Pokazywanie postów oznaczonych etykietą science-fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą science-fiction. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 sierpnia 2016

„Cień Endera” – Orson Scott Card

Zaraz po wielkim sukcesie serii książek opowiadających o losach Endera Wiggina, która przyniosła Orsonowi Scottowi Cardowi ogromny rozgłos i uznanie, czyniąc go jednocześnie jednym z najznakomitszych współczesnych pisarzy science-fiction, w głowie autora narodził się pomysł na kolejną serię, również związaną ze światem Endera, choć niedotyczącą głównego bohatera. Tym razem wybór – wydaje się, że oczywisty – padł na Groszka, czyli pobocznego bohatera Gry Endera, chłopca obdarzonego niezwykłą inteligencją i znakomitego doradcę dowódcy starcia z Formidami. Akcja Cienia Endera pokrywa się z wydarzeniami z Gry Endera, tym razem ukazanymi z odmiennej perspektywy. Jak sam autor podkreśla, nie ma znaczenia, po którą powieść czytelnik sięgnie w pierwszej kolejności – pierwszy tom Sagi Cienia został skonstruowany tak, aby czytanie go nie wymagało znajomości Gry Endera. Jednak czy warto sięgnąć po obie książki? Nie jestem przekonana.
Uważam Grę Endera za wielką i doskonałą w każdym aspekcie powieść, jednak jej sequel, Mówca umarłych, okazał się rozczarowaniem. Sięgając po Cień Endera miałam nadzieję, że wyjątkowy kunszt pisarski Carda wróci wraz z powieścią podobną do Gry Endera – w końcu mamy to samo miejsce, te same wydarzenia, te same założenia i nawet tych samych bohaterów, z Enderem w tle. Największym atutem debiutu Carda było pokazanie w wyraźnym świetle nieziemskiej inteligencji dzieci i nastolatków – nie stojących jeszcze u progu dojrzałości, ale już obarczonych odpowiedzialnością za los ludzi. Teoretycznie powtórzenie sukcesu nie powinno być takie trudne, skoro opieramy się na tej samej historii. W praktyce jednak coś poszło nie tak.

wtorek, 19 lipca 2016

„Diuna” – Frank Herbert

Niewiele jest książek ponadczasowych, posiadających odporne na czas prawdy w formie chętnie czytanej przez kolejne pokolenia. Jednym z takich tytułów jest „Diuna” Franka Herberta. Książka liczy sobie już prawie pół wieku, została nagrodzona nagrodą Hugo i Nebula. Na jej podstawie powstał film, dwa miniseriale telewizyjne i kilka gier. Jest uznawana za jedną z najlepszych książek science-fiction wszech czasów. Po jej przeczytaniu zgadzam się z tym stwierdzeniem.

Ogromny sukces „Diuny” jest wynikiem wielu elementów. Najbardziej znaczących z nich jest uniwersum, utworzone z wielkim rozmachem i dokładnością. Frank Herbert stworzył nie świat, a wszechświat. Zaludnił go tysiącem rodzajów istot z milionem różnych zamiarów. Nie dla wszystkich znalazło się miejsce w „Diunie”, ale czytając, miałam wrażenia, że to uniwersum jest pełne, żywe. Mimo że „Diuna” jest książką traktującą o przyszłości, autor balansował na granicy przyszłości i przeszłości. Z jednej strony w powieści były podróże międzygwiezdne, technologia na najwyższym poziomie, a z drugiej średniowieczny ustrój z rodami, szlachtą i władaniem dzięki urodzeniu. Ten kontrast był zaskakująco trafiony i wydawał się idealnie pasować.

poniedziałek, 11 lipca 2016

„Futu.re” – Dmitry Glukhovsky



Książka nagrodzona tytułem Książką Roku 2015 portalu lubimyczytać.pl w kategorii science-fiction.

W dalekiej przyszłości ludzkość pokonała ostateczną przeszkodę w dorównaniu bogom - wynalazła lek na śmierć i stała się nieśmiertelna. Genialny lek, który płynie w kranie każdego Europejczyka. Wszelkie niedoskonałości ciała zniknęły, każdy może wyglądać jak chce, może sam się stwarzać. Mając całą wieczność, każdy poświęca się temu, co sprawia mu radość, wiecznie piękni i młodzi są spragnieni zabawy. Każdy w pięknej utopii, jaką jest Europa, może bawić się, ile chce, zważając tylko na swoje szczęście, a szczęśliwe społeczeństwo to nieprzejmujące się żadnymi problemami społeczeństwo.

Problemów jest dużo. Przeludnienie jest najważniejszym i napędzającym wszystkie inne. Ludzie nie mieścili się już na ziemi, więc budowali w górę, zwierzęta i uprawy przeniosły się do wielkich hal, tracąc formę sprzed Leku. Żywność, woda, prąd - wszystko to jest na wyczerpaniu. W konsekwencji została stworzona ustawa o wyborze między dzieckiem i śmiercią w ciągu dziesięciu lat, a nieśmiertelnością. Większość społeczeństwa pogodziła się z tą ustawą jako koniecznością, ale niektórzy łamali prawo i próbowali ukryć nielegalne dzieci. Dzięki wysiłkom Falandze - organizacji wyszkolonych wojowników - prawie nikomu się to nie udało. Falanga budzi strach, wojownicy w maskach Apollo są przypomnieniem, że w świecie, gdzie nikt nie umiera, śmierć jeszcze nie zginęła.

Utopijny świat jest niewątpliwie największą zaletą „Futu.re”. Jest to uniwersum pełne sprzeczności, brutalności i indywidualnych bohaterów. Zatraciłam się w tym świecie bez pamięci, urzekł mnie jego niepowtarzalny charakter. Na każdej stronie byłam zaskakiwana nowym genialnym pomysłem na świat przyszłości. Większość z nich była dopracowana i przerażająco prawdopodobna.

Bohaterowie w porównaniu do świata wypadają odrobinę blado, zwłaszcza postacie drugoplanowe. Czytając, miałam wrażenie, że autor poświęcił większość sił i pomysłów na kreacje świata i narratora. Fabuła na szczęście dorównuje jakością uniwersum.

Główny bohater i narrator w jednym jest w jednym z oddziałów Falangi, wierzy w jej misję i nie próbuje podważać istniejącego porządku. Jednym słowem nie jest typowym bohaterem dystopijnym. Nie jest też zwyczajny na większą skale, jego kreacja jest wyjątkowo rozbudowana i dopracowana. Jan przedstawia czytelnikowi świat przez pryzmat swoich przeżyć, co czyni go jeszcze ciekawszym. Ważnym elementem kreacji głównego bohatera jest jego przeszłość. Jego dzieciństwo skrywa wiele mrocznych sekretów, które dręczą go, co noc. Te sny są jednym z najbardziej emocjonujących elementów książki. Brutalność w zestawieniu z dziećmi jest porażającym kontrastem.  Dowiadujemy się z nich, czemu Jan jest tym, kim jest.

Jednym z ciekawszych wątków była walka Jana z idealistami nierozumiejącymi wyższości nieśmiertelności nad śmiercią, osobami mówiącymi: “Oni wszyscy powinni umrzeć. To, co żywe, umiera. Nie jesteśmy bogami. I nie możemy się nimi stać. Oparliśmy się głową o sufit. Nie możemy niczego zmienić, bo sami nie możemy zmienić siebie. Ewolucja się zatrzymała - na nas. Śmierć zapewniała nam odnowę. Reset. A my jej zakazaliśmy.”*
Ta walka nadaje sens powieści i zamienia ją ze zwykłej dystopii w książkę nie do zapomnienia, zmuszającą do refleksji nad naturalnym porządkiem świata.

Mimo że książka porusza głębokie tematy i ma ponad sześćset stron, czyta się ją szybko i bez zgrzytów. Nie ma w niej długich opisów czy nudnego początku. Akcja ma szybkie tempo, nie brakuje jej dynamicznych scen walki ani trzymających w napięciu momentów. Czasami, gdy szalenie pędząca fabuła zwalniała, była chwila na refleksję i ochłonięcie. Wszystko to stworzyło książkę idealną.

Kiedy czyta się dziesiątki książek rocznie, zapamiętuje się tylko parę. Jeszcze rzadziej spotyka się powieści, które zmieniają światopogląd i przypominają się w najmniej spodziewanych momentach. Są prawdziwym objawieniem. Dla mnie właśnie „Futu.re” jest taką książką, wizja wykreowana przez autora wydaje mi się wyjątkowo prawdopodobna, znajduję jej zwiastuny w wielu aspektach życia. Słucham radia, oglądam wiadomości, czytam gazety i myślę: to zapowiedź wydarzeń z „Futu.re”. Z pewnością nigdy nie zapomnę tej książki.

Dana

*Cytat pochodzi z „Futu.re”.

Dmitry Glukhovsky, Futu.re, Wydawnictwo Insignis, 2015, stron: 645

wtorek, 7 czerwca 2016

"Ocalona" - Alexandra Duncan

Ta książka była dla mnie dużym zaskoczeniem. Pewnie dlatego, że niekoniecznie miałam ochotę ją przeczytać, a do lektury zostałam trochę przymuszona. Nie żałuję tego przymuszenia, gdyż okazało się, że mam do czynienia z naprawdę fajną i wciągającą lekturą. I nawet gatunek, science-fiction, nie przeszkadzał mi w ogóle, mimo że nie jestem fanką takich książek.


Główną bohaterką i jednocześnie narratorką opowieści jest nastoletnia Ava, której życie upływa na handlowym statku kosmicznym, który krąży wokół Ziemi. Na statku panują okrutne reguły: rządzi patriarchat i fundamentalistyczna religia. Ona jako dorastająca kobieta pozbawiona jest praw, a traktowana jak przedmiot. Najmniejsze nieposłuszeństwo jest karane bardzo surowo, dlatego bohaterka stara się przystosować do reguł i być grzeczną dziewczyną – tak podpowiada jej rozum. Serce to jednak nie sługa i Ava zakochuje się w Lucku, chłopaku z innego statku. Za ich potajemne spotkanie przyjdzie Avie gorzko zapłacić. Ava zostanie wyrzucona ze społeczności, trafi na wyniszczoną klęskami żywiołowymi Ziemię, a tutaj przyjdzie jej tutaj toczyć nierówną walkę  o przetrwanie.