„Miasteczko
Salem” to moje trzecie spotkanie ze Stephenem Kingiem i na pewno nie ostatnie.
Tematyka jego twórczości bardzo mi się spodobała, dlatego chętnie sięgam teraz
po jego książki. 68-letni pisarz jest uznawany za niekoronowanego króla
literatury z gatunku horroru. Ma na swoim koncie ponad 70 książek i ponad 20
komiksów. Wiele z jego dzieł doczekało się ekranizacji, i to nie jednych. Nie trudno
jest dostrzec lekkość pióra, jaką posługuje się autor oraz radość, jaką daje mu
pisanie.
Książka,
którą wybrałam po przeczytaniu „Carrie” i „Czterech pór roku”, była równie dobra i ciekawa, co poprzednie.
Nie należały ode do lekkich, ale absolutnie nie oznacza to, że czytało się je
ciężko lub ze znudzeniem. Wręcz przeciwnie. Efekt strachu, grozy i
tajemniczości towarzyszył czytelnikowi już od pierwszych stron lektury. Tak też
było w przypadku „Miasteczka Salem”. Kiedy akcja przybierała tempa, serce
zaczynało szybciej bić. Łatwo można było pogrążyć się we wciągającej fabule i przenieść
do tamtego świata. King bardzo sprawnie tudzież racjonalnie połączył fikcję z
realizmem.




