Wszystko
zaczęło się od Gagi. Lady Gagi. Zac, tytułowy bohater, leży od miesiąca w
izolatce po przeszczepie szpiku. Dawca pochodzi z Niemiec, więc Zac zyskuje
zabawny przydomek Helga, w końcu teraz ma niemiecką krew, jest do szpiku
(dosłownie) niemiecki. Każdy jego dzień wygląda tak samo – do bólu nudno.
Wszystko zmienia się, gdy do pokoju obok trafia nowa pacjentka, tytułowa Mia, z
miejsca zakłócając spokój szpitalnego oddziału. Bo ileż razy w kółko można
odtwarzać ten sam kawałek Lady Gagi i to w dodatku na cały regulator?
Pięć? Dziesięć? Piętnaście? Zac doliczył chyba do dwudziestu i dał sobie spokój. W każdym razie to był dość niefortunny początek znajomości tych dwojga, znajomości, która przerodzi się w coś więcej. Nie, nie bójcie się – nie będzie tu mdławej historyjki miłosnej, przy której dziewczyny będę co chwilę ocierały łzy, a chłopcy z politowaniem przewracać oczami.
Pięć? Dziesięć? Piętnaście? Zac doliczył chyba do dwudziestu i dał sobie spokój. W każdym razie to był dość niefortunny początek znajomości tych dwojga, znajomości, która przerodzi się w coś więcej. Nie, nie bójcie się – nie będzie tu mdławej historyjki miłosnej, przy której dziewczyny będę co chwilę ocierały łzy, a chłopcy z politowaniem przewracać oczami.
