Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Feeria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Feeria. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 marca 2016

"Zdrada" - Marie Rutkowski

„Pojedynek” okazał się świetną powieścią Young Adult, która miała wszystko, co należy: ciekawie poprowadzoną fabułę, przejmującą intrygę i zaskakujących bohaterów. Akcja powieści rozgrywa się w świecie wypełnionym przepychem, zdradami i plotkami, a także nieprzemijającą aurą zwycięstwa. To świat wykreowany niezwykle barwnie, który zaciekawił mnie już od pierwszych stron. Dokładnie wtedy zrozumiałam też, że Marie Rutkowski jest utalentowaną pisarką, a jej książka, trzymana przeze mnie w rękach, ma wielki potencjał. Nie miałam obaw co do drugiego tomu. Wiedziałam, że bez względu na to, w jakim kierunku ta historia zmierza, z pewnością mi się spodoba. Mniej więcej takie mam odczucia po przeczytaniu „Zdrady”.
Kestrel podjęła desperackie i ryzykowne kroki, jednak zdecydowała się na nie z miłości. Oto została przyszłą synową samego Imperatora. Dziewczyna wkracza w pałacowy świat znany jej dotąd jedynie z opowieści, pełen wystawnych przyjęć i taktyk wojennych, próbując się przy tym odnaleźć w nowej sytuacji. Nie może jednak zapomnieć o wydarzeniach, których doświadczyła. Zapłaciła wysoką cenę za swoje poświęcenie: złamane serce za wolność. Jednak to dopiero początek: pomimo że Herrańczycy odzyskali względny spokój, Valorianie nadal mają swoje plany i nie spoczną, nie podbijając całego świata. Teraz, kiedy Arin i Kestrel działają po przeciwnych stronach, zdaje się, że są dalej siebie niż kiedykolwiek.

piątek, 15 stycznia 2016

„Armada” - Ernest Cline

Wszyscy gramy w gry skupiające się na inwazji kosmitów na Ziemię, oglądamy takie klasyki science fiction jak 2001: Odyseja kosmiczna, Bliskie spotkania trzeciego stopnia, Obcy czy Star Wars, a także czytamy wielkie powieści z tego gatunku. Ludzkość dowiaduje się, że zostało jej niewiele czasu na obronę Ziemi, bo armada obcych już leci w naszym kierunku - spotkaliśmy się z tym nie raz. Jednak czy pomyśleliśmy kiedykolwiek, że wszystkie twory sci-fi, w których zakochujemy się mniej lub bardziej, powstały w jednym konkretnym celu: przygotowania nas właśnie na tę wojnę? Może i brzmi absurdalnie, ale kiedy zastanowimy się dłużej, być może dojdziemy do wniosku, że ta idea nie jest oderwana od powierzchni ziemi tak bardzo, jak byśmy chcieli. Zupełnie jak Zack Lightman, bohater drugiej powieści Ernesta Cline’a, czyli Armady.

Przez całe swoje życie Zack starał się zachowywać jak zwyczajny amerykański nastolatek - czyli taki, który nie wyróżnia się z tłumu, żeby przeżyć. Nie zawsze mu się udawało; jego los został naznaczony już w dzieciństwie, kiedy stracił ojca w niezbyt honorowy sposób (czy dla nastolatka może być coś gorszego, niż stać się pośmiewiskiem całkiem nie ze swojej winy?), a w szkole niejednokrotnie tracił panowanie nad sobą, przez co zyskał miano psychola. Zack całe swoje życie spędził na marzeniu o wielkiej przygodzie, rodem z tych, z którymi mierzy się w swoich ulubionych grach wideo. Chciał zasłynąć przed światem, uczynić coś, co postawiłoby go w opozycji do śmierci ojca i jednocześnie zapewniłoby mu dożywotnią popularność. Kiedy pewnego dnia widzi za oknem przelatujący statek kosmiczny, nie wierzy swoim oczom, bo przecież nierzadko miewał omamy, ale szybko okazuje się, że wielka przygoda - lub może wielka katastrofa ludzkości - jest znacznie bliżej niż kiedykolwiek przedtem.

czwartek, 7 stycznia 2016

“Pojedynek” - Marie Rutkowski

Valorianie żyli od lat na wysokim poziomie pod każdym względem, otaczani licznymi dobrami i wygodami, jednak nie jest tajemnicą, że ich historia to w dużej mierze przelew krwi nad innym narodem, Herranami. Kiedy zwycięska armia zajęła wszystkie domostwa i zaczęła pławić się jak na arystokrację przystało, poległy lud trafił do niewoli. Nikt nie mógł liczyć na litość.
Kilka lat po tym wydarzeniu, valorianka Kestrel, córka generała Trajana, ma wybór: albo spełni marzenie ojca i zaciągnie się do armii, albo wyjdzie za mąż. Dziewczyna zdaje sobie sprawę, że i jedno, i drugie stanowi dla niej rodzaj pułapki. Pewnego dnia na targu podejmuje ryzykowną decyzję, kupując za nieprzyzwoitą cenę niewolnika, co może zaważyć na jej losie i reputacji. Kiedy wraz z czasem zaczyna poznawać mężczyznę, a także jego historię, zmienia to jej sposób widzenia świata, a co ważniejsze, sukcesy własnego narodu.
Nie są sobie przeznaczeni.
Właściwie są sobie zakazani.
Ale salony zawsze uwielbiały skandale.

Szepty za plecami, zawstydzone twarze, bogato zdobione suknie i hazard - oto świat “Pojedynku”. Gdzieś w tym wszystkim jest siedemnastoletnia Kestrel, na ramionach której spoczywają wielkie nadzieje, że pójdzie w ślady ojca. W końcu inteligencji jej nie brakuje, sprytu również nie - w tym, być może, przewyższa swoich nauczycieli. Jednak dziewczyna jest rozerwana pomiędzy tym, czego oczekują od niej bliscy, a tym, czego ona chciałaby sama dla siebie. Muzyka to całe jej życie, ale w świecie, w którym tego rodzaju sztuka przysługuje jedynie niewolnikom, wysoko postawieni arystokraci nie powinni obnosić się z zamiłowaniem do tworzenia jej. Brać to nie to samo, co dawać - Valorianie zdają się doskonale o tym wiedzieć. Kestrel wydaje się pozostawiona bez wyboru dogodnego dla siebie, bowiem wola ojca kłóci się mocno z jej własną. Czy córka generała powinna okazywać jakiekolwiek wspólne cechy z podbitymi Herrańczykami? Z pewnością nie. A już na pewno w takiej sytuacji nie powinna wywoływać skandali sugerujących, że jej serce należy do jednego z nich.

Pojedynek” okazał się w znacznej części książką naznaczoną polityką, ponieważ prawie od początku akcja powieści zmierzała właśnie w tym kierunku - działań wojennych. Główna bohaterka nie jest tak bardzo oderwana od tego świata, bo choć wydaje się kolejną księżniczką, tak naprawdę powinna wstąpić do wojska, a także jest świetnym strategiem wojennym. Przede wszystkim dziewczyna ma głowę na karku - potrafi myśleć, a decyzje, które podejmuje zazwyczaj wydają się stosowne i zasługujące na aprobatę. Podoba mi się, że to odróżnia ją w dużym stopniu od większości bohaterek młodzieżowych, szczególnie jeśli przypatrzymy się dystopiom. Świat “Pojedynku” jest stylizowany na dawne wieki, dlatego wszechobecna wojna wydaje się tu jak najbardziej rzeczywista. Bohaterowie powieści uczą się, że każde działanie ma drugie dno, a także swoje konsekwencje - szczególnie, kiedy ceną jest przelew krwi. W Kestrel, choć bohaterka do końca powieści trzyma głowę wysoko, jak na arystokratkę przystało, zachodzi subtelna zmiana. Dziewczyna od początku rozumiała wiele, lecz na końcu rozumie znacznie więcej.

Świat powieści jest bardzo barwny i warty uwagi. Te wszystkie piękne suknie… Przez chwilę czułam się, jakbym znowu była małą dziewczynką, chcącą w przyszłości zostać księżniczką. Oczywiście nie oznacza to, że jest to świat banalny - do takiego bardzo mu daleko - a bohaterowie zajmują się tylko jednym - choć bale to nieodłączna część powieści. Kiedy akcja zaczyna się rozkręcać, a do gry wchodzą nowe intrygi, spiski i zdrady, możemy mieć jedynie nadzieję na w miarę spokojny koniec. W tym miejscu Marie Rutkowski również nie rozczarowuje; słowem, mam nadzieję, że dostanę kontynuację szybko.

Nie mam do czego się przyczepić - lektura “Pojedynku” pochłonęła mnie na długie godziny i oczarowała swoją złożonością. To świetna mieszanka salonowych skandali, wielkopanieńskiego życia kontrastującego z niewolnictwem, intryg wojennych i pojedynków na szable, a także subtelnego romansu z gorzką nutą. Jeśli chodzi o to ostanie, jest to urzekająca historia miłosna, ale nie da się odczuć, żeby było go za dużo. Lub za mało. Autorka stanęła na wysokości zadania i idealnie wyważyła jego proporcje.

Jedynym minusem są jedynie bohaterowie drugoplanowi. Niestety, ale wszystkie sceny z ich udziałem odczuwałam jako zbędne. Były to postacie dosyć papierowe, a ich obecność wydawała się nieistotna i dla Kestrel, i dla czytelnika. Mam nadzieję, że w drugim tomie wypadnie to znacznie lepiej, i bohaterowie będą mieli swój własny udział w fabule. Nie był to minus, który popsuł mi ocenę powieści, niemniej jednak rzucał się w oczy.

Zdecydowanie polecam “Pojedynek”... sama nie wiem komu. Wydaje mi się, że to taka mieszanka, która może zainteresować wielu odbiorców - i poszukiwaczy intryg, i historii naznaczonych dawnymi czasami, i romansów. Jedynie fantastyki tu nie ma, ale jako że nie jestem jej fanką, nie narzekam. “Pojedynek” to jedna z najlepszych powieści młodzieżowych, jakie czytałam. Cieszę się, że jest to pierwszy tom trylogii - tyle stron do przeczytania! - i jednocześnie obawiam się - co jeśli autorka nie dorówna poziomem pozostałych tomów do poprzeczki, którą postawiła przy pierwszym? Jestem jednak pewna, że nie mogę się doczekać kontynuacji.

Julia
Seria Niezwyciężona
Pojedynek | Zdrada | The winner's kiss


Marie Rutkowski, Pojedynek, Wydawnictwo Feeria Young, 2015, stron: 384

niedziela, 29 listopada 2015

„Co, jeśli” – Rebecca Donovan



Cal, Richelle, Rae i Nicole stanowili w dzieciństwie zgraną paczkę przyjaciół, jednak czasy, w których czwórka najlepszych przyjaciół  radośnie bawiła się razem, przeminęły i nigdy nie wrócą. Wraz z dorastaniem wszystko się zmieniło, Richelle się wyprowadziła,  Nicole zmieniła się nie do poznania i w końcu zniknęła, rozrywając szczęśliwą paczkę.  Pomimo tego rozłamu Cal stale wraca myślami do szczęśliwych momentów dzieciństwa i do tej jedynej dziewczyny, którą kiedykolwiek pokochał i jedynej, którą stracił. 

  
Gdy już prawie porzuca nadzieję odnalezienie Nicole, spotyka  jej sobowtóra w kawiarni oddalonej setki kilometrów od miejsca, w którym powinna przebywać.  Czy to ona? Cal jest zdezorientowany, dziewczyna wygląda jak ONA, ale nie zachowuje się tak samo. Nicole była nieśmiałą, skupioną na spełnianiu oczekiwań innych dziewczynką, a Nyelle wydaję się być jej totalnym przeciwieństwem.  Chłopak nie daje jednak za wygraną i  postanawia poznać się z nią jeszcze raz.  Rozpoczyna tym samym najdziwniejszy okres w swoim życiu.

sobota, 2 maja 2015

"Biorąc oddech" - Rebecca Donovan

Biorąc oddech” to trzeci i zarazem ostatni tom serii Oddechy R. Donovan (recenzje wcześniejszych tomów znajdziesz tu i tu) Jednak między pierwszymi dwoma a ostatnim tomem tego cyklu zauważyłam bardzo dużą przepaść. Nie tylko czasową, ale także jakościową, niestety. W dwóch pierwszych częściach cyklu ze zniecierpliwieniem czekałam na zakończenie, czego nie mogę już powiedzieć o ostatniej części. Mimo obiecywanego wielkiego zwieńczenia trylogii nie doczekałam się tego.


Zaczynając czytać, spodziewałam się kontynuacji wydarzeń z poprzednich części, jakie więc było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jedyną postacią, która występowała w poprzednich tomach, była sama narratorka, a od wydarzeń opisanych w tomie drugim minęły już dwa lata! Trudno mi nawet przedstawić zarys fabuły, bo książka w dużej mierze była pozbawiona ciągu wydarzeń połączonych nicią przyczyna-skutek. Główna bohaterka, Emma, zrywa ze swym wcześniejszym życiem i wyjeżdża do college’u w Kalifornii, by zacząć wszystko od nowa. Tylko czy można uciec przed demonami przeszłości, czy można uwolnić się o przeszłości, zwłaszcza jeśli naznaczona jest tyloma traumatycznymi przeżyciami?

poniedziałek, 26 stycznia 2015

„Oddychając z trudem” – Rebecca Donovan



Akcja drugiego tomu trylogii „Oddechy” rozpoczyna się pół roku po straszliwym wypadku zmieniającym nie do poznania życie Emilii. Jej serce przestało bić, oddech zamarł, by później powrócić z trudem, rozpoczynając nowy etap w życiu dziewczyny - bez wujostwa, kuzynów, bez bólu i strachu. Wszystko znika, pozostawiając blizny bez wspomnień, które pojawiają się jedynie w sennych koszmarach  nawiedzających naszą bohaterkę  co noc.

Wszystko w życiu Emilii zaczyna się układać. Jest w szczęśliwym związku z Evanem, dostaje się do prestiżowego college’u, uzyskuje stypendium sportowe, a jej drużyna koszykówki wygrywa prawie każdy mecz. Przeprowadza się do Sary, gdzie chce doczekać się upragnionego wyjazdu na studia. Nagle i właściwie bez przyczyny wpada na „genialny” pomysł wyprowadzki do swojej zmagającej się z alkoholizmem matki, wierząc, że kobieta, która porzuciła ją z rzeczami w czarnym worku na śmieci u drzwi wujostwa, zmieniła się. Zapewniam Was - jeśli się zmieniła, to tylko na gorsze.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

„Zac & Mia” - A.J. Betts



Wszystko zaczęło się od Gagi. Lady Gagi. Zac, tytułowy bohater, leży od miesiąca w izolatce po przeszczepie szpiku. Dawca pochodzi z Niemiec, więc Zac zyskuje zabawny przydomek Helga, w końcu teraz ma niemiecką krew, jest do szpiku (dosłownie) niemiecki. Każdy jego dzień wygląda tak samo – do bólu nudno. Wszystko zmienia się, gdy do pokoju obok trafia nowa pacjentka, tytułowa Mia, z miejsca zakłócając spokój szpitalnego oddziału. Bo ileż razy w kółko można odtwarzać ten sam kawałek Lady Gagi i to w dodatku na cały regulator?
Pięć? Dziesięć? Piętnaście? Zac doliczył chyba do dwudziestu i dał sobie spokój. W każdym razie to był dość niefortunny początek znajomości tych dwojga, znajomości, która przerodzi się w coś więcej. Nie, nie bójcie się – nie będzie tu mdławej historyjki miłosnej, przy której dziewczyny będę co chwilę ocierały łzy, a chłopcy z politowaniem przewracać oczami.

sobota, 13 grudnia 2014

„Powód by oddychać” – Rebecca Donovan



16-letnia Emma ma w życiu pod górę. Po śmierci ojca i porzuceniu przez matkę alkoholiczkę mieszka z ciotką i z wujem. Codziennie bita pod byle pretekstem i obrzucana obelgami, stara ukryć się swoje rany pod długimi rękawami, chodzi bowiem do szkoły w zamożnym miasteczku gdzieś w Connecticut. Liczy, że wyśmienite stopnie i doskonałe wyniki sportowe pozwolą jej się wyrwać z domowego piekła.  Jej jedyną przyjaciółką jest Sara, ale kiedy w jej życie wkracza Evan, nowy uczeń, dotychczas poukładany świat Emmy staje do góry nogami. A to dla Emmy nie oznacza nic dobrego.

Tytuł ,,Powód by oddychać" można interpretować na dwa sposoby ze względu na częste użycie w książce słowa ,, oddech": Po pierwsze, nasza bohaterka znajduje miłość (oto tytułowy powód) po latach cierpienia, co pozwala jej przeżyć bolesne chwile, mówiąc kolokwialnie - nadal oddychać. Po drugie,  Emma, ze względu na swoją okrutną ciotkę, nie potrafi ostatecznie zatracić się w miłości, musi do końca utrzymywać się przy zmysłach,  w pełni świadomości. Nie potrafię wybrać lepszej interpretacji.