powieści popularnego w ostatnim czasie autora kryminałów, Zygmunta Miłoszewskiego. Sam film cieszył się wielkim zainteresowaniem, a reżysera porównywano nawet do samego Finchera. I właśnie to spowodowało, że postanowiłem bliżej przyjrzeć się powieściom wychodzącym spod pióra Miłoszewskiego. „Ziarno prawdy” to moje pierwsze spotkanie z pisarzem, toteż kompletnie nie wiedziałem, czego się spodziewać. „Ziarno prawdy” jest to jednocześnie druga część trylogii kryminalnej, którą łączy postać głównego bohatera.

Podobnie jak w pierwszej części, głównym bohaterem jest tutaj prokurator Teodor Szacki. Po rozstaniu z żoną przenosi się do Sandomierza, miasta, które dotąd kojarzyło mu się głównie z przesadną religijnością i ojcem Mateuszem. Ale Sandomierz Miłoszewskiego jest zupełnie inny – w niczym nie przypomina tego z kolorowych pocztówek czy popularnego serialu. Miłoszewskiemu udało się bowiem stworzyć miejsce mroczne, niepokojące, chwilami odstraszające brzydotą. Tworzy to klimat niczym ze skandynawskiego kryminału. Sam prokurator nie odnajduje się najlepiej w nowym miejscu, w którym każdy zna każdego i wszyscy wzajemnie się obmawiają. Nie najlepiej dogaduje się z nowymi znajomymi z pracy i zaczyna popadać w stan jakiegoś odrętwienia. Nie pomaga fakt, że w Sandomierzu nic się nie dzieje, nie ma żadnych spektakularnych przestępstw, dzięki którym Szacki mógłby brylować jako znakomity śledczy. Nie ma się więc co dziwić jego radości, gdy tuż przed Wielkanocą znalezione zostaje zmasakrowane ciało kobiety, a samo śledztwo szybko okazuje się o wiele trudniejsze niż te, które Szacki prowadził wcześniej, choćby ze względu na to, że wszyscy się znają i mogą wzajemnie się kryć, dając alibi. A trup ściele się gęsto – morderca na jednej ofierze nie poprzestaje.

sobota, 3 stycznia 2015

„Zatrute ciasteczko” – Alan Bradley



Poznajcie Flawię de Luce – następczynię panny Marple, późne pisarskie dziecko Alana Bradleya, kanadyjskiego pisarza, który Flawię uczynił główną bohaterką cyklu swoich powieści kryminalnych. Pierwszą z  tych powieści jest właśnie „Zatrute ciasteczko”.

Flawia jest niesforną jedenastolatką, która jak kot zawsze chadza własnymi ścieżkami, nie bacząc na ryzyko i niebezpieczeństwa. Niech was jednak nie zmyli dziecięcy wiek bohaterki, bo dziewczynie wcale nie w głowie niewinnie dziewczęce zabawy – jej ulubionym miejscem w rodzinnej posiadłości Buckshaw jest chemiczne laboratorium odziedziczone po którymś z przodków, a znajomości trucizn wszelakiej maści mogliby pozazdrościć jej najwięksi znawcy tematu, z Agathą Christie na czele: „Gdy nauczyłam się rozpoznawać równania chemiczne (…), otworzył się przede mną wszechświat. Czułam się tak, jakbym odkryła książkę kucharską Baby Jagi”.