Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski kryminał. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 maja 2015

„Kroniki Klary Schulz. Sprawa pechowca” – Nadia Szagdaj



Młoda autorka z Wrocławia podjęła się dosyć trudnego zadania - postanowiła napisać kryminał w stylu retro, którego akcja będzie się toczyć we Wrocławiu, a raczej w Breslau, bo mamy rok 1910. A jak powszechnie wiadomo, jeśli chodzi o dokładnie tę tematykę i to miasto, to koronowanym mistrzem gatunku jest Marek Krajewski, którego przyznam, że bardzo nie lubię. Ale Nadii Szagdaj nie lubię jeszcze bardziej, a po przygodzie z Klarą Schulz chyba na stałe zniechęciłam się do kryminałów retro.


Bohaterką książki jest młoda, wyjątkowo głupia i naiwna Klara. Klara jest beznadziejnym przypadkiem - od lat marzy, by zostać policjantką, jednak miejscowa policja nie potrafi zrozumieć jej potencjału (hmm… ciekawe czemu) i zawiedziona, kipiąca nienawiścią Klara postanawia zostać detektywem na własną rękę. I całkiem przypadkiem akurat jest  świadkiem morderstwa: podczas spektaklu w operze ginie baryton i tylko nasza inteligentna pani detektyw wpada na pomysł, że to było morderstwo właśnie, a nie nieszczęśliwy wypadek (jak twierdzi niedouczona policja). Kobieta rozpoczyna więc swoje niezwykle nużące śledztwo, ale dzięki temu, że jest inteligentna ponad przeciętną, dochodzi do rozwiązania szybciej niż policja.

sobota, 18 kwietnia 2015

„Śleboda” – Małgorzata i Michał Kuźmińscy



Jo se myśloła, ze wrescie piykne bajanie bedzie. I to syćko prowda jest, bo „Śleboda” to naprowde barz śwarny kryminał! Kruca fuks (w tym miejscu przełączam się jednak na język ogólnopolski)  – to były dwa najdłużej pisane przeze mnie zdania i  jako ceperka nie gwarantuję, ile prawdziwej gwary podhalańskiej się w nich znalazło. Ne mogłam się jednak powstrzymać, bo dziś moje bajanie - recenzowanie dotyczyć będzie kryminału spod samiuśkich Tater i to kryminału nie byle jakiego, bo naprawdę świetnie napisanego i wciągającego od pierwszych stron. A zatem bedym teroz opowiadoła, jak to z tom „Ślebodą" jest – cystom prowde będę godoła, bo po co śklić?

 Zapraszam na (niebezpieczną) wyprawę do podhalańskiego Murzasichla! Hej!

wtorek, 24 marca 2015

,,Ziarno prawdy" - Zygmunt Miłoszewski



Pod koniec stycznia bieżącego roku do polskich kin trafił film zatytułowany „Ziarno prawdy” – ekranizacja powieści popularnego w ostatnim czasie autora kryminałów, Zygmunta Miłoszewskiego. Sam film cieszył się wielkim zainteresowaniem, a reżysera porównywano nawet do samego Finchera. I właśnie to spowodowało, że postanowiłem bliżej przyjrzeć się powieściom wychodzącym spod pióra Miłoszewskiego. „Ziarno prawdy” to moje pierwsze spotkanie z pisarzem, toteż kompletnie nie wiedziałem, czego się spodziewać. „Ziarno prawdy” jest to jednocześnie druga część trylogii kryminalnej, którą łączy postać głównego bohatera.

Podobnie jak w pierwszej części, głównym bohaterem jest tutaj prokurator Teodor Szacki. Po rozstaniu z żoną przenosi się do Sandomierza, miasta, które dotąd kojarzyło mu się głównie z przesadną religijnością i ojcem Mateuszem. Ale Sandomierz Miłoszewskiego jest zupełnie inny – w niczym nie przypomina tego z kolorowych pocztówek czy popularnego serialu. Miłoszewskiemu udało się bowiem stworzyć miejsce mroczne, niepokojące, chwilami odstraszające brzydotą. Tworzy to klimat niczym ze skandynawskiego kryminału. Sam prokurator nie odnajduje się najlepiej w nowym miejscu, w którym każdy zna każdego i wszyscy wzajemnie się obmawiają. Nie najlepiej dogaduje się z nowymi znajomymi z pracy i zaczyna popadać w stan jakiegoś odrętwienia. Nie pomaga fakt, że w Sandomierzu nic się nie dzieje, nie ma żadnych spektakularnych przestępstw, dzięki którym Szacki mógłby brylować jako znakomity śledczy. Nie ma się więc co dziwić jego radości, gdy tuż przed Wielkanocą znalezione zostaje zmasakrowane ciało kobiety, a samo śledztwo szybko okazuje się o wiele trudniejsze niż te, które Szacki prowadził wcześniej, choćby ze względu na to, że wszyscy się znają i mogą wzajemnie się kryć, dając alibi. A trup ściele się gęsto – morderca na jednej ofierze nie poprzestaje.