Jo
se myśloła, ze wrescie piykne bajanie bedzie. I to syćko prowda jest, bo
„Śleboda” to naprowde barz śwarny kryminał! Kruca fuks (w tym miejscu
przełączam się jednak na język ogólnopolski)
– to były dwa najdłużej pisane przeze mnie zdania i jako ceperka nie gwarantuję, ile prawdziwej
gwary podhalańskiej się w nich znalazło. Ne mogłam się jednak powstrzymać, bo
dziś moje bajanie - recenzowanie dotyczyć będzie kryminału spod samiuśkich Tater
i to kryminału nie byle jakiego, bo naprawdę świetnie napisanego i
wciągającego od pierwszych stron. A zatem bedym teroz opowiadoła, jak to z tom
„Ślebodą" jest – cystom prowde będę godoła, bo po co śklić?
Zapraszam
na (niebezpieczną) wyprawę do podhalańskiego Murzasichla! Hej!