Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 lipca 2015

„Miasteczko Salem” – Stephen King



„Miasteczko Salem” to moje trzecie spotkanie ze Stephenem Kingiem i na pewno nie ostatnie. Tematyka jego twórczości bardzo mi się spodobała, dlatego chętnie sięgam teraz po jego książki. 68-letni pisarz jest uznawany za niekoronowanego króla literatury z gatunku horroru. Ma na swoim koncie ponad 70 książek i ponad 20 komiksów. Wiele z jego dzieł doczekało się ekranizacji, i to nie jednych. Nie trudno jest dostrzec lekkość pióra, jaką posługuje się autor oraz radość, jaką daje mu pisanie.


Książka, którą wybrałam po przeczytaniu „Carrie” i „Czterech pór roku”,  była równie dobra i ciekawa, co poprzednie. Nie należały ode do lekkich, ale absolutnie nie oznacza to, że czytało się je ciężko lub ze znudzeniem. Wręcz przeciwnie. Efekt strachu, grozy i tajemniczości towarzyszył czytelnikowi już od pierwszych stron lektury. Tak też było w przypadku „Miasteczka Salem”. Kiedy akcja przybierała tempa, serce zaczynało szybciej bić. Łatwo można było pogrążyć się we wciągającej fabule i przenieść do tamtego świata. King bardzo sprawnie tudzież racjonalnie połączył fikcję z realizmem.

środa, 10 czerwca 2015

„To, co zostało” – Jodi Picoult



Jodi Picoult to pisarka niezwykła. Każda publikowana przez nią powieść z miejsca trafia na listy bestsellerów na całym świecie. Amerykanka znalazła niezawodny przepis na sukces swoich powieści – wikła swoich bohaterów w niezwykle dramatyczne i tragiczne historie, a przy tym wybiera naprawdę trudne problemy, z jakimi każe im się mierzyć. Jej książki to gwarancja emocji i wzruszeń w naprawdę dużych dawkach.


W powieści „ To, co zostało” Jodi Picoult podejmuje temat dobrze znany w kulturze współczesnej – mierzy się z ciężarem Holocaustu, ale patrząc na zjawisko ze współczesnego punktu widzenia i opowiadając historię współczesną nam – nie wojenną.


Sage Singer to dwudziestoparolatka, która po śmierci matki uczęszcza na pewną grupę wsparcia. Ma za sobą traumatyczne przeżycia, które każą jej wieść samotniczy tryb życia. Stroni od ludzi, dlatego pracuje w piekarni – dzięki temu pracuje w nocy, dzień przesypia. Zaprzyjaźnia się jednak z pewnym dziewięćdziesięcioparolatkiem, człowiekiem uwielbianym przez lokalną społeczność, który prosi ją o dość niezwykłą przysługę. Staruszek prosi dziewczynę, by ta pomogła mu umrzeć. Zdradza jej też mrożące krew w żyłę tajemnice swojego życia. Nie jest on bowiem tym, za kogo się podaje, w przeszłości dopuścił się strasznych zbrodni – II wojna i Holocaust to słowa klucze dla jego przeszłości. Sytuacja tym bardziej dramatyczna, że Sage (choć niewierząca z założenia) ma żydowskie korzenie, a jej żyjąca jeszcze babcia Minka jest ofiarą Holocaustu, która przeżyła między innymi piekło Auschwitz.

czwartek, 2 kwietnia 2015

,,Wielki marsz" - Stephen King (Richard Bachman)



Na długo zanim Suzanne Collins wysłała Katniss i Peetę na swoje Głodowe Igrzyska, Stephen King od dawna śnił o alegorycznej wizji Ameryki, w której stu chłopców maszeruje setki kilometrów, aż padnie przedostatni z nich, a tłumy widzów będą miały z tego ogromną frajdę przez kilka dni. Wygra najlepszy, a jest o co walczyć, bo wygrana to olbrzymia suma pieniędzy i - gdzieś tam po drodze - życie.


Nie będę ukrywać, że to było moje pierwsze spotkanie ze Stephenem Kingiem, ale kiedy słyszy się niemal od zawsze o ,,wybitnym mistrzu grozy”, to oczywiste, że ma się pewne oczekiwania. Niestety, trochę gorzej było ze sprostaniem tym oczekiwaniom, bo - co tu dużo mówić – pierwsza połowa książki była nieprawdopodobnie nudna. Marsz, marsz, marsz i kompletnie nic więcej. Co w tym emocjonującego? Do tego język, którym posługiwał się King nie był ani wybitny, ani wybitnie wciągający, dlatego okropnie męczyłam się, czytając tę książkę. Znikome dialogi, które gdzieś tam się pojawiały, były drętwe i irytujące (pomyślcie, o czym może rozmawiać stu chłopaków pozostawionych na pastwę losu?)


Ale gdzieś tak od połowy zaczęło robić się naprawdę interesująco. Zasady w Marszu są niezwykle brutalne, a że to nie do uczestników należy wdeptanie przeciwników w ziemię, tym gorzej dla nich. Dopiero od pewnego momentu, kiedy chłopców zostaje mniej niż pięćdziesięciu, ma to wszystko odpowiedni (odpowiednio okropny) wydźwięk, napięcie rośnie i rośnie, a na drodze rozgrywa się prawdziwy dramat.

środa, 18 marca 2015

„ Gra Endera” - Orson Scott Card



Spełnił się najgorszy koszmar nas wszystkich. Ziemia została najechana przez kosmitów lepszych od nas pod każdym względem. Miliony ludzi zginęły, świat chylił się ku upadkowi. Przetrwaliśmy tylko dzięki genialnemu dowódcy. Były dwie inwazje, nie jesteśmy już bezbronni. Teraz ziemia wykona pierwszy ruch...

Wobec ciągłego zagrożenia ze strony „Robali” stworzono system mający wyszkolić i wychować przyszłych żołnierzy, dowódców, bohaterów, którzy wygraliby wojnę. Zniesiono zakaz  przyjmowania do wojska nieletnich, to właśnie oni są przyszłością świata. Dzieci niełatwo jest nauczyć walczyć standardowymi metodami, dlatego wymyślono Grę polegającą na symulowanych walkach i skomplikowanych testach umysłu. Gra jest wszystkim, każdy chce wygrać, tym samym zapominając o własnych pragnieniach i potrzebach, stając się jednocześnie idealnym żołnierzem gotowym zrobić wszystko, żeby wygrać. Nie tylko Grę.

Rząd znalazł małżeństwo możliwe do wydania na świat przyszłych geniuszy i „zaopiekował” się ich dziećmi. Peter  był sprytny i inteligentny, ale za to mściwy i okrutny. Drugie z dzieci państwa Wieczorków – Valentine - nie ustępowało starszemu bratu inteligencją, jednak pod innymi względami było jego przeciwieństwem: żeby zostać przywódcą i poprowadzić Ziemię do zwycięstwa, była za łagodna, nie mogłaby znieść okropieństw wojny. Ender był Trzeci. Nigdy nie powinien się urodzić przez zakaz posiadania więcej niż dwójki dzieci, ale przyszedł na świat i zrobi wszystko, żeby przetrwać i zwyciężyć. Od ukończenia szóstego roku życia wychowuje go wojsko. Nie ma przyjaciół, kontaktu z rodziną, chwili wytchnienia ani dzieciństwa. Zrobi wszystko, żeby być najlepszym i mu się to udaje. Ender zwycięża w grach nie do wygrania i rozwiązuje problemy, których nie rozwiązał nikt inny. Jest pod każdym względem cudowny i najlepszy. Czy uda mu się wygrać Grę i pokonać własne ograniczenia? Tego dowiecie się sami. A zapewniam, że dowiedzieć się warto.