Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pani eM.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pani eM.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 października 2015

Ścieżki Północy” - Richard Flanagan



„Można zamknąć koszmar w książce, jeśli nada mu się formę i znaczenie, w prawdziwym życiu koszmar nie ma jednak formy ani znaczenia. On po prostu jest. A kiedy króluje koszmar, to jest tak, jak gdyby na całym świecie nie było nic oprócz tego.” (s. 33)

W 1942 roku Japonia rozpoczęła realizację morderczego projektu, który miał jej ułatwić okupację  Birmy i prowadzenie działań wojennych - budowę Kolei Birmańskiej, która miała liczyć ponad czterysta kilometrów i łączyć miasta Bangkok (Tajlandia) i Rangun (Birma). Projekt zdawałoby się niewykonalny ze względu na ukształtowanie terenu i warunki naturalne.  Dlatego też budowa trasy pochłonęła ponad sto tysięcy ludzkich istnień, w tym jeńców wojennych. Nie dziwi więc nazwa, pod jaką funkcjonuje ta trasa – Kolej Śmierci. Bo rzeczywiście – kiedy w 1943 roku po raz pierwszy otwarto wreszcie tę trasę, widokiem, jaki towarzyszył podróżnym, były rabaty ludzkich szkieletów. W takim samym bowiem  stopniu jak drzewa tekowe czy żelazne szyny budulcem pod drogę kolejową byli sami jeńcy.

środa, 21 października 2015

„Facecje” – Patryk Bryliński, Maciej Kaczyński



Na początku było pytanie: „co by było, gdyby…”. Gdyby Mickiewicz, Bonaparte, Romeo i Julia, inne postacie fikcyjne tudzież historyczne – politycy, przywódcy, naukowcy, artyści – mieli dostęp do tych środków komunikacji, którymi dysponujemy współcześnie. Gdyby Mickiewicz mógł publikować posty na facebooku, Romeo esemesować z Julią,  Ariadna pomagać Tezeuszowi za pomocą google maps,  a Filippides mierzyć trasę swego biegu za pomocą aplikacji Andremondo…;)

Wynikiem takiego absurdalnego gdybania są właśnie „Facecje”.  Historyjki, o których sami autorzy mówią we wstępie, że powstawały dla frajdy wymyślania sytuacji, w których znane postacie umieszczać się będzie w zupełnie nowym dla nich kontekście – kontekście mediów społecznościowych. Czyta się to i ogląda również z nie mniejszą frajdą, bo to pozycja zabawna i prześmiewcza zarazem. Choć opinie o niej bywają bardzo różne. Pozwolę sobie przytoczyć kilka, bo rzucą one nieco światła na to, czego po książce można się spodziewać: Strata czasu – twierdzi Proust, Marcel zresztą.  Strata kasy – w opinii niejakiego Rockeffelera, tego od kasy jak miodu.  Wolałbym się nie wypowiadać – to z kolei ten czyścioszek, co ręce umywał, Poncjusz Piłat. Czujecie już ten klimat?  Absurd, dowcip, kpina, ale również erudycja i intelektualna przygoda.

Czego my tutaj nie mamy? „Facecje”, mimo że w swoje formie na wskroś współczesne, nazwę gatunkową zaczerpnęły od staropolskiego, krótkiego utworu o żartobliwym charakterze (choć pewnie to face jak w facebooku nie było bez znaczenia). I rzeczywiście z żartem i zabawą mamy tu w dużym stopniu do czynienia. Żart ten jednak nie przybiera szaty rymowanej fraszki ani krótkiego opowiadania, ale tego, co dla współczesnej narracji najbardziej charakterystyczne: są więc posty, memy, esemesy. A zatem na facebooku Maria umieszcza post z informacją o narodzinach synka Jezuska, Bracia Lumiere wjeżdżają na Youtube’a, Kopernik wrzuca fotki Ziemi, Galileusz lajkuje, Inkwizycja hejtuje. Jest moc. I zabawa.

środa, 2 września 2015

Przedpremierowo: „Poza sezonem” – Jørn Lier Horst



„Poza sezonem” ukazuje się na polskim rynku jako trzeci tom kryminalnej serii. Wielbiciele kryminału mieli więc już okazję poznać samego autora i głównych bohaterów samego cyklu: Williama Wistinga i jego córkę Line, odpowiednio gliniarza i dziennikarkę śledczą. Dla przypomnienia zachęcamy zajrzeć do recenzji „Psów gończych”. Jørn Lier Horst nie bez przyczyny od jakiegoś czasu skutecznie konkuruje z Jø Nesbo, kryminalnym wyjadaczem, na listach bestsellerów.  Co ma do zaoferowania czytelnikom Jørn Lier Horst jako pisarz?

Akcja trzeciego tomu przenosi nas w jesienny, spowity gęstą mgłą nadmorski krajobraz miejscowości Stavern. W jednym z domów letniskowych nad morzem odnaleziono zwłoki pobitego na śmierć mężczyzny, okoliczne domki zostały splądrowane. Od samego początku śledztwa widać jednak, że motyw rabunkowy to nie wszystko, że za śmiercią mężczyzny stoją zgoła inne motywy. Tym bardziej, że nie będzie to ostatni znaleziony trup. Śledztwo zaprowadzi Williama Westinga aż do krajów Europy Środkowej i Wschodniej, a sytuacja niebezpiecznie skomplikuje się, gdy w jednym z domków letniskowych na skraju fiordu zamieszka córka Westinga – Line, tam szukająca ucieczki po nieudanym związku. I co z tym wszystkim mają wspólnego martwe ptaki spadające z nieba w ilościach hurtowych?

niedziela, 23 sierpnia 2015

„Amerykaana” – Chimamanda Ngozi Adichie



Coraz częściej odnoszę wrażenie, że w zalewie literatury popularnej, często nachalnie zresztą promowanej przez  wydawców i media, prawdziwie dobra książka ginie – jest niezauważalna i trudno o niej usłyszeć. „Amerykaana” jest tego najlepszym przykładem. Mam bowiem wrażenie, że w Polsce „Amerykaana” podzieliła los wielu książek przestawiających naprawdę wielką wartość literacką, a książek, o których niewielu słyszało. Szkoda. Sama zresztą o tej powieści, nagrodzonej w 2014 National Book Critics Circle Award, jednej z dziesięciu najlepszych powieści 2014 roku wg The New York Timesa i ponoć jednej z najważniejszych powieści XXI wieku dowiedziałam się zupełnie przypadkiem. Jestem wdzięczna za to zrządzenie losu, bo dzięki temu w moje ręce trafiła powieść znakomita pod każdym względem.


„Amerykaana” to historia o nigeryjskich emigrantach żyjących w Stanach Zjednoczonych (częściowo też w Wielkiej Brytanii), zmagających się z wykluczeniem, społecznymi podziałami, rasizmem, emigrantów próbujących zbudować nowe, lepsze życie z dala od ojczyzny, wszak Ameryka nie tylko Polakom kojarzy się z krainą mlekiem i miodem płynącą, krajem tysiąca możliwości i szans. „Amerykaana” to powieść wypływająca z przeżyć, doświadczeń i obserwacji samej autorki, która dorastała w Nigerii, a swoje dorosłe życie dzieli między rodzinne strony w Afryce i Stany Zjednoczone, gdzie studiuje i pracuje. Temat, który podejmuje w swojej powieści, nie jest więc tylko efektem pracy wyobraźni, ale przede wszystkim głęboko i dokładnie zbadanym obszarem, a ta wnikliwość i celność obserwacji przekłada się na wartość całej książki.

sobota, 15 sierpnia 2015

„Cud chłopak” – R. J. Palacio



Wyobraź sobie, drogi Czytelniku, że jesteś takimi dziwolągiem, na widok którego inni wydają okrzyk przerażenia, drudzy odwracają głowę z wyrazem obrzydzenia wymalowanym na twarzy, jeszcze inni obrzucają niewybrednymi epitetami typu: ork, Gollum, małpolud itp. Nie dają Ci szansy na poznanie, zrozumienie, przyjaźń. Nie wiedzą, że jesteś inteligentny, wrażliwy, dowcipny, a o Gwiezdnych wojnach wiesz niemal wszystko. Nie wiedzą i nie chcą wiedzieć, bo jesteś INNY i budzisz w nich tylko strach, przerażenie, wstręt. Twoja inność zapisana jest w Twojej twarzy zdeformowanej przez jeden zmutowany gen. Ale w środku jesteś przecież taki sam: kochasz, cierpisz, masz marzenia, pasje. Ludzie nie dają Ci jednak szansy pokazać tego „w środku”, bo oceniwszy po wyglądzie, odwracają się  od Ciebie. Przerażająca perspektywa, prawda? O tym właśnie zmaganiu z innością traktuje książka R.J. Palacio i choć „Cud chłopak” jest fikcją literacką, to losy głównego bohatera – Augusta – nie są znowu takie oderwane od rzeczywistości i takich cud chłopaków, takie cud dziewczyny możemy spotkać wokół nas.


August - tytułowy bohater powieści – to chłopiec, którego życie nie oszczędziło: „nie powiem wam, jak wyglądam. Cokolwiek sobie wyobrażacie, w rzeczywistości jest pewnie gorzej” – mówi sam o sobie. Miał niesamowitego pecha. Jeden zmutowany gen zdeformował mu twarz w niewyobrażalny sposób – przypadek jeden na cztery miliony. Trzeba być naprawę pechowcem, żeby być tym jednym przypadkiem na tyle milionów. Pojawienie się Augusta w miejscu publicznym budzi zawsze sensację – obstrzał dziesiątek zaciekawionych/przerażonych/ zniesmaczonych oczu. Kochający rodzice i równie oddana siostra jak mogą starają się Augustowi oszczędzić przykrości, ale przecież nie mogą do końca życia chronić go pod szklanym kloszem. Kiedyś będzie musiał stawić czoła rzeczywistości i zmierzyć się z nią. To kiedyś nadchodzi w momencie, gdy rodzice postanawiają posłać Augusta do publicznej szkoły (wcześniej uczył się w domu ). Dla Augusta sytuacja potrójnie stresująca: po raz pierwszy pójdzie do szkoły, rodziców nie będzie w pobliżu, bo otworzyć w razie potrzeby parasol ochronny, wygląda jak wygląda. „Cud chłopak” to historia tego pierwszego roku, który August spędził w szkole. I będzie to trudny rok, bo chłopiec będzie musiał się zmierzyć z wykluczeniem, okrucieństwem rówieśników (wiadomo, dzieciaki naprawdę potrafią być okrutne), ich podłością, ale czy tylko? Jednak okrutni bywają też dorośli, bo co powiedzieć o matce jednego z uczniów, która klasowe zdjęcie obrabia w photoshopie tak, by wyciąć z niego zdeformowaną twarz Augusta? Cóż się później dziwić negatywnej, wrogiej postawie młodego człowieka – skądś te wzorce czerpie, prawda?

czwartek, 16 lipca 2015

„I góry odpowiedziały echem” – Khaled Hosseini

Khaled Hosseini, pisarz afgańskiego pochodzenia,  zadebiutował w 2003 znakomitą powieścią „Chłopiec z latawcem”, już na starcie swej pisarskiej przygody zawieszając sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Jego druga powieść „Tysiąc wspaniałych słońc” – spotkała się z równie entuzjastycznym przyjęciem przez czytelników na całym świecie.  Na trzecią historię, dla której po raz kolejny tłem jest panorama targanego konfliktami Afganistanu, kazał sobie czekać sześć lat. Czy w książce „I góry odpowiedziały echem” udało się Hosseiniemu utrzymać poziom swoich poprzednich powieści?


Zaczyna się pięknie – wzruszającą opowieścią snutą przez ojca swoim małym dzieciom, opowieścią o poświęceniu, ofierze, tęsknocie. I jest to swego rodzaju preludium, klucz interpretacyjny do historii opowiedzianej w „I góry opowiedziały echem”. Ta dwójka rodzeństwa to Abdullah i jego młodsza siostra Pari. 10-letni  chłopiec jest dla swej młodszej o siedem lat siostry niczym ojciec – kocha ją bezwarunkowo i jest w stanie na największe poświęcenie dla niej – aby zdobyć dla siostry wymarzony prezent, odda jedyną parę swoich butów. Rodzinie wiedzie się zresztą naprawdę źle – żyją w małej wiosce Szadbagh, ojciec wiecznie szuka pracy, a macocha niekoniecznie jest w stanie zastąpić dzieciom matkę. Doświadczają takiej nędzy, że zdesperowany ojciec decyduje się pewnego dnia na dramatyczny krok, który doprowadzi do rozdzielenie kochającego się rodzeństwa. Ta decyzja odciśnie piętno na dalszym życiu obojga bohaterów. 

poniedziałek, 6 lipca 2015

Na noże # 4: Książka vs Książka - Sophie Hannah ("Inicjały zbrodni" ) vs Sophie Hannah ("Błąd w zeznaniach")




W pojedynku #NaNoże pod lupę weźmiemy dwie powieści świetnej brytyjskiej autorki – Sophie Hannah. W jednej – „Inicjałach zbrodni” – autorka wskrzesza postać kultowego detektywa Herkulesa Poirota, kontynuując dzieło Agathy Christie. Druga powieść – „Błąd w zeznaniach” – to od początku do końca jej własne pisarskie dziecko. 


„Inicjały zbrodni”

Londyn. Lata 20. XX wieku. Błogi spokój odpoczywającego w kafeterii Pleasant’s Poirota zakłóca tajemnicza młoda kobieta, która informuje Belga o grożącym jej niebezpieczeństwie – przypuszcza, że zostanie zamordowana, ale jednocześnie uważa, że zabójca nie powinien być ścigany, gdyż jej śmierci wyrówna dawne rachunki. Tego samego wieczoru w modnym hotelu Bloxham zamordowano trzech gości hotelowych, dwie kobiety i mężczyznę. Scena zbrodni w każdym z hotelowych pokoi wygląda identycznie, a dodatkowo w ustach każdego z zamordowanych śledczy odnajdują spinki do mankietów z monogramem PIJ. Wszystko wskazuje na to, że to nie koniec ofiar.  Detektywowi Scotland Yardu, Edwardowi Catchpoolowi, w rozwiązaniu tej niezwykle skomplikowanej sprawy pomagać będzie oczywiście niezastąpiony Poirot. Co łączy te trzy morderstwa z tajemniczą kobietą z kafeterii? Czy śledczym uda się zapobiec kolejnej makabrycznej zbrodni? Dokąd śledczych zaprowadzą kolejne poszlaki?

„Nie chciałam ani udawać Christie, ani jej poprawiać. Inicjały zbrodni to książka pisana moją ręką” – twierdzi Sophie Hannah. Nie sposób jednak oceniać tego kryminału bez zestawienia z twórczością królowej kryminału i nie sposób nie porównywać Herculesa Poirota stworzonego przez Christie z tym wskrzeszonym przez Hannah. Od tego zatem zacznę. Poirot to już ikona. Detektyw genialny, ekscentryczny pedant, wielbiciel logiki, często arogancki i zarozumiały, ale przede wszystkim diablo skuteczny. I taki też jest w kryminale Sophie Hannah. To znaczy w jej kryminale jest chyba aż nadto taki, bo niestety Sophie Hannah tak mocno zaakcentowała pewne cechy osobowości Poirota, że uczyniła detektywa postacią momentami mocno irytującą. Cóż, aż żal się robiło biednego detektywa ze Scotland Yardu, gdy po raz enty Poirot stawiał go w obliczu faktu: Wiem, ale nie powiem. Sam się domyśl, jeśliś na tyle inteligentny. O ile więc u Christie Poirota mimo jego trudnego charakteru da się polubić, a tyle u Hannah trzeba już mocno zacisnąć zęby, aby się nie zniechęcić.

Mocną stroną powieści jest natomiast sama zagadka kryminalna – nieoczywista, zagmatwana na tyle, by sam czytelnik gubił się w tej układance różnych faktów, relacji, motywów,  poszlak. Mamy to, do czego przyzwyczaiła nas sama Christie: makabryczną zbrodnię, morderców kierujących się dość przyziemnymi motywami, morderców – ludzi dość zwyczajnych i przeciętnych, a kierujących się namiętnościami, fabułę opartą w dużej mierze na przesłuchaniach grona podejrzanych. Ale znów mamy tego aż nadto… Mam wrażenie, że Hannah, goniąc cień geniuszu Christie, naprawdę przekombinowała, a to odbija się na czytelniku, który w pewnym momencie może naprawdę pogubić się w tej układance.

Mimo tych niedoskonałości „Inicjały zbrodni” są kryminałem, nad którym warto się pochylić, bo jest to jednak powieść, nad którą unosi się duch tych starych, dobrych kryminałów spod znaku Agathy Christie właśnie. Sophie Hannah natomiast gwarantuje nam niezłą rozrywkę na całkiem przyzwoitym poziomie. 


„Błąd w zeznaniach”

XXI wiek. Miasteczko Spilling, nieopodal Londynu. W jednym z typowych wiktoriańskich domów znaleziono zwłoki mężczyzny. Ofiara to Damon Blundy – kontrowersyjny dziennikarz, który dał się poznać czytelnikom jako autor bardzo zjadliwych felietonów, a to już na początku sprawia, że grono podejrzanych jest ogromne i z każdą chwilą będzie się tylko powiększać. Blundy z zamiłowaniem bowiem mieszał wszystkich z błotem, niejednokrotnie rujnując bohaterom swoich tekstów życie. Zagadkowy jest też sposób zabójstwa: Blundy’ego uduszono bowiem… nożem. Tak, nożem. A na ścianie umieszczono zagadkowy napis: „ Jest nie mniej martwy” … Hmm… Aż się prosi o pytanie: Nie mnie martwy niż kto? Jedynym tropem okazuje się srebrne audi, które krążyło w okolicach domu Blundy’ego, a którego właścicielką okazuje się niejaka Nicki Clements – matka dwójki dzieci, żona, gospodyni domowa mieszkająca nieopodal posiadłości dziennikarza. Nicki to nie tylko typowa gospodyni domowa, ale przede wszystkim notoryczna kłamczucha, która ma własne niekoniecznie małe sekrety i lepiej dla niej, żeby nigdy nie ujrzały one światła dziennego. Niestety – z powodu kłopotów z bocznym lusterkiem zostaje uwikłana w sprawę zabójstwa Damona Blundy’ego… Czy słusznie?

Jak to się czytało! „Błąd w zeznaniach” to naprawdę wysmakowany kryminał i  thriller psychologiczny w jednym! To powieść wielowymiarowa, prowadzona z różnych punktów widzenia: mamy pierwszoosobową narrację Nicki Clements, mamy zobiektywizowany opis śledztwa w sprawie morderstwa, mamy zapis wirtualnych spotkań, mamy w końcu w treść wplecione felietony Damona Blundy’ego – świetne zresztą, tyleż zjadliwe, co inteligentne i błyskotliwe, obnażające obłudę wyszydzanych w nich person.  Smakowity kąsek! Świetnie Sophie Hannah portretuje swoich bohaterów, nie są to postacie papierowe, dobre albo złe. Są to bohaterowie wielowymiarowi, z krwi i kości, ze swoimi namiętnościami, problemami, sekretami.

Jest to powieść na wskroś współczesna, bardzo mocno we współczesności osadzona, ale jednak wyczuwa się w niej ducha Agathy Christie – przynajmniej w tych partiach poświęconych śledztwu. Drogą do poznania prawdy są bowiem rozmowy, przesłuchania potencjalnych podejrzanych bądź świadków.  

„Błąd w zeznaniach” to powieść znakomita pod każdym względem. Zaskakuje fabularnym rozwiązaniami i zwrotami akcji. Czyta się fantastycznie. Ta powieść to dowód, że Sophie Hannah jest naprawdę znakomitą autorką, która potrafi w misterny sposób, ale ze smakiem jednocześnie  konstruować intrygę fabularną. „Błąd w zeznaniach” -  koniecznie do pożarcia!

pani eM.



„Inicjały zbrodni” kontra „Błąd w zeznaniach”       
 0:1



Za książkę „Inicjały zbrodni” dziękujemy



niedziela, 28 czerwca 2015

„Znalezione nie kradzione” – Stephen King



"Dobry pisarz nie prowadzi swoich bohaterów, ale idzie za nimi. Dobry pisarz nie tworzy wydarzeń, ale obserwuje ich przebieg, a potem opisuje, co zobaczył. Dobry pisarz rozumie, że jest sekretarzem, a nie Bogiem".


Nie jestem wielbicielką Kinga, nie jest on dla mnie żadnym literackim mistrzem ani królem. Nie oczekiwałam więc po jego najnowszej prozie niczego szczególnego, a sięgnęłam tylko i wyłącznie z powodu tematu, który dla każdego książkożercy jest chyba atrakcyjny:  fascynacja literaturą. I szczerze powiedziawszy, spodziewałam się trochę odgrzewanego dania: w końcu obszary te były już przez Kinga eksplorowane w „Misery” (chyba jednak ekranizacja lepsza niż literacki pierwowzór).

Tymczasem dostałam historię, którą po prostu pożarłam, w której się rozsmakowałam i którą z  czystym sumieniem mogę polecić innym. To pierwszy King, który tak po prostu spodobał mi się (no, okay – przyznaję, że też nie jestem wielką specjalistką od jego prozy, rzadko po niego sięgam): mamy tutaj elektryzująca, trzymającą w napięciu historię, która początkowo rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych: w 1978 roku i około 2010 roku, i której bohaterami jest dwóch wielkich pasjonatów literatury - cała historia zmierza do spotkania tych dwóch bohaterów w ostatniej części, nie bez powodu zatytułowanej „Piotruś i wilk”.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

#7DeadlySinsBookTAG



Podjąwszy rękawicę rzuconą przez Karolinę z bloga tanayahczyta (to za R.M.? ;) ), prezentuję pierwszy – tak grzeszny, że aż apetyczny TAG :)

Greed, czyli chciwość  
Najdroższa i najtańsza książka, jaką posiadasz w swojej biblioteczce.

Przewrotnie napiszę, że wszystkie książki są mi drogie, choć jedne mniej, drugie bardziej. Napiszę o tych z gatunku „bardziej”:  „Tatry. Fotografie Tatr i Zakopanego 1859-1914” – jako że to wydanie albumowe, to już czyni to opasłe tomiszcze z całą pewnością drogim, poza tym  album to prezent od przyjaciółki, z którą eksplorowałyśmy tatrzańskie szlaki – to czyni ten album bezcennym. Po trzecie – kocham Tatry… Kocham, kocham, kocham… A ten album pozwala mi poczuć ich cząstkę w nizinnym Wrocławiu w każdej chwili. Tak drogie, że aż bezcenne. :) A skoro już o górach mowa, dorzucę „Listy do żony” Witkacego – jedynego i niepowtarzalnego wariata z Krupówek. A skoro wywołałam temat Witkacego, to muszę, muszę wspomnieć świetną książkę o nim - „Witkacego portret wielokrotny” Janusza Deglera (cudownego wykładowcy z wrocławskiej polonistyki)… I tak na zasadzie łańcucha przyczynowo-skutkowego mogłabym wyliczać w nieskończoność, przechodząc od półki do półki w swojej biblioteczce. ;)



Wrath, czyli gniew
Z którym autorem/autorką łączy cię skomplikowana relacja – czyli książka, którą kochasz i nienawidzisz jednocześnie
.


Khaled Hosseini – uwielbiam jego powieści, to pisarz kompletny: opowiada piękne historie w piękny sposób, a dodatkowo dzięki niemu mogę zrozumieć ludzi, poznać kulturę i obyczajowość  Bliskiego Wschodu lepiej niż z niejednego reportażu czy telewizyjnej relacji. „Chłopca z latawcem”, „Tysiąc wspaniałych słońc”, „I góry odpowiedziały echem” to powieści, które polecam bez wahania. Ale to też powieści, które rozrywają serce na tysiące małych kawałków.  Nie nienawidzę ich, ale wzbudzają we mnie  GNIEW na niesprawiedliwość świata i okrucieństwo ludzi, którzy zamiast „współkochać, często przyszli współnienawidzić”.


Gluttony, czyli obżarstwo
Jaką książkę możesz czytać w kółko i w kółko, nie wstydząc się tego?

Nie, nie, nie  – nie wracam raczej do świata, który już poznałam i raz eksplorowałam. Jedyny wyjątek (poza lekturami – ale to z musu, nie dla przyjemności) uczyniłam dla dwóch swoich ulubionych książek z dzieciństwa: „Braci Lwie Serce” i „Ronji, córki zbójnika” – ale chyba bardziej z sentymentu do czasów dzieciństwa niż z powodów czysto literackich. Wolę jednak otwierać bramy do światów jeszcze niepoznanych, a zatem wolny czas inwestować w książki jeszcze nieprzeczytane – a jest ich po prostu bez liku. 



Sloth, czyli lenistwo
Której książki ze swojej biblioteczki nie przeczytałeś/-aś z lenistwa?

Jest ich wiele. Ale z największym wyrzutem od kilku miesięcy łypią na mnie z półki „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk. Nie mam żadnego alibi, bo wiem, że czeka tam na mnie wspaniała podróż przez wiele krain i  kultur, przy tym wyśmienita uczta intelektualna. Ale to takie opasłe tomisko, że ani do żadnej torebki się mi nie mieści, ani lekkie to nie jest – a że książki czytam zwykle „w biegu”, to obawiałam się zerwania mięśnia dwugłowego ramienia. ;) Zatem księgi leżą, leżą i cierpliwie na wakacje czekają. Przeczytam – obiecuję!

 Pride, czyli pycha
Jaką książkę jesteś w stanie omówić najdokładniej, w możliwie „najmądrzejszy” sposób lub tak dokładnie jak lekturę szkolną?

Z obowiązku zawodowego napiszę, że wszystkie lektury, zwłaszcza gimnazjalne. :) Od dziesięciu lat (jakoś tak będzie – z rachunku najlepsza nie jestem;) ) co roku przerabiam niemal ten sam zestaw, zatem nawet obudzona o drugiej w nocy jestem w stanie na wyrywki recytować Mickiewiczowskie ballady, „Dziady”  i inne dzieła, których nie pomnę, a które u moich uczniów wywołują często przerażenie. ;) Ale najchętniej i najwięcej mogłabym mówić o reportażach Kapuścińskiego - „Cesarzu” i „Hebanie”.  Do znudzenia – o kryminałach :) A teraz – zgodnie z grzechem nr 5 - przemówi przeze mnie pycha: poza sci—fi i Proustem podejmę się dyskutowania o każdej książce i postaram się zrobić to w mądry, wyszukany i elokwentny sposób ;)

Lust, czyli lubieżność
Jakie cechy uznajesz za najbardziej atrakcyjne u żeńskich/męskich bohaterów literackich – podaj przykład.

Lubię bohaterów, którzy są JACYŚ – bez względu na płeć. Ale jakoś szczególną słabość mam do bohaterek, dlatego tropię nietuzinkowe, niezależne,  niepokorne, inteligentne kobiety, które pisarz powołał do życia nie tylko po to, by pięknie pachniały, wyglądały i uwieszały się męskiego ramienia. Takie, które przełamują schematy. Lubię Lisabeth – to charakterna dziewczyna. Kocham Holly ze „Śniadania u Tiffany’ego” – za tę tajemniczą aurę, którą wokół siebie stworzyła. Ostatnio Szelmę z „Czarnych  skrzydeł” – za odwagę, przekorność i buńczuczność. Cudownych, niepospolitych kreacji można też szukać u Martina – Arya, no i – okay, przyznaję się – Cersei. W imię parytetów przywołam jeszcze postać damskiego fryzjera z powieści E. Menozy – żaden inny znany mi bohater nie potrafi tak jak on pakować się w kłopoty, niby lump, ale jednak błyskotliwy i inteligentny. I jak on opowiada!

 Envy, czyli zazdrość  
Jaką książkę najbardziej chciałbyś/chciałabyś dostać w prezencie?

Marzy mi się Szekspir w przekładzie Barańczaka – o  jak mi się marzy. ;) Szekspir – wiadomo, tłumaczyć nie trzeba, a Barańczak… – jak ja zazdroszczę temu znakomitemu poecie jego wrażliwości językowej i erudycji. Jeśli czytać Szekspira, to tylko w przekładzie S. Barańczaka (okay – najlepiej w oryginale, a zaraz potem w tłumaczeniu Barańczaka… chociaż ja bym sobie nawet ten oryginał na rzecz Barańczaka podarowała). Urzekły mnie też nowe wydania powieści sióstr Brontë , te z wydawnictwa MG.  I na koniec – ktoś ode mnie przed laty zgarnął Dostojewskiego (całego!) – kto? Nie pamiętam. Dlaczego? Może z zazdrości, że go miałam. Dostojewskiego bardzo cenię, dlatego chciałabym go z powrotem!

Zgodnie z zasadami powinnam teraz  nominować? Hmm...  Zapraszam do zabawy tego, komu takie zabawy w smak :)

pani eM