"Złodziejka
książek" to bestsellerowa powieść australijskiego pisarza Markusa
Zusaka. Książka podbiła już serca
milionów czytelników i krytyków na świecie. Zasłużenie. Z pewnością podbiła i
moje. Dołączam do całej rzeszy wielbicieli „Złodziejki książek”, bo ta historia
– na samym wstępie zaznaczam – to absolutna rewelacja. RE-WE-LA-CJA! Z mocnym
akcentem na każdą sylabę!
Do
przeczytania tej książki zachęciły mnie nie tylko pochlebne opinie, ale głównie
intrygujący tytuł, który nawiązuje do przydomka głównej bohaterki, Liesel
Meminger. Nie wspomnę już o przepięknym wydaniu - główna bohaterka w tanecznym
pląsie ze Śmiercią.
Liesel
została adoptowana przez małżeństwo mieszkające w ubogiej części miasteczka
Molhing na Himmelstrasse. Poznajemy tam jej niesamowitych przybranych rodziców -
Hansa, spokojnego i uczciwego człowieka, który zarabia, malując ściany i grając
na akordeonie, oraz Rosę, wybuchową, niską
kobietę, która uwielbia przeklinać. Tak, cięty język i wieczne niezadowolenie
to jej znaki szczególne. Liesel trafia pod ich dach, gdzie mimo ubóstwa spędza w
miarę szczęśliwe dzieciństwo. Poznaje tam również swojego najlepszego
przyjaciela o cytrynowych włosach - Rudiego. Liesel spędza dnie na zabawach z
przyjacielem i... kradzieżach książek. A w tle okrutne czasy panowania Hitlera
i III Rzeszy... Wojna.
