Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Stara Szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Stara Szkoła. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lutego 2016

„Arystokratka w ukropie” - Evžen Boček



„Arystokratka w ukropie” to znakomita i równie śmieszna kontynuacja „Ostatniej arystokratki”. Kto nie czytał pierwszej części, będzie miał teraz podwójną radość, bo powinien czym prędzej nadrobić to przeoczenie. Kto czytał część pierwszą, ma gwarancję równie doskonałej zabawy. Bo nie sposób nie śmiać się w czasie lektury książki o perypetiach hrabiowskiej rodziny Kostków.


Rodzina Kostków żyła spokojnie w Nowym Jorku do momentu, gdy okazało się, że są oni ostatnimi spadkobiercami zamku na Kostce w Czechach. Spakowali swój dorobek, prochy przodków, kota Carycę i wyruszyli do Czech na spotkanie z nieznanym. To spotkanie z nieznanym jest źródłem licznym nieporozumień i komicznych sytuacji. W pierwszej części rodzina próbuje oswoić się z nową dla nich sytuacją. W części drugiej – już trochę okrzepli i próbują zrealizować plan zrobienia z Kostki zamku totalnego. Zadanie karkołomne, gdy weźmie się pod uwagę osoby, które nad tym planem pracują. Czy uda im się zrobić z zamku na Kostce największą turystyczną atrakcję w Czechach? Sprawdźcie sami – ręczę, że warto!

niedziela, 15 marca 2015

„Ostatnia arystokratka” – Evžen Boček



Ja wiem, że dla wielu określenie zabawna książka brzmi jak oksymoron. Czasami jednak zdarzają się, wierzcie mi, książki, które doprowadzają człowieka do łez… Ze śmiechu – rzecz jasna. I jeśli miałabym wskazać książkę, której czytanie związane jest z ciągłymi, niekontrolowanymi wybuchami śmiechu, książkę cudownie zabawną, wskazałabym właśnie na „Ostatnią arystokratkę” czeskiego autora Evžena Bočka.


Mary Kostka to amerykańska nastolatka mieszkająca w Nowym Jorku. Amerykanka z czeskimi korzeniami. Ba, okazuje się, że korzeniami nie byle jakimi, bo arystokratycznymi. Pewnego dnia rodzina Mary dowiaduje się, że oddana im zostaje rodzinna posiadłość – zamek na Kostce w Czechach. Zamek, który przodkowie Mary już pięciokrotnie w historii tracili (najpierw na rzecz zakonu krzyżackiego, potem husytów, potem Habsburgów, wreszcie Hitlera, by w końcu przypadł komunistom). Teraz jednak Mary wraz z rodziną musi porzucić swoje uporządkowane amerykańskie życie i wrócić do arystokratycznej posiadłości przodków. A problemy z tym związane piętrzą się już od samego początku, bo jak na przykład zabrać ze sobą urnę z prochami wszystkich Kostków zmarłych na obczyźnie (łącznie dwanaścioro), skoro bilet lotniczy dla nieboszczyka jest z niewyjaśnionych przyczyn droższy niż dla zwykłego pasażera? Nie ma wyjścia – rodzina przez tydzień opycha się orzeszkami ziemnymi, by prochy zmarłych przewieźć w woreczkach po orzechach. Pech jednak wydaje się być w herbie rodziny Kostków, bo nie opuszcza familii nawet na moment, powodując, że co chwilę wikłają się w zupełnie absurdalne sytuacje. Dla bohaterów – wszystko układa się beznadziejnie, dla czytelników - tym lepiej, bo to tylko potęguje komiczność świata wykreowanego przez Czecha.