Niczego
nie ukrywając, przed rozpoczęciem czytania oczekiwałam od tej książce bardzo
dużo. Przeczytawszy „Dawcę”, pierwszy tom serii, szczerze ją pokochałam, bo to świetnie
wykreowany, z dbałością o każdy szczegół świat, ze wspaniałą postacią Dawcy i w
końcu, świetną postacią Jonasza - głównego bohatera. Początkowo zdziwiłam się
istnieniem kolejnego tomu, gdyż wydawało mi się, że zakończenie „Dawcy” nie
dawało szans na kontynuację, więc tym bardziej się ucieszyłam. Tytuł tylko
wzmógł mój apetyt. „Skrawki błękitu” - jak to pięknie brzmi, na pewno odwołuje
się do kolorów, a raczej ich braku w pierwszej części. Zapobiegliwie nie
czytałam opisu, chcąc uniknąć jakiegokolwiek spojlera.
Otwieram
w końcu upragnioną książkę, czytam pierwszą stronę, rozdział i… szok. Okazuje
się, że nie czytam wcale powieści o upragnionym, ukochanym Jonasie, tylko o
jakiejś dziewczynie. Przez pierwszą połowę tomu miałam nadzieję, że za chwilę
Dawca wyskoczy zza drzewa, ale niestety nic takiego nie nastąpiło.

