Zawsze
uważałam, że trylogie stanowią szczególny rodzaj serii książkowej, którą
najprawdopodobniej najtrudniej napisać, a autor musi wykazać się nie lada
talentem, żeby w pierwszym tomie zaciekawić dostatecznie czytelnika, w drugim
pokierować losami bohaterów tak, żeby zgubić ich jeszcze bardziej, a w trzecim
wszystko ładnie spiąć. Niestety, niewielu się to udaje. Z mojego doświadczenia
wynika, że pisarze nie radzą sobie w drugiej części, która zazwyczaj jest zbyt
spokojna, albo stanowi coś w rodzaju “łącznika” pomiędzy pierwszą a trzecią,
natomiast pod koniec kierują historię na złe tory. To często spotykane błędy,
które zaważają na ocenie całości lub zwyczajnie psują dobrą opinię o pierwszym
tomie. Z trylogią Michelle Hodkin mam trochę inną zagwozdkę - pierwsza część to
była masakra. Serio, dawno nie czytałam tak źle wykreowanej książki. Nawet nie
chciałam sięgać po “Przemianę”, w
obawie, że okaże się podobną klęską, ale cieszę się, że zdecydowałam się po nią
sięgnąć, bo stanowiła naprawdę miłe zaskoczenie. Podobne obawy miałam przy “Zemście”, ponieważ nie raz spotkałam się
z sytuacją, kiedy autor sam niszczy swoje dzieło, dopisując nieodpowiednie
zakończenie. Chyba nie może być nic gorszego, prawda? Mniej więcej w połowie
książki przestałam zastanawiać się, co wydarzy się na kolejnych stronach, i
pozwoliłam, żeby Hodkin mnie zaskoczyła swoją wizją. I wiecie co? Trochę
zaskoczyła.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michelle Hodkin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michelle Hodkin. Pokaż wszystkie posty
piątek, 25 grudnia 2015
poniedziałek, 7 grudnia 2015
“Mara Dyer. Przemiana” - Michelle Hodkin
Trylogia
Michelle Hodkin, której główna bohaterka zabija myślami, zbiera same pozytywne
recenzje, ale nie ma co ukrywać, że jej pierwszy tom - Mara Dyer. Tajemnica kompletnie
nie przypadła mi do gustu. Uważam, że
poziom, jaki prezentuje, jest za niski na zwykłą młodzieżówkę, a co dopiero
młodzieżowy thriller (jak jest opisywana). Zero napięcia, zero grozy, zero wyczucia. Postacie, fabuła,
dialogi, humor - naprawdę nic nie zostało tam wykreowane dobrze. Rok temu uznałam
Marę Dyer za kompletną stratę czasu i pieniędzy, ale chyba z sentymentu (prawie) dokładnie rok
później dałam jej drugą szansę i nie, wcale się nie zawiodłam. Nie mogę się
nadziwić, że dwie części tej samej trylogii, pióra tej samej autorki, mogą być
tak od siebie różne. I nie na poziomie fabularnym, ale stylistycznym głównie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

