Od zawsze sądziłam, że
nie jestem fanką fantastyki. Wolałam czytać inne książki: thrillery, kryminały,
dystopie – w tych gatunkach się zdecydowanie smakowałam. Jednak odkąd sięgnęłam
po „Grę o tron”, całkowicie zmieniła się moja opinia na ten fantasy! I
podejrzewam, że nie jestem w tym osamotniona. Jeśli chciałabym więc przekonać inną
kręcącą nosem na fantasy osobę, zdecydowanie poleciłabym tę właśnie książkę.
O czym opowiada
rozsławiona „Gra o tron”? Akcja toczy się głównie w wymyślonym przez autora
Westeros.
Poznajemy tam kilkoro bohaterów,
którym autor poświęca w książce kilka rozdziałów. Podczas lektury mamy więc wgląd
na przebieg historii z perspektywy różnych postaci, bo akcja toczy się niejako
równoległe w różnych miejscach. A sami bohaterowie są bardzo wyraziści,
niebanalni, skreśleni przez pisarza z prawdziwą wirtuozerią. Niektórzy co prawda narzekają na to, że w
książce nie ma jednego głównego bohatera, któremu można kibicować. Ja jednak
uważam to za atut - dzięki temu historia
jest ciekawsza, bardziej naturalna i....mniej przewidywalna. Jak powiedział sam
autor, czytając książkę, możemy kochać jednych, a innych nienawidzić. Moją ukochaną bohaterką jest
zdecydowanie Daenerys Targeryan! Pokochałam jej historię już od pierwszego
rozdziału i starałam się czytać inne rozdziały jak najszybciej, by dotrzeć
tylko do jej wątku. Polubiłam także Edda Starka. Jednak przywiązanie do niego kosztowało
mnie pod koniec książki wiele emocji :( Tak, George R.R. Martin potrafi zaskakiwać,
a nawet szokować! Nie traktuje swoich postaci ze specjalnymi względami i
sentymentem.